- Cóż za melodramatyczna nuta - mruknął David, rozpierając się wygodnie w fotelu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Wierzę, że ci się uda — przyznała, a potem spytała: — A co ze mną?— Cóż, z tobą to inna sprawa...
- – Jasne – mruknął plutonowy...
- - Dziwne - mruknął Durnik i kopnął mokrym butem w idealnie prosty kraniec jednego z bloków...
- ROZDZIAŁ 38ODSIECZPomimo związanych na plecach nadgarstków, Perrin usiłował znaleźć wygodniejszą pozycję, aż wreszcie westchnął i poddał się...
- Czasu więc mamy aż nadto, by ułożyć sobie plan; jeśli opuścimy to miejsce, nie znajdziemy równie wygodnego...
- Cóż, von Halbach był teraz człowiekiem bardzo bogatym, a nazywał się Willi Max...
- Zanim jeszcze David skończył mówić, Cantor zerwał się z miejsca tak gwałtownie, że przewrócił krzesło, na którym przed chwilą siedział...
- Rozpiął pas i rząd guzików, usiadł wygodnie i wydał krótkie polecenie:- Do domu, Piotrze...
- Starając się zachować spokój, David pobrał jej krew i dokładnie przebadał, zwracając szczególną uwagę na płuca i system nerwowy...
- - I co, robicie postępy z remontem domu? - spytała Maria, podczas gdy David podszedł do lodówki i napełnił szklanki wodą...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zdaje się, że ja działałem właśnie w taki sposób, nieprawdaż?
- Bardziej w legendach niż w rzeczywistości, ale dla ludzi, których wykorzystywałeś, rzeczywistością były te legendy.
- W takim razie odszukam ich i ponownie wykorzystam! - David wyprostował się raptownie, ściskając oburącz szklankę. - On mnie do tego zmusza, Aleks! Szakal rozpoczął licytację, więc muszę w nią wejść!
- Och, zamknij się! - prychnął niecierpliwie Conklin. - Teraz ty odstawiasz tani melodramat. Gadasz jak postać z jakiegoś podrzędnego westernu. Wystarczy, że się pokażesz, i Marie zostanie wdową, a dzieci stracą ojca. Teraz tak wygląda rzeczywistość, Davidzie.
- Mylisz się.., - Webb potrząsnął głową, wpatrując się w swoją szklankę. - On ruszył za mną, więc ja muszę ruszyć za nim. Próbuje mnie wyciągnąć z kryjówki, więc ja muszę wyciągnąć jego. To jedyny sposób, żeby się go nareszcie pozbyć. Jakkolwiek by liczyć, ostateczna postać równania zawsze wygląda tak samo: Carlos kontra Bourne. Jesteśmy znowu tam, gdzie byliśmy trzynaście lat temu: Alfa, Bravo, Charlie, Delta... Kain to Carlos, a Delta to Kain...
- To idiotyczny szyfr z Paryża sprzed trzynastu lat! - przerwał mu ostrym tonem Conklin. - Delta należał do "Meduzy" i miał stawić czoło Carlosowi. Nie jesteśmy w Paryżu, Davidzie, a od tamtego czasu minęło już trzynaście lat!
- I zapewne za następne pięć będę miał osiemnaście, a za jeszcze pięć dwadzieścia trzy? Czego ty ode mnie chcesz, do diabła? Żebym do końca moich dni żył w ciągłym strachu przed tym bandytą, czekając zawsze z obawą na powrót do domu żony i dzieci? Nie, to ty masz się zamknąć, wielki panie agencie! Najwspanialsi analitycy mogą obmyślić najbardziej niezawodne plany, a my zmontujemy z nich jeden, jeszcze lepszy, ale kiedy dojdzie do ostatecznej rozgrywki, ona zawsze będzie się toczyć wyłącznie między Szakalem i mną... Tyle tylko że ja dysponuję pewną przewagą: mam ciebie po swojej stronie.
Conklin przełknął z trudem ślinę, mrugając przy tym raptownie powiekami.
- Bardzo mi pochlebiasz, Davidzie. Chyba nawet za bardzo. Zawsze czułem się lepiej winnym otoczeniu, kilka tysięcy mil od Waszyngtonu. Tutaj jakoś bez przerwy było mi trochę duszno.
- Ale na pewno nie pięć lat temu, kiedy odprowadzałeś mnie na samolot do Hongkongu. Wciągu zaledwie jednego dnia udało ci się rozwiązać połowę łamigłówki.
- Wtedy było dużo łatwiej: tajna operacja Departamentu Stanu cuchnąca na kilometr zdechłym halibutem. Tym razem to coś zupełnie innego. Tym razem to Carlos.
- Właśnie o to mi chodzi, Aleks. To Carlos, a nie jakiś obcy głos w słuchawce. Mamy do czynienia ze znanym czynnikiem, wiemy, czego można się po nim spodziewać...
- Czyś ty oszalał? - przerwał mu Conklin, marszcząc brwi. - Jak to rozumiesz?
- Jest myśliwym, więc będzie szedł moim tropem.
- Owszem, ale najpierw dokładnie go obwącha, a potem zbada jeszcze pod mikroskopem.
- Wynika z tego, że trop musi być prawdziwy, czyż nie tak?
- Osobiście wolę określenie "wiarygodny". Co masz na myśli?
- W ewangelii świętego Aleksa jest wyraźnie napisane, że w celu zastawienia skutecznej pułapki należy tak spreparować przynętę, żeby zawierała maksymalnie dużo prawdy, nawet bardzo niebezpieczną dawkę.
- Ten rozdział i wers nawiązują do szczegółowych badań, jakim każdy doświadczony myśliwy poddaje napotkany trop. Zdaje się, że już o tym wspomniałem. Jakie to ma znaczenie?
- "Meduza" - powiedział cicho Webb. - Chcę wykorzystać "Meduzę".
- Oszalałeś! - syknął niewiele głośniej Conklin. - Ta sprawa jest równie tajna jak Jason Bourne... Nie oszukujmy się: jest bardziej tajna!
- Ale były także plotki krążące po całej Azji Południowo- Wschodniej, docierające aż do Morza Chińskiego, Koulunu i Hongkongu, dokąd większość tych zbrodniarzy uciekła ze swymi pieniędzmi. O "Meduzie" wiedziano więcej, niż ci się wydaje, Aleks.
- Plotki i nie potwierdzone pogłoski, nic więcej - odparł emerytowany oficer wywiadu. - Który z nich nie przyłożył noża do gardła lub lufy pistoletu do głowy kilkudziesięciu czy nawet kilkuset majętnym ludziom? "Meduza" składała siew dziewięćdziesięciu procentach z morderców i złodziei. Peter Holland powiedział, że kiedy działał w SEALs, nie spotkał wśród nich nikogo, kogo by nie pragnął osobiście załatwić.