zobaczymy… (po chwili) A dlaczegoż to on teraz już tak się absztyfikuje, myśli gotów zgadywać… przecie nie z czułości, bo któż by patrząc na nich...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- PO NEAPOLITASKU (inaczej)30 dag mki, 0,5 dag drody, 2 yki oliwy, 4 pomidory, 2 yki przecieru pomidorowego, 2 zbki czosnku, 4 filety anchois (kore-czki...
- Sytuacje przeciwnie zrnicowane polegaj na tym, e jednostka jest za jedn ze swych cech akceptowana przez jedn osob, a za inn cech odrzucana przez drug...
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- UZNANIE Skoncentrujmy się teraz na znaczeniu uznania i na tym, co ono tak naprawdę oznacza...
- — Wyczuwacie taką ingerencję nawet teraz? — Śnieżynka dotknęła swego Klejnotu...
- Nie mogłem pojąć, jak to się stało, gdy nagle z przeciwnej strony wypadł na mnie mój ordynans i zasypawszy mnie gradem płynących z serca powinszowań wyłożył mi...
- Teraz – mając Boga, a z Nim Jego nieskończone bogactwa – pośpiesznie wyrzekałam się ich...
- Chciałam to teraz powiedzieć Beacie, żeby ją skłonić do przemyślenia kwestii i urwałam, bo przyszło mi na myśl, że może spowoduję tym pierwszy krok na drodze...
- Czy na zewnątrz wiał wiatr tak silny, że szeleściły liście na drzewach? Czy może mój umysł dał się porwać przez wicher i słuchał teraz, jak tłucze się,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
KOTWICZ Co on sobie z tego robi?
ŁECHCIŃSKA Mój hrabio, jeżeli tak, to i na to mamy radę: jedno na boku, to i drugie potra-
fi… Jak Kuba Bogu, tak Kubie Bóg… (po chwili) Ciekawa też jestem, jaką minę będzie
miał na ślubie pan Władysław…
KOTWICZ Czy myślisz pani, że będzie mdlał? Przecież to mężczyzna.
ŁECHCIŃSKA No no, nie chwalcie się tą swoją tęgością! A jak on to teraz wygląda, jak in-
ny… Schudł, wyłysiał…
KOTWICZ Cóż dziwnego, tyfus.
ŁECHCIŃSKA Tyfus… ale z czego?… Jezus! Jaki on też był w niej zadurzony… Chociaż
żeby miał rozum, to właśnie teraz niebo mu się otwiera… Bo co by to było, gdyby się byli
pobrali?… Bieda, lament, i kochajże się tu w takich okolicznościach. Tymczasem tak…
jedwabne życie, jak matkę kocham… (ciszej) Jak ona zawsze go lubi! Dziś już z kilka razy
się dopytywała, czy nie przyjechał.
KOTWICZ Ja w moich młodych latach kochałem się na zabój w sąsiadeczce prześlicznej, ale
gołej… I ona za mną szalała… Ale wie pani Łechcińska, daję słowo honoru, nie przeszło
nam przez myśl małżeństwo.
ŁECHCIŃSKA Pewno hrabia już wtenczas ostatkami gonił.
KOTWICZ Sam jej wynalazłem męża.
ŁECHCIŃSKA Żeby się kochać z czystym sumieniem… rozumiem… Ale musiał hrabia do-
piero dobrać safandułę.
KOTWICZ Całe życie była mi wdzięczną.
170
ŁECHCIŃSKA Co! Kto chce, to się tak urządzi na świecie jak w raju, tylko trzeba mieć ro-
zum. Najgorsze to czulenie się, to nic nie warto, jak matkę kocham… (po chwili) Zapewne
tylko go patrzeć, bo przecież wypada, żeby był drużbą… Nie uwierzy hrabia, jak jestem
ciekawą.
SCENA II
KOTWICZ, ŁECHCIŃSKA, MICHAŁEK w gustownej liberii strzelca, z pysznym bukietem
w ręku, później ZUZIA.
ŁECHCIŃSKA Piu! Patrzcie państwo!… Co za bukiet!… On się jednak zna na rzeczy.
MICHAŁEK Ładny, prawda? Ale co kosztuje!… Jak płacił, aż mi żal było… za dwa cisnął
całą garść papierków.
ŁECHCIŃSKA (ciekawe) Za dwa? A gdzież drugi?
MICHAŁEK Drugi? (na stronie) Bodajże cię!… (głośno) Jaki drugi?
ŁECHCIŃSKA Czy nie powiedziałeś, że kupił dwa bukiety?
MICHAŁEK No to co?
ŁECHCIŃSKA Nie udawaj głupiego, mój kochany.
MICHAŁEK Wszystkie mu były za małe, więc kupił dwa i kazał z tego zrobić jeden taki…
(na stronie robi gest drwiący, pokazując język)
ŁECHCIŃSKA Wiesz, że twój pan miał doskonały węch, odmawiając cię panu Dzieńdzie-
rzyńskiemu… Takiego mu właśnie potrzeba, jak ty… tylko wyciągnij dobre zasługi…
(poufnie) Komuś nosił drugi?
MICHAŁEK Mogę przysiąc, że nie nosiłem nikomu… (na stronie) tylko posłaniec spod te-
atru.
ŁECHCIŃSKA (niekontenta) No to zostaw i wynoś się.
MICHAŁEK Nie mogę, dalibóg, bo pan kazał mi zostać tu na usługi, a takie jest psie prawo,
że trzeba słuchać pańskiej trąby.
ŁECHCIŃSKA Tylko nie odzywaj się tak ordynaryjnie, bo tu są pokoje, nie psiarnia, rozu-
miesz?
ZUZIA (wchodząc) Powiedzieli w magazynie, że będzie gotowe za pół godziny. (spostrzega
bukiet) Ach, jakież to śliczne kwiaty… jej! (do Michałka) Czy to dla panienki?
MICHAŁEK (drwiąco) Myślałaś, że dla ciebie?
171
ZUZIA (odbierając bukiet) Co prawda, wolałabym co innego.
KOTWICZ (do Michałka poufale, biorąc go na bok) Słuchaj, bo mnie przecie możesz powie-
dzieć: gdzie nosiłeś drugi bukiet?
MICHAŁEK (z niewinną miną) Proszę pana! Przecie gdyby tak było, tobym zaraz powie-
dział… pan mnie zna.
KOTWICZ Na Chmielną?
MICHAŁEK Żeby mnie pan zabił, nawet nie wiem, gdzie Chmielna.
KOTWICZ (do siebie) Z pewnością dla Walerki.
SCENA III
POPRZEDZAJĄCY; SZAMBELANIC wchodzi głębią.
SZAMBELANIC Nie macie tam co drobnych dla dorożkarza?
ŁECHCIŃSKA (na stronie) Oho!
SZAMBELANIC Łechcińska, (z wyciągniętą ręką) chociaż z rubla, będzie miał dosyć.
ŁECHCIŃSKA I grosza pan przy mnie nie znajdzie… (na stronie) Byłoby na wieczne nieod-
danie. (wychodzi na lewo z Zuzią zabierając suknię)
SZAMBELANIC (do Kotwicza) A ty nie masz?
KOTWICZ A ja skąd?
SZAMBELANIC Robiłeś jakieś zakupy.