-Jak ci pomóc...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- pomóc mojemu znajomemu? Mo¿e, nie daj Bo¿e, jeszcze mu zaszkodzê?Ufam, ¿e pewn¹ pomoc¹ i zachêt¹ dla Czytelnika bêd¹ nastêpuj¹cestwierdzenia:* Wcale nie...
- Pacjent siada w wygodnym fotelu lub kładzie się na kanapce, prosimy go, aby zachowywał się biernie, nie usiłował pomóc w wprowadzaniu go w stan hipnozy, ani się...
- którym pospieszono kiedyœ Koœcio³owi na pomoc, bliskie jest odniesienia póŸnego zwyciêstwa...
- - Mogę ci je pokazać, ale musisz mi w czymś pomóc...
- - Może ja zdołam pomóc - oświadczył po angielsku...
- - Cóż za melodramatyczna nuta - mruknął David, rozpierając się wygodnie w fotelu...
- Wreszcie, kiedy był pewien, że Elena wróciła po pracy do domu, zadzwonił do niej...
- Art
- z kominkiem z rzecznych kamieni, który zajmował połowę jego długości; na gzymsie znajdującym się na wysokości ramion mężczyzny stała...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
.. Nagła cholera. - Lekko szarpnąłem jego wychudłe, wiotkie ramię. - Co mogę dla ciebie zrobić, bracie?
-Nina... - wyszeptał nieco wyraźniej. - Ona wie. Wystarczy przestać się bać. Nina wie...
Ująłem go pod żebra. Był lekki i nie sprawiło mi problemu przeniesienie go na fotel pomiędzy okratowanymi monitorami. Nie reagował już na żadne bodźce. Z rzadka wydawał ciche sapanie, które napawało mnie ponurymi myślami. Raultric niedobrze rokował. Najwyraźniej umierał. A ja bałem się tak po prostu zabrać go do kapsuły i zamknąć w pomieszczeniu medycznym. Matka Mullena sprawiłaby później, że nie wyszedłbym z pierdla przez osiem lat.
- Trudno - wymamrotałem. - Wobec tego przyjdzie mi posiedzieć w pierdlu, ale nie mogę go tak zostawić. Nie wiem czy on Obcy czy człowieczy, w każdym razie z alienryny, i niech mnie diabli, jeśli go tak zostawię.
Wpierw jednak musiałem zająć się Niną. Znalazłem ją dwa pomieszczenia dalej, w cieniu płaskich maszyn budowlanych, zaplątaną w zwoje światłowodów. Rzucały na jej skórę biały, halogenowy połysk. Jej nagie ciało opalizowało w ciemności. Wyglądała niczym anioł pochwycony w kadr wirtualnego slajdu. Kiedy podszedłem bliżej, mój prawy but uderzył w jakiś przedmiot. Poczułem zapach gotowanych warzyw. No tak. Posiłki dostarczane przez roboty kuchenne. Trzy pełne miseczki leżały u jej stóp. Wyglądało, że znowu jest w pełnoobjawowej katatonii. Potrzebowała szybkiej pomocy.
- Wracamy - delikatnie dotknąłem jej ramienia. - Już czas. Idziemy do domu.
Biernie poddała się mojemu naciskowi. Kilka minut później staliśmy pośród deszczu, a nad naszymi głowami zebrała się chmara latających form tutejszego życia.
- Mamy parasol, Nina - powiedziałem raźnym głosem. - Jomamits III dba o nasz komfort jak się patrzy.
Ubrałem ją w długą pelerynę i ustawiłem temperaturę materiału na dwadzieścia siedem stopni.
- Poczekaj tu na mnie. Zaraz jeszcze jednego przyprowadzę. Też jest chory jak diabli, ale w inny sposób niż ty. Podobno się znacie.
Posapując z przejęcia, wróciłem szybko do pomieszczenia, w którym leżał Raultric. Znowu zdał mi się odmieniony. Nie przypominał wcale Obcego. Miał ludzką twarz i wreszcie otworzył oczy. Były obojętne, ale czujne, niebieskie światełko tliło się gdzieś w głębi ich źrenic. Kogoś przypominał. Jakieś oblicze, które znałem wcześniej, które znali niemal wszyscy ludzie. Hm. Nie czas na rozważania.
- Chodź, stary - mruknąłem, pakując go na wózek do transportu butli. - Powiększymy liczbę moich podopiecznych.
- Pomogłeś mi, człowieku - wyszeptał zupełnie wyraźnie. - Jesteś dobry. Na swój sposób, tak jak na swój sposób dobra jest Nina i ci wszyscy, których zostawiłeś w kapsule. Teraz bardziej was rozumiem.
Pokiwałem tylko głową i uruchomiłem silniczek transportera.
- Nie wiem, w co się pakuję, ale sumienie każe mi zająć się i tobą. Nie sądzę, żebyś był bardziej kłopotliwy niż pan Mullen, dla przykładu.
- Teraz już was rozumiem. - Dotknął mnie swoją wychudzoną ręką i znowu przymknął powieki.
Jeśli tak szybko będzie się uczłowieczał, to już wkrótce da się go powierzyć medykowi z kapsuły.
Nina stała, jak ją zostawiłem. Otoczona morzem skrzydlatych dziwolągów, wpatrzona przed siebie i bierna niczym rzeźba z modeliny.
- No to jesteśmy w komplecie - westchnąłem, stawiając wózek z Obcym obok katatonicznej kobiety. - Zobaczymy, co powie reszta załogi. Mullen zacznie mnie skarżyć, zanim wyjawię, że jestem golcem. No, czas w drogę...
Wtedy stało się coś dziwnego. Raultric wstał z wózka do przenoszenia butli i powoli jak lunatyk obrócił się w stronę Niny. Potem pochylił się i objął ją wpół, jak dziecko, które bezwiednie chwyta się spódnicy matki. Poczułem dreszcz przerażenia. To wymykało się spod mojej kontroli. Lęk wdrapał się po kręgosłupie i skosił mnie bezlitośnie. Wąskie, ładne palce Niny bezwiednie dotykały moich dłoni. Stopy drętwo spoczywały w pokładowych butach. Miała otwarte oczy, dostrzegłem w nich niebieskie światełka, te same, które widziałem wcześniej w oczach Raultrica. Czaiły się w zieleni tęczówek, jak dwoje małych wrót ku jasności. Zapraszały moje myśli gdzieś głęboko, tam, gdzie nie mogły dotrzeć słowa ni gesty. Gdzieś w otchłań, w którą bezpowrotnie wpadliśmy, uderzając w powierzchnię Jomamits III.
Zrozumiałem, że o to w tym wszystkim szło. Że miałem im pomóc w nawiązaniu kontaktu i obdarzyć obcą istotę ludzkim cierpieniem, żebyśmy wszyscy byli dla niego czytelni jak otwarta, dobrze oświetlona kartka książki.
Chciałem uciec. Wyrwać się w mój odstawiony tylko na chwilę psychodeliczny holoświat, popękany od uderzeń elektrycznych impulsów fantasmagorii, trzasków chipów rozpędzonych w ładowaniu kreacji prosto w rdzeń przedłużony. Chciałem upaść w objęcia holograficznej kochanki z ostatniego katalogu „Easylmagines". Byłem tylko nieczynnym narkomanem. Teraz pamiętała o tym każda najdrobniejsza część mojego ciała. Wszystkie były głodne prochów i holodysków.