- Już pomyślałyśmy o tym...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Gdyby tego rodzaju wydarzenie zaszło pierwszej nocy, zaraz pomyślałbym o zmarłych mnichach, lecz teraz najgorszego gotów byłem spodziewać się po...
- Przedstawiony w tym rozdziale projekt pomyœlany by³ jako opisowa analiza wywiadów przeprowadzanych przez kuratorów z podopiecznymi, oparta na badaniu aktów mowy...
- Przykład ten pokazuje, że nabieranie dystansu i przyjmowanie różnych ról badawczych jest elastycznym procesem, wymagającym od badacza dużej pomysłowości i...
- oczyma osób ~»279stronnych ukryta, nie zawsze prowadzi do pomyślnych rezultatów"' Przygotowanie rodziców do organizowania rodzinno - domowego...
- - Zaryzykujmy jeszcze raz - zaproponował Yarber, zanim pozostali zdążyli o tym pomyśleć...
- Leto pomyślał o powodach, które skłoniły go do wędrówki przez pustynię...
- Samotność ma swoje dobre strony, pomyślał i zdecydowanym krokiem wszedł napodwyższenie...
- NaÅ‚ykaÅ‚eÅ› siÄ™ za dużo tego dymu — pomyÅ›laÅ‚...
- - Ani chybi, to ona! - pomyślał, Echidna bowiem jest rodzaju żeńskiego...
- mógłby pomyśleć, że zrzekliśmy się legitymistycznych aspiracji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ma obiecane duże lody po
obiedzie. Lupe po lodach zawsze odzyskuje humor.
Meri pokiwała głową, ale wciąż miała nieczyste sumienie.
- Po lunchu z naszymi paniami pojadę na ranczo odwiedzić ją. Ja...
czytelniczka
Chciała mówić coś jeszcze, gdy nagle poczuła, że ktoś za nią stoi.
- Panno Davis-Ross - odezwał się znajomy głos - nie mo
że pani stąd odjechać, nie pokazawszy się najpierw fotografom.
Obejrzała się. Oczywiście, to dziwnie oficjalne zdanie wypowiedział Tyson.
I nazwał mnie Davis-Ross. O mój Boże... Nie!
- A więc ty już wiesz - spuściła głowę.
- Czy moglibyśmy zostać sami? - Tyson zwrócił się do
wychowawczyni.
Kobieta szybko odeszła, a on przysiadł bokiem na jednym ze stolików.
- Oczywiście, że wiem. Chyba nie sądziłaś, że dam się
oszukiwać bez końca. Niezależnie od tego, co o mnie my
ślisz, nie jestem aż tak wielkim durniem.
Jego głos brzmiał głucho; spojrzenie było martwe. Nigdy
scandalous
dotąd nie widziała go w takim stanie.
- Przepraszam - szepnęła. - Dziś rano próbowałam cię
ostrzec, powiedzieć ci coś o sobie. Bardzo chciałam ci wyjaśnić....
- Dzięki. Rychło w czas.
-Tyse...
W jego oczach zapaliła się nagła wściekłość.
- Oszukiwałaś mnie! Całe tygodnie! I nie tylko mnie, również Jewel i tyle innych osób. Po co ci to było! Czy to jakiś nowy styl promocji, uprawiany przez gwiazdy?
Wyprostowała się.
- Absolutnie nie. Powiedziałabym, że odwrotnie. -
czytelniczka
Odgarnęła włosy z czoła. - Ja w Stanville szukałam właśnie ucieczki od fałszu, od całego blichtru życia. Chciałam być wreszcie sobą, chciałam robić coś pożytecznego, sensownego...
- A jednak mnie okłamywałaś - przerwał jej. - Dlaczego?
Gdybyś mi od razu wyjaśniła, wszystko bym zrozumiał...
Głos mu się załamał. Merri pomyślała, że strasznie przydałaby jej się teraz ta czarodziejska różdżka, bo wszystko zniesie, tylko nie ból ukochanego.
- Sama nie wiem... - zaczęła. - Może wpierw chciałam
się sprawdzić jako ktoś anonimowy... W zupełnie nowym
miejscu i warunkach... To pewnie głupie. Tyse, słuchaj, ja
naprawdę nie zamierzałam kłamać bez końca. Dziś rano...
- A kiedy byliśmy ze sobą blisko, też oszukiwałaś? - utkwił
w niej ostre spojrzenie. - Odgrywałaś coś? I twoje słowo
„kocham" było nieprawdziwe?
Szybko pokręciła głową, nie mogąc jednak wydobyć z siescandalous
bie głosu.
Tyson odwrócił się i zaczął iść w stronę drzwi. Zatrzymał
siÄ™ jednak.
- Cholera - zamruczał - Wiesz, że chciałem cię zrobić
prezeską naszej fundacji? Myślałem, że już cię dobrze znam.
Chciałem ci zrobić publicity, sprosiłem reporterów...
- Ależ znasz mnie - zrobiła krok w jego stronę.
- Teraz jednak - podjął, jakby nie słyszał jej słów - narobisz sobie raczej zdjęć jako pop-gwiazda, nie rzeczniczka tych biednych sierot. Bo taka jesteś...
- Brzydko o mnie myślisz - westchnęła.
On wciąż wydawał się głuchy na jej słowa.
czytelniczka
- Wiesz co - spojrzał na nią. - Ty już u mnie nie pracujesz. Spakuj się jak najszybciej i wracaj do swojego prawdziwego świata, tam, gdzie należysz. Tyle ci powiem.
Żegnaj, Merri.
Jej oczy napełniły się łzami.
- Żegnaj - odrzekła drżącym głosem. - Ale wiedz... że
mówiąc „kocham", naprawdę nie kłamałam.
Chciał jej rzucić w twarz „znów oszukujesz!", jednak coś
go powstrzymało. Może zabrakło mu już po prostu sił.
Stał w miejscu, a Merri, powoli, minęła go, stukając swymi szpilkami. I to stukanie wydało mu się dziwnie zaświatowe, jakby ktoś wbijał gwoździe w wieko nad jego głową.
Żegnaj moje życie, pomyślał. Żegnaj. Na zawsze.
Kilka godzin później, gdy słońce chowało się już za horyzont, Tyse nerwowo chodził tam i z powrotem po swej stajni dla źrebiąt. Było to jedyne miejsce, gdzie mógł szukać ukojescandalous nia dla zbolałego serca.
Ale i to dziś jakoś nie działało. W głowie tłukła mu się
tylko jedna myśl: „Merri". Wszystko obracało się wokół kobiety, którą utracił.
Utracił ją, ale może raczej odepchnął od siebie? W głowie
miał zamęt, w sercu ból, a jego wszystkie zmysły tęskniły do
niej jak szalone.
Niech to wszyscy diabli. Na dokładkę zaczęły go nagle oblegać różne pop-media, domagając się wywiadu w sprawie panny Davis-Ross. Musiał powyłączać swoje telefony, a przy
bramie rancza ustawić pracowników, odpierających ataki pa¬
parazzich z długimi obiektywami.
czytelniczka