Samotność ma swoje dobre strony, pomyślał i zdecydowanym krokiem wszedł napodwyższenie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Z drugiej strony ciekawym przykadem rnorodnoci motywacji, ktrymi kieroway si stare" i nowe" siy polityczne w ustalaniu ordynacji moe by ordynacja...
- Nie mogłem pojąć, jak to się stało, gdy nagle z przeciwnej strony wypadł na mnie mój ordynans i zasypawszy mnie gradem płynących z serca powinszowań wyłożył mi...
- — Ale musisz przyznać, że naprawdę pochodzi z innej planety — dokończyła Trillian, pojawiając się w polu widzenia z drugiej strony mostka...
- jaki zwiedzać będzie Paryż, gdy z jednej strony Sekwany zostaną tylko szczątki z Tuileriów, brama Saint-Denis, Magdalena, pałac Inwalidów etc...
- Z drugiej strony, przynajmniej jeden bystry obserwator, John Kenneth Galbraith, wyraził pogląd, że być może Nixon zwyciężył pomimo stosowania tych środków...
- Stworzenia zazwyczaj żywiły się energią Ciemnej Strony, która przepływała przez Bane’a, ale konstruowanie holocronu wymagało, żeby Mistrz ukierunkował...
- Gdy misjonarze, wielorybnicy, plantatorzy trzciny cukrowej i inni intruzi coraz bardziej wnikali na Wyspy Hawajskie (nie napotykając na opór ze strony...
- Gdyby tego rodzaju wydarzenie zaszło pierwszej nocy, zaraz pomyślałbym o zmarłych mnichach, lecz teraz najgorszego gotów byłem spodziewać się po...
- uciecha dla dzieciaków te afiszowe polemiki! Z jednej strony padały słowa: „tromtadracja, warchoły” – z drugiej: „serwilizm,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zorze ulżyło. Po chwili wahania Otello znowu ruszył się z miejsca. Nareszcie. Długie
oczekiwanie zmusiło ją do myślenia, a tego dnia, tu, na scenie konkursu na najmądrzejszą owcę w Glennkill, po raz pierwszy w życiu chciała myśleć jak najmniej. Ale było już za późno. Przypomniało jej się, co powiedział okularnik. Jagnięce specjały. Przypomniał jej się baran Gabriela.
Wszelkie ciało jest trawą. A trawa ciałem. Dlatego się śmiali. Dlatego był tu rzeźnik. Powiodła wzrokiem po twarzach ludzi, którzy chcieli wygrać abonament na specjały z jagnięciny. I ujrzała otchłań, która była tu przez cały czas, tuż pod jej nosem, chociaż Zora nigdy tego nie
podejrzewała. Mewy milczały. Po raz pierwszy w życiu zakręciło jej się w głowie.
Rozejrzała się na wszystkie strony. I nagle zobaczyła małego, białego baranka, który płynął w powietrzu kilka kroków od niej. Wyszedł z fajki młodego mężczyzny w drugim rzędzie. Wiedziała, że baranek nie jest prawdziwy. Ale przypomniał jej, po co jest otchłań: istniała po to, żeby ją pokonać. Pewnym krokiem weszła na podwyższenie i stanęła obok Otella. Tego dnia była
Pasterzem.
Za Otellem i Zora stanęła panna Maple. Miała dobry nastrój, chociaż była spięta aż po
koniuszki runa. To był jej plan. Czy ludzie zrozumieją to, co chcieli im przekazać? Owce zrozumiały, wszystkie, całe stado. Ich występ był tak realistyczny, że podczas próby te najbardziej przerażone uciekły aż na wzgórze. Z optymizmem pomyślała, że w swoje najlepsze dni ludzie nie są wcale głupsi od owiec. A przynajmniej, że są niewiele głupsi od głupiej owcy. Ale czy im uwierzą? Nawet jeśli uwierzą, to co wtedy? Bardzo chciała zobaczyć, jak wygląda sprawiedliwość.
Odważnie spojrzała na publiczność. Była Wilkiem.
Biały Wieloryb wszedł na scenę ze szmatką w pyszczku. Oddech miał szybki i płytki. Musiał taki mieć, bo szmatka straszliwie cuchnęła. Poza tym czuł się zaskakująco dobrze. Wiedział, co robić.
Wszystko pamiętał. Kiedy odgrywał swoją rolę, nawet najgłupsza owca na pasionku wiedziała, co odgrywa. I kim jest morderca. Z wysoko uniesionymi rogami wszedł ostrożnie na podwyższenie i...
zamarł.
W przednim rzędzie, ledwie kilka kroków od niego, z rękami zaciśniętymi na podłokietnikach wózka siedział rzeźnik.
22. Bardzo ważny Wieloryb
Tom O’Malley oglądał swoje piwo. Od kilku dni nie było tak źle. Ludzie chcieli z nim gadać, bo miał co opowiadać. A kiedy ludzie chcą z gadać, od razu jest lepiej.
Gdyby ktoś spytał go, co najbardziej podoba mu się w guinnessie, powiedziałby, że kolor.
Czarny. Czarny, a czasem ciemnoczerwony albo brązowy. Kiedyś widział takiego konia. Konia brązowego jak guinness. No i ta kusząco-słodka, kremowo-biała piana. Nigdy nie mógł się jej oprzeć. Chociaż z drugiej strony, w ciągu tych ostatnich kilku dni wcale tak dużo nie wypił. Nagle wszyscy chcieli z nim rozmawiać. Tymczasem on mało co pamiętał. Ot, że trącił nogą coś
miękkiego i że potwornie się przestraszył.
To dziwne, ale teraz, kiedy pytali go o to znacznie rzadziej, zaczęło mu się przypominać coraz więcej. Długo trwało, zanim uzmysłowił sobie, że szpadel przebił George'a na wylot. Na wylot! Nic dziwnego, że znowu siedział w Szalonym Dziku i chlał piwsko.
Dobrze, że nie widziałem jego oczu, pomyślał. Jak nie zobaczysz oczu, nic ci nie będzie.
Po raz trzeci w życiu Biały Wieloryb stał tak blisko rzeźnika, że mógł spojrzeć mu prosto w oczy.
Rzeźnik patrzył w oczy jemu. I miał przerażający wzrok. Teraz nie było między nimi szklanej szyby,
nie było mgły, tylko trochę papierosowego dymu. Wieloryb zawrócił i ruszył w stronę rampy.
Sprawiedliwość sprawiedliwością, ale rzeźnik był rzeźnikiem.
Otello bez słowa zaszedł mu drogę.
- Rzeźnik - szepnął Wieloryb. - Zabije nas. Mnie pierwszego. Otello pokręcił głową.
- Siedzi na widowni. Publiczność nigdy nic nie robi.
Wieloryb zerknął niepewnie przez ramię. Wyglądało na to, że Otello ma rację. Rzeźnik ani drgnął. Zaciskał tylko i rozwierał dłonie na podłokietnikach wózka. Z mocno bijącym sercem Wieloryb ponownie stanął z boku, gdzie na wejście czekali Otello i panna Maple. Zora wyszła już na środek sceny.
Najpierw miała wytłumaczyć ludziom, o co w tym wszystkim chodzi. Oczywiście chodziło o
George'a. Zaczęła od tego, że przyjęła pozycję, w jakiej wtedy leżał. Legła na boku i usztywniła nogi.
Ten i ów zaklaskał.
Ale nikt się nie przestraszył.
Panna Maple niezauważenie pokręciła głową. Nie, nie zrozumieli. Zora wstała i spróbowała ponownie. Tym razem zrobiła to o wiele bardziej widowiskowo.
Gdy ugięły się pod nią nogi i gdy dramatycznie zameczała, Wieloryb popatrzył ciekawie na