jakby ta katastrofa dotyczyła jego samego osobiście...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- 187możemy przyjąć jako zasadę, że każdy kraj wymieniony wśród owych affines leżał na zewnątrz granic tego państwa, jako jego „bok" (tatuś] Kierując się tą zasadą,...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- – Nie masz powodu, by kochać ktĂłrekolwiek ze swych rodzicĂłw, Gwydionie – powiedziaĹ‚a Morgiana i jej dĹ‚oĹ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiĹ‚...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijając bardziej szczegółową analizę procesu sekularyzacji, omówiony zostanie sam pluralizm, a także proces jego nasilania się...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- WIANO ŚWIĘTEJ KINGI28Zaledwie trzynaście lat miał książę Bolesław, zwany później Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rządy sprawujący, postanowili mu żonę...
- Źródła w Antibes podają, że Jordana zatłuczono na śmierć zaledwie w kilka dni po jego weselu i po tym, jak wydostał pijaną bratową ze szponów portowego opryszka...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Coś w tym rodzaju - położył na blacie jak zwykle
odliczone pieniądze za gazety i ruszył do domu - Do jutra!
Zaczął się wspinać po schodach wspominając wszystkie
dobre rzeczy jakie zjadł w tym tygodniu, a które teraz do pary
z grawitacją brały na nim odwet. Jeszcze kilka kroków,
przerywnik muzyczny w wykonaniu psa i będzie już u siebie.
Zatrzasnął drzwi i położył gazety na biurku. Trochę nawet
dziwiło go to, że nie czuł żadnej ulgi, ani satysfakcji z
potwierdzenia się wzoru. Może dlatego, że i tak był pewien
swojego sukcesu. Właściwie, to gdyby nie był pewien słuszności
swojej teorii, to nie byłoby warto w ogóle zaczynać zbierania
tych wszystkich danych.
Zdjął płaszcz i usiadł przy biurku. Z szuflady wyjął
niezbędne przybory i rozłożył pierwszą z gazet. "Kryzys na
Bliskim Wschodzie", "Senator Warner z Północnej Karoliny
zapowiada, że położy kres łapówkarstwu wśród elit", "Chiny
domagają się włączenia Tajwanu". Mick odłożył ją na bok. Co to
za najświeższe wiadomości? Przecież to wszystko są te same
opowieści ciągnące się od przynajmniej kilkunastu lat -
pomyślał biorąc do ręki kolejny dziennik. Po przerzuceniu
kilku stron dotarł do miesięcznego zestawienia wypadków
drogowych. Z szuflady wyjął dodatkowo kalkulator i kartkę z
kolejnymi wersjami wzorów. Cichutko stukając końcem długopisu
po klawiszach obliczał wartości, które wynikały z jego
notatek. Po ostatecznym podsumowaniu dwie wersje wzorów były
dosyć zbliżone do faktycznych ilości, ale nie do końca
dokładne. Potwierdzało to tylko jego wcześniejsze podejrzenia,
że być może pominął jakiś parametr lub też zamknięcie obliczeń
tylko do terenu trzech stanów było błędem. Tak przynajmniej
wynikało z podstawiania danych z poprzednich miesięcy i lat.
Za każdym razem wyniki były zbliżone do prawdziwych, tyle
tylko, że odbiegały czasami nawet na 10% od faktycznej liczby,
a to już bardzo dużo. W przeciwieństwie do katastrof
lotniczych tutaj miał do czynienia z oficjalnym komunikatem
policji stanowych, więc podane tam wartości były bardzo
precyzyjne i nie mogło być mowy o żadnych przeoczeniach albo
pominięciu czegoś przez dziennikarzy - same suche fakty.
Mick spojrzał na zegarek. Miał jeszcze chwilę czasu na
przejrzenie gazet i będzie musiał się wziąć za przygotowywanie
kolacji. W tempie ekspresowym przejrzał informacje lokalne i
wypisał dane o wypadkach drogowych na terenie miasta oraz o
niewielkim pożarze w jednym z biurowców na przedmieściach. W
sumie był to kolejny spokojny dzień - żadnych wielkich
katastrof, żadnych karamboli, ani pociągów wyskakujących z
szyn. Po chwili sam się poprawił, że właściwie informacja o
rozbiciu się Boeinga była podana dzisiaj, chociaż całe
zdarzenie miało miejsce wczoraj. Tak czy inaczej mógł już z
czystym sumieniem iść do kuchni. Po drodze odłożył jeszcze
teczkę na jej miejsce w szafce i zabrał się do gotowania. Po
około kwadransie odezwał się telefon. Mick przyciszył radio i
podniósł słuchawkę.
- Słucham?
- Cześć Mick! Słuchaj nie dam rady dzisiaj do ciebie
zajrzeć. Dalej siedzę w pracy i nic nie wskazuje na to, żebym
miał zbyt szybko stąd wyjść, tak, że...
- Mhm, rozumiem.
- Przepraszam cię, stary, ale sam wiesz jak to czasami
jest.
- Nie, nie ma sprawy. Ja też mam dzisiaj jeszcze trochę
zajęć, więc...
- To może tym razem ty do mnie wpadniesz? Na przykład w
piątek...
Mick milczał chwilę. Nie pamiętał już nawet kiedy po raz
ostatni był u kogoś z wizytą. Nawet u Phila. Ale w końcu co
miałby lepszego do roboty?
- Zgoda. O której?
- Nie wiem. Może koło siódmej?
- Dobrze.
- Na razie, Mick.
- Cześć.
Odłożył słuchawkę i stał w zamyśleniu. Przypomniał sobie
i to całkiem dokładnie kiedy to było - 15 września, w urodziny
Phila. Pokręcił tylko głową i powiedział do siebie:
- Jedenaście miesięcy!
Właściwie, to nie było w tym nic dziwnego. Do pojawienia
się w jego domu Andrei tylko raz, co najwyżej dwa razy, w
tygodniu chodził do knajpki, raz na kilka lub kilkanaście
miesięcy do kina, a takie słowa jak teatr, opera, czy nawet
musical na stałe wypadły z jego słownika. Nigdy nie chciał tak
żyć i zapewne gdyby nie śmierć Helen, to nigdy by tak nie żył,
ale... Właśnie, ciągle było to "ale". Ciągle żył sam, ciągle
nie miał do kogo nawet ust otworzyć, chociaż w głębi duszy był
osobą bardzo towarzyską. Znał osobiście wszystkich swoich
sąsiadów, a przynajmniej tych, którzy mieszkali tutaj już
jakiś czas. W pracy też nie było chyba nikogo z kim nie
zamieniłby chociaż paru słów. Może to jego hobby tak go
odmieniło? A może brak Helen?
Ocknął się gdy do jego nozdrzy dotarł lekki zapach
spalenizny. Szybko podbiegł do kuchenki i zdjął garnek. Ech,