jednostki, która z pewnością nie cieszyła się sympatią terrorystów, ani w Zjednoczonym Królestwie, ani poza jego granicami...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijajc bardziej szczegow analiz procesu sekularyzacji, omwiony zostanie sam pluralizm, a take proces jego nasilania si...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- WIANO WITEJ KINGI28Zaledwie trzynacie lat mia ksi Bolesaw, zwany pniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rzdy sprawujcy, postanowili mu on...
- Źródła w Antibes podają, że Jordana zatłuczono na śmierć zaledwie w kilka dni po jego weselu i po tym, jak wydostał pijaną bratową ze szponów portowego opryszka...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
A prawdziwi profesjonaliści, ci naprawdę niebezpieczni, byli ostrożnymi, dokładnymi ludźmi. Takimi jak ja, powiedział John Clark do siebie.
* * *
— Musimy być ostrożni. Maksymalnie ostrożni na każdym etapie — powiedział. Dla
pozostałych raczej nie było to zaskoczeniem. Doskonale rozumieli potrzebę ostrożności.
Większość była naukowcami i wielu z nich rutynowo miało do czynienia z niebezpiecznymi
substancjami, poziom 3 i wyżej, więc ostrożność była częścią ich sposobu patrzenia na świat. To dobrze. Dobrze też, że rozumieli, naprawdę rozumieli znaczenie zadania, w którego realizacji uczestniczyli. Nikt nie miał wątpliwości, że ich sprawa jest słuszna i wielka. W końcu zajmowali się życiem ludzkim, ściślej mówiąc odbieraniem życia, a przecież inni nie rozumieli tej wielkiej sprawy i nigdy nie zrozumieją. Cóż, należało się tego spodziewać, ponieważ to oni mieli stracić życie. Szkoda, ale nie było innego wyjścia.
Na tym spotkanie się zakończyło, później niż zwykle. Ludzie wychodzili na parking, skąd niektórzy — głupcy, pomyślał — pojadą do domów na rowerach, prześpią się kilka godzin, a potem popedałują z powrotem do biura. Cóż, byli to przynajmniej Prawdziwi Wierni, choć
niezbyt praktyczni, a poza tym, do diabła, czyż nie korzystali z samolotów wybierając się w dalekie podróże? Ale w Projekcie było miejsce dla ludzi o różnych poglądach. Poszedł do swojego pojazdu, bardzo praktycznego Hummera, cywilnej wersji ukochanego przez wojsko terenowego wozu HMMWV. Włączył radio, usłyszał „Sosny Rzymu” Respighiego i uświadomił
sobie, że będzie mu brakować radia nadającego muzykę klasyczną. Cóż, pewne rzeczy były nieuniknione.
* * *
Wykąpany, ogolony, ubrany w garnitur od Braci Brooks i kupiony dwa dni wcześniej
krawat od Armaniego, Clark opuścił swą służbową rezydencję i skierował się do swego
służbowego samochodu, którego kierowca uprzejmie otworzył drzwi. Brytyjczycy naprawdę
przywiązywali wagę do zewnętrznych oznak statusu; John zastanawiał się, jak szybko to polubi.
Okazało się, że jego biuro znajdowało się niecałe trzy kilometry od domu, w
dwupiętrowym budynku z cegły, otoczonym w tej chwili przez zastępy robotników. Przed
drzwiami stał żołnierz z pistoletem w białej parcianej kaburze. Stanął na baczność i zasalutował,
kiedy Clark zbliżył się na odległość trzech metrów.
— Dzień dobry, sir!
John był na tyle zaskoczony, że oddał salut, zupełnie jakby wchodził na pokład okrętu. —
Dzień dobry — odpowiedział, z niezbyt inteligentnym wyrazem twarzy. Pomyślał, że będzie się musiał dowiedzieć imienia tego chłopaka. Drzwi udało mu się otworzyć samodzielnie, a w
środku zastał Stanleya, który uśmiechnął się, unosząc głowę znad jakiegoś dokumentu.
— Prace remontowe w budynku potrwają jeszcze tydzień lub dwa, John. Nie był używany
od kilku lat, a obawiam się, że jest już dość stary. Remontują go dopiero od sześciu tygodni.
Chodź, pokażę ci twój gabinet.
I znów Clark szedł za kimś, trochę ogłupiały. Skręcili w prawo i skierowali się do pokoju na końcu korytarza. Okazało się, że remont tej części został już zakończony.
— Dom zbudowano w 1947 roku — powiedział Alistair, otwierając drzwi. W środku
John zobaczył dwie sekretarki — obie pod czterdziestkę i prawdopodobnie z wyższą kategorią dopuszczenia tajemnic, niż on sam miał. Nazywały się Alice Foorgate i Helen Montgomery.
Wstały, kiedy wszedł ich nowy szef i przedstawiły się z miłym, czarującym uśmiechem. Gabinet Stanleya sąsiadował z gabinetem Clarka, wyposażonym w wielkie biurko, wygodne krzesło i taki sam komputer, na jakim John pracował w CIA, tak samo zabezpieczonym, żeby nie można go
było monitorować środkami elektronicznymi. Był tam nawet barek w rogu po prawej stronie —
widać należało to do brytyjskich zwyczajów.