- Jesteśmy tutaj - usłyszał po chwili...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- – Czy jesteście w stanie podjąć długi marsz w tym deszczu?Młoda kobieta o całkiem ludzkim wyglądzie i człowiek – diabeł jęknęli...
- naszych ewolucyjnych uprzedzeń mamy skłonność do myślenia o początku wszechświata jak o pewnej szczególnej chwili, przed którą wszechświat nie...
- — Gdzie jesteśmy? — odważyłam się zapytać...
- – Jesteśmy na dworcu – mówiła dalej...
- Z mieczem Gawaina natarł na Gwydiona, który natychmiast upadł w poprzek łoża, wyjąc i strasznie krwawiąc z wielkiej rany na plecach; po chwili, gdy do przodu...
- wwczas sygna, ktry jestrozkazem- dla satelity i ktry po chwili dociera do miejsca przeznaczenia...
- W pierwszej chwili rozmyślała sennie, że może w końcu rozkwitają baśniowe fajerwerki miłości, żeby rozświetlić jej życie – ale to zbyt...
- Pozostał jednak w pozycji “pług" wzmacniając w ten sposób proprioceptywne doświadczenie aż do chwili, gdy nie mógł dłużej tak wytrzymać...
- zobaczymy… (po chwili) A dlaczegoż to on teraz już tak się absztyfikuje, myśli gotów zgadywać… przecie nie z czułości, bo któż by patrząc na nich...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Światełko zapalniczki zajaśniało jak gwiazda w ciemnościach.
Któryś z żołnierzy wyciągnął w stronę dowódcy manierkę z wódką. Łyknął duży haust.
- Trzech brakuje, sir! - zameldował jeden z komandosów. - Nie ma potrzeby szukać ich. Dzielnie walczyli. Widziałem. Zostali okrążeni i nie zdołali się wyrwać. To wszystko, sir.
Peniakoff, jeszcze dysząc ciężko, zobaczył, że za kierownicą siedzi Connolly. Nie zapytał o Sama Barreta. Jeżeli ktoś inny usiadł w szoferce, oznaczało to, że Sam zginął.
Samochód wolno wytoczył się z rozpadliny. Jechali w milczeniu; nikt nie miał ochoty na rozmowę. Oni wyrwali się śmierci, ale dopadła trzech kolegów.
- Zatrzymaj się! - powiedział cicho Peniakoff. - Dużo zapłaciliśmy za bilety na to przedstawienie. Musimy obejrzeć je do końca.
Wyłączyli silnik. Czekali. Po kilku minutach horyzont rozświetlił błysk.
- To Jones - powiedział któryś z żołnierzy. - To on założył pierwszy ładunek.
Tuż potem rozległy się następne wybuchy. Niebo nad Tobrukiem zajaśniało ponurą łuną. W ciągu kilkunastu minut 20 samolotów stanęło w płomieniach. Wyleciał w powietrze skład amunicji, zbiornik benzyny i barak z częściami zapasowymi.
- Niemcy szybko odbudują to lotnisko - powiedział Peniakoff - ale my już wiemy, jak się tutaj dostać. Za 10 - 15 dni wrócimy. A teraz do domu, Connolly...
Do maja 1943 r. komandosi Peniakoffa atakowali Niemców i Włochów. Po kapitulacji wojsk “osi” w Afryce Północnej Prywatna Armia Popskiego wylądowała w Tarencie we Włoszech. Jej zadaniem była ocena sił Niemców i Peniakoff ze swymi ludźmi wykonał wszystko wzorowo, tyle że na swój sposób. Zebrał kilku włoskich oficerów i kazał im dzwonić po kolegach z pytaniem o liczebność niemieckich oddziałów. Po kilku godzinach miał niezbędne informacje.
Wkrótce Armia Popskiego rozrosła się i poruszała na 6 jeepach uzbrojonych w karabiny maszynowe. Tak jak na pustyni, komandosi jeździli obładowani kanistrami z benzyną, dzięki czemu mogli pokonywać dystans 1000 kilometrów bez tankowania.
Walczyli do chwili kapitulacji wojsk niemieckich we Włoszech, w końcu kwietnia 1945 r., ale ostatnie miesiące wojny okazały się tragiczne dla Peniakoffa. Gdzieś zniknęło jego niezwykłe dotąd szczęście i w czasie walki w północnych Włoszech pocisk urwał mu lewą rękę.
Peniakoff po kilku tygodniach spędzonych w szpitalu powrócił do oddziału i razem ze swoimi 118 komandosami dotarł do Austrii. Tam zakończył się szlak bojowy ostatniego komandosa II wojny światowej.
POLSCY KOMANDOSIW historii niespodziewanych uderzeń, brawurowych ataków, wielogodzinnych bitew z przeważającymi siłami wroga jest i polski rozdział.
28 sierpnia 1942 r. generał Władysław Sikorski wydał rozkaz sformowania polskiej kompanii Commando. Do końca września trwało przyjmowanie ochotników i 9 października kompania odjechała do północnej Walii, aby tam dołączyć do międzynarodowego oddziału No 10 Commando LA. - skrót ten oznaczał “Inter - Alied”, tj. “międzyaliancki”, gdyż w skład oddziału wchodzili Francuzi, Belgowie, Holendrzy, Norwegowie i Jugosłowianie - pod nazwą 6 Troop (6. kompania). Jednakże dowództwo brytyjskie nie zdecydowało się wykorzystać polskich komandosów w żadnej ze spektakularnych akcji podejmowanych na kontynencie. Być może rezerwowało chwałę efektownych ataków dla własnych oddziałów, trzymając komandosów innych narodowości w odwodzie.
W sierpniu 1943 r. dowódca Operacji Połączonych (Combined Operations) lord Louis Mountbatten zdecydował o włączeniu kompanii polskiej i belgijskiej do 2 Special Service Brigade walczącej na froncie włoskim. We wrześniu polska kompania (91 żołnierzy) odpłynęła do Algierii, skąd l grudnia przybyła do Tarentu.
Dwa tygodnie później polski patrol przekroczył rzekę Sangro. Tak rozpoczęła się żmudna i mało widowiskowa służba we Włoszech. Do 10 stycznia 1944 r. polscy komandosi prowadzili rozpoznanie, staczając wielokrotnie potyczki z przeważającymi siłami wroga.