- Może ja zdołam pomóc - oświadczył po angielsku...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- By moe, i tu wanie odkryjemy jeszcze dziedzin naszego wynalazku, dziedzin, w ktrej zdoby si moemy jeszcze na oryginalno, naprzykad [!] jako parodyci...
- Statyczne pole magnetyczne może być wytwarzane przez sztabkowe magnesy trwale i przez elektromagnesy: Nie istnieją pojedyncze bieguny magnetyczne -...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- Z drugiej strony ciekawym przykadem rnorodnoci motywacji, ktrymi kieroway si stare" i nowe" siy polityczne w ustalaniu ordynacji moe by ordynacja...
- Moze w zwiazku z tym pozostaje notatka, która tu wypisuje z poznanskiej "Teczy" nr 43 z roku 1928: "W miasteczku Kuncewicze na pograniczu wschodnim powstala wsród Zydów...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
- Aby współżyć w owocnej spółce z okrętem, trzeba poznać nie to, czego on dokonać nie może; trzeba raczej posiąść dokładną wiedzę o tym, na co się okręt...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Bonaparte spojrzał tak, jakby dopiero teraz go zauważył, choć Calvin zdawał sobie sprawę, że przez ostatnie pół godziny cesarz przyglądał mu się kilka razy.
- Czy pracy pomywacza szukasz w Paryżu, mój amerykański przyjacielu? - zapytał Bonaparte, mocno akcentując angielskie słowa.
- Przybyłem, aby ci służyć, panie - odparł Calvin. - Czy przy zaplamionym marmurze, czy bolącej nodze, to bez znaczenia.
- Najpierw sprawdzimy z marmurem. Dziewczyno, daj mu wiadro i szmatę!
- Nie są mi potrzebne. Już skończyłem. Niech przetrze jeszcze raz, a plama zniknie.
Bonapartemu nie podobało się, że ma służyć za tłumacza między amerykańskim więźniem i posługaczką, ale ciekawość zwyciężyła w starciu z godnością i wydał dziewczynie polecenie. Tym razem atrament zmył się natychmiast, a kamień pozostał czysty. Dla Calvina była to dziecinna zabawa, ale zachwyt na twarzy służącej był najlepszą pochwałą jego cudownej mocy.
- Sire! - zawołała. - Wystarczyło raz przejechać szmatą i plama zniknęła bez śladu!
Sekretarze zerkali czujnie na Calvina; nie byli głupcami i wyraźnie podejrzewali, że to on wywołał ich ból, a potem ulgę; niektórzy wciąż szczypali się po nogach, by przywrócić czucie po jego pierwszych, niezdarnych próbach. Teraz Calvin zajrzał do ich nóg, przywrócił czucie, po czym delikatnie usunął ból.
Bonaparte spoglądał to na swoich urzędników, to na więźnia.
- Widzę, że zajmowałeś się strojeniem sobie żartów z moich sekretarzy.
Calvin bez słowa sięgnął do nogi cesarza i na chwilę uśmierzył wszelkie cierpienie. Ale tylko na chwilę.
Twarz Bonapartego pociemniała.
- Co z ciebie za człowiek, skoro na moment łagodzisz moje cierpienie, a potem mi je przywracasz?
- Wybacz mi, panie. Łatwo jest wyleczyć ból, który sam wywołałem u twoich ludzi. Czy nawet ból spowodowany długimi godzinami klęczenia i szorowania podłóg. Ale artretyzm... To trudna choroba, panie; nie znam na nią lekarstwa ani sposobu, by ulga trwała dłużej niż krótką chwilę.
- Ale dłuższą niż pięć sekund... Założę się, że potrafisz ją przedłużyć.
- Mogę spróbować - obiecał.
- Chytry jesteś - ocenił Bonaparte. - Ale ja potrafię rozpoznać kłamstwo. Potrafisz ukoić ból, ale nie chcesz tego zrobić. Jak śmiesz czynić ze mnie zakładnika mojego cierpienia?
Calvin odpowiedział spokojnie, choć zdawał sobie sprawę, że jego życie wisi na włosku. Takie słowa były groźne niezależnie od tonu. Zwłaszcza że przemówił po francusku.
- Panie, całe moje ciało trzymałeś w więzieniu przez długi czas, choć przedtem byłem wolny. A teraz, kiedy już wcześniej stałeś się więźniem swego cierpienia, czynisz mi wyrzuty, że cię nie uwalniam?
Sekretarze syknęli znowu, choć tym razem nie z bólu. Nawet służąca była tak zaszokowana, że aż przewróciła wiadro, rozlewając na podłogę pienistą, atramentową ciecz.
Calvin szybko zmusił wodę, by wyparowała, a resztki atramentu zmienił w niewidoczny pył.
Posługaczka wybiegła z krzykiem. Sekretarze również się poderwali.
- Jeśli dotrą do mnie jakiekolwiek plotki o tym wydarzeniu - uprzedził ich Bonaparte - wszyscy traficie do Bastylii. Odszukajcie dziewczynę i uciszcie ją, ale tylko perswazją lub uwięzieniem. Nie zasłużyła na tortury. Teraz zostawcie mnie samego z tym magikiem; dowiem się, co chce ode mnie otrzymać.
Wszyscy wyszli. W tej właśnie chwili do komnaty powrócił Mały Napoleon ze strażnikami, ale Bonaparte odesłał ich także, ku źle skrywanej wściekłości bratanka.
- No dobrze, jesteśmy sami - stwierdził po chwili. - Czego chcesz?
- Chcę uleczyć twój ból.
- Więc lecz; zobaczymy.
Calvin przyjął wyzwanie, zacisnął nerwy tak jak trzeba i zobaczył, że oblicze Bonapartego łagodnieje.
- Taki dar - mruknął cesarz - a marnujesz go na czyszczenie podłóg i wyciąganie głazów z więziennego muru.
- To nie potrwa długo - ostrzegł Calvin.
- Chcesz powiedzieć, że nie pozwolisz, by długo trwało - poprawił go Bonaparte.
Calvin podjął niezwykłą dla siebie decyzję wyznania całej prawdy. Wyczuwał, że Bonaparte odkryje każde kłamliwe słowo.
- To nie jest lekarstwo. Artretyzm wciąż tkwi w nodze. Nie rozumiem go i nie potrafię wyleczyć. Mogę tylko usunąć ból.
- Ale nie na długo.
- Nie wiem, na jak długo - odparł szczerze Calvin.
- A za jaką cenę? - spytał cesarz. - No dalej, chłopcze, wiem, że czegoś chcesz. Wszyscy chcą.
- Ale jesteś, panie, Napoleonem Bonaparte. Myślałem, że wiesz, czego chce każdy z ludzi.
- Bóg nie szepcze mi do ucha, jeśli o to ci chodzi. Owszem, wiem, czego chcesz, ale nie umiem zgadnąć, dlaczego przyszedłeś po to właśnie do mnie. Pragniesz zostać największym człowiekiem na świecie. Spotkałem już ludzi z podobnymi ambicjami... Niestety, takie ambicje niełatwo mi nagiąć tak, żeby posłużyły moim interesom. Na ogół muszę ich zabijać, ponieważ stanowią zagrożenie.
Te słowa niczym nóż przebiły serce Calvina.