– Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- 187mo¿emy przyj¹æ jako zasadê, ¿e ka¿dy kraj wymieniony wœród owych affines le¿a³ na zewn¹trz granic tego pañstwa, jako jego „bok" (tatuœ] Kieruj¹c siê t¹ zasad¹,...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijaj¹c bardziej szczegó³ow¹ analizê procesu sekularyzacji, omówiony zostanie sam pluralizm, a tak¿e proces jego nasilania siê...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
.. po chwili zniknął i Gwydion znów był tylko uśmiechniętym, młodym Druidem.
– Moi rodzice dali mi od siebie najwiÄ™kszy dar – powiedziaÅ‚ – królewskÄ… krew Avalonu. ChciaÅ‚bym ciÄ™ jednak prosić o jeszcze jednÄ… rzecz, pani Morgiano...
Irracjonalnie pomyślała, że chciałaby, żeby choć raz zwrócił się do niej jak do matki.
– ProÅ› i jeÅ›li bÄ™dÄ™ mogÅ‚a dać, otrzymasz.
– Nie chodzi o jakiÅ› wielki podarek – powiedziaÅ‚ Gwydion – lecz o to, byÅ› nie wiÄ™cej niż za pięć lat od dzisiaj przywiodÅ‚a mnie przed oblicze Artura i powiedziaÅ‚a mu, że jestem jego synem. Jestem Å›wiadomy – rzuciÅ‚ krótki, zakÅ‚opotany uÅ›miech – że on nie może uznać mnie za swego nastÄ™pcÄ™. ChcÄ™ jednak, by spojrzaÅ‚ w twarz swojego syna. Nie proszÄ™ o nic wiÄ™cej.
Morgiana spuściła głowę.
– Z pewnoÅ›ciÄ… jestem ci winna przynajmniej tyle, Gwydionie.
Gwenifer może sobie myÅ›leć, co jej siÄ™ podoba – Artur już odbyÅ‚ za to pokutÄ™. Każdy mógÅ‚by być jedynie dumny z tego dzielnego i wspaniaÅ‚ego mÅ‚odego Druida. Ona także... po tych wszystkich latach wiedziaÅ‚a o tym... nie powinna czuć wstydu za to, co siÄ™ staÅ‚o... a teraz wiedziaÅ‚a, że przez wszystkie te lata, odkÄ…d uciekÅ‚a z Avalonu, to wÅ‚aÅ›nie czuÅ‚a. Teraz, gdy ujrzaÅ‚a swego dorosÅ‚ego syna, musiaÅ‚a chylić czoÅ‚o przed nieomylnoÅ›ciÄ… Wzroku Viviany.
– PrzysiÄ™gam ci, że ten dzieÅ„ nadejdzie, przysiÄ™gam to na ÅšwiÄ™tÄ… StudniÄ™ – powiedziaÅ‚a.
Oczy jej się zaszkliły i mrugała ze złością, by odpędzić natrętne łzy. To nie jest jej syn. Uwain, być może, jest jej synem, lecz nie Gwydion. Ten smagły, przystojny mężczyzna, tak podobny do Lancelota, którego kochała jako dziewczyna, to nie jest jej syn, pierwszy raz w życiu patrzący na matkę, która go porzuciła, zanim przestał ssać pierś; on jest kapłanem, a ona kapłanką Wielkiej Bogini, i jeśli nawet nie znaczą dla siebie wiele, przynajmniej nie są sobie obojętni.
Położyła dłoń na jego pochylonej głowie i powiedziała:
– BÄ…dź bÅ‚ogosÅ‚awiony.
13Królowa Morgause już dawno przestała żałować, że nie ma Wzroku. A jednak aż dwa razy w tych dniach opadających liści, kiedy wielkie czerwone drzewa stały nagie na lodowatym wietrze, który wiał nad Lothianem, śniła o swym przybranym synu Gwydionie I wcale nie była zdziwiona, gdy jeden ze służących doniósł jej, iż na drodze widziano jeźdźca.
Gwydion miał na sobie dziwnie tkany płaszcz, szorstki i spięty kościaną zapinką, jakiej nigdy przedtem nie widziała, a kiedy chciała wziąć go w ramiona, odsunął się i skrzywił.
– Nie, matko – objÄ…Å‚ jÄ… wolnym ramieniem i wytÅ‚umaczyÅ‚: – DostaÅ‚em ranÄ™ od miecza w Brytanii, nie, to nic groźnego – zapewniÅ‚. – Nie zropiaÅ‚a i być może nie bÄ™dÄ™ miaÅ‚ nawet blizny, ale kiedy siÄ™ jej dotknie, to wciąż mnie boli!
– A wiÄ™c walczyÅ‚eÅ› w Brytanii? MyÅ›laÅ‚am, że jesteÅ› bezpieczny w Avalonie – powiedziaÅ‚a z wyrzutem, prowadzÄ…c go do sali i sadzajÄ…c przy ogniu. – Nie mam dla ciebie poÅ‚udniowego wina..
– Mam go już dość – odparÅ‚ ze Å›miechem. – Wystarczy jÄ™czmienne piwo albo trochÄ™ tej wody ognistej, jeÅ›li masz... z gorÄ…cÄ… wodÄ… i miodem, jeÅ›li jest. ZdrÄ™twiaÅ‚em od jazdy. – PozwoliÅ‚, by jedna z kobiet Å›ciÄ…gnęła mu wysokie buty i pÅ‚aszcz, i rozparÅ‚ siÄ™ wygodnie. – Jak dobrze tu być, matko. – PodniósÅ‚ do ust parujÄ…cy kubek i piÅ‚ z przyjemnoÅ›ciÄ….
– I przybyÅ‚eÅ› z tak daleka, jadÄ…c w takim zimnie z ranÄ…? Czy to jakieÅ› wielkie sprawy wymagajÄ…ce omówienia?
– Nie, po prostu tÄ™skniÅ‚em za domem, nic wiÄ™cej – powiedziaÅ‚, potrzÄ…sajÄ…c gÅ‚owÄ…. – Tam wszystko jest takie zielone i bujne i wilgotne, i ta mgÅ‚a, i koÅ›cielne dzwony... tÄ™skniÅ‚em za czystym skalnym powietrzem, za krzykiem mew i za twojÄ… twarzÄ…, matko...
– SiÄ™gnÄ…Å‚ znów po kubek, który wczeÅ›niej odstawiÅ‚, i Morgause ujrzaÅ‚a węże na jego rÄ™kach. Nie byÅ‚a zbyt wtajemniczona w sekrety Avalonu, ale wiedziaÅ‚a, że byÅ‚ to znak najwyższego stopnia kapÅ‚aÅ„skiego. DostrzegÅ‚ jej spojrzenie i skinÄ…Å‚ gÅ‚owÄ…, ale nic nie powiedziaÅ‚.
– Czy to w Brytanii sprawiÅ‚eÅ› sobie ten wstrÄ™tny pÅ‚aszcz, taki zgrzebny i dÅ‚ugi, dobry najwyżej dla sÅ‚użącego?