którym pospieszono kiedyś Kościołowi na pomoc, bliskie jest odniesienia późnego zwycięstwa...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zdarzyło się więc, iż jednego razu zaszedł do świątyni gagatek z tych rodu, dzięki którym rzecz poszła w mowie, że warszawiak w pracy, a wilk u pługa, to jednaka przysługa...
- Z drugiej strony ciekawym przykładem różnorodności motywacji, którymi kierowały się „stare" i „nowe" siły polityczne w ustalaniu ordynacji może być ordynacja...
- W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi; do tych prastarych drzwi z nabijanego ćwiekami dębu za którymi rozciągała się jedynie otchłań białych chmur...
- odpowiednich warunków do zapewnienia "wolnej gospodarki", poza tym państwo nie powinno ingerować w społeczno-ekonomiczneprocesy, którymi sterować powinny siły...
- Skacz, dziecko, skacz! Od kiedy moja córka Zara umiała już bez pomocy stanąć na stole, na którym zmieniano jej pieluszki, bawię się z nią w...
- Alezji podobna jest nieco do góry Gergowii z tego, że się kończy obszernym płaskowzgórzemszczytowym, na którym wznosi się oppidum; jest jednak od Gergowii...
- Mattinao powiódł towarzysza przez gaik, w którym pasożytne rośliny zwrotnikowe wiły się koło gałęzi drzew owocowych, ścieżką idącą wzdłuż...
- – Harvard Mansul – odparĹ‚ mężczyzna gĹ‚osem, w ktĂłrym wciÄ…ĹĽ pobrzmiewaĹ‚o oszoĹ‚omienie...
- Zanim jeszcze David skończył mówić, Cantor zerwał się z miejsca tak gwałtownie, że przewrócił krzesło, na którym przed chwilą siedział...
- Śledzili oni również kilka czynników, z którymi ich nastrój mógł być skorelowany, na przykład ilość snu ostatniej nocy oraz pogodę...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Pogląd tych konsekwentnych dzielą jedynie nieliczni. Wielu innych, członków tych samych zakonów, uważa, że
"radykałowie" zbyt daleko się posuwają, są niesprawiedliwi w swych ocenach, i nie uwzględniają nieuniknionych
procesów rozwoju i sytuacji przymusowych. Niebawem dochodzi do poważnych kontrowersji, a nawet do rozłamów.
Papieże nieustannie stawiani są wobec konieczności opowiadania się albo za jedną, albo za drugą ze stron w
rozpadających się zakonach. Nie są natomiast w stanie podjąć trwałej decyzji. Rzym zmuszony jest lawirować między
poszczególnymi ugrupowaniami; utrata osiągniętego przezeń statusu może bowiem być nazbyt wielka.
87
Ubóstwo w postaci, w jakiej występowało wcześniej, ulega całkowitemu wynaturzeniu. Żebranie mnichów przeradza
się coraz bardziej w praktykę, której celem jest uzyskanie bez większych skrupułów pieniędzy innych chrześcijan.
Ingerencja papieży jest mniej skuteczna niż kiedykolwiek: jeśli bowiem przyjrzeć się temu dokładnie — praktykę tę
znają oni z własnego podwórka. System finansowania kościołów za pomocą pieniędzy uzyskiwanych z odpustów,
przywilejów i przeznaczonych na wojny z Turkami nie jest niczym innym jak tylko żebraniem na największą skalę.
Savonarola wstępuje do zakonu w czasie, gdy większość dominikanów popada w faryzeuszostwo. Nigdy nie będzie on
w stanie pojąć, dlaczego wola założyciela tak szybko uległa wypaczeniu. Jego zakon, zauważa młody mnich, nie jest
bynajmniej lepszy niż społeczeństwo, do którego naprawy przystępuje. Znikąd nie spotkał się Girolamo Savonarola z
takim brakiem zrozumienia jak ze strony swych współbraci. Mimo to nie rewiduje swej wcześniejszej decyzji. Nie kroczy
tak jak Luter, Ićcz próbuje zrealizować reformę na najbardziej nieodpowiednim obiekcie — na swym własnym zakonie.
Habitu dominikanów, który przyjął 27 kwietnia 1475 r. w Bolonii, nie zrzucił. Jego deklaracja zostaje mu wręczona z
powrotem przez dostojników kościelnych i jego współbraci, którzy na kilka godzin przed straceniem, nie szczędząc
obelg, wyrzucają go z zakonu, nie mogąc przecież tolerować takiego człowieka.
To dopiero początek niechlubnych dziejów zakonu: dominikanie, którzy niedługo potem staną się właściwymi
inkwizytorami i zdegenerują się w profesjonalnych wręcz łowców heretyków, muszą — na tle wydarzeń wokół brata
Savonaroli — zmierzyć się ze swą przeszłością. W imię wiary rzymskokatolickiej prześladowali i niszczyli
odszczepieńców, będących naśladowcami biednego Jezusa z Nazaretu.
Miastem, które stało się przeznaczeniem Savonaroli, jest Florencja. Tam poznaje on tę dominującą władzę, wywodzącą
się z klasztorów. Tam zauważa również, że owa władza ma swą odwrotną stronę, że opiera się na glinianych nogach,
ponieważ zewnętrznemu wpływowi zakonów nie odpowiada żadna siła wewnętrzna. Brat Girolamo doświadcza już nie
wiosny, lecz jesieni stanu zakonnego. Jego próby odwrócenia wszelkiego zła należy ujmować nie jako wysiłki
towarzyszące początkowi nowego procesu, lecz jako pełne desperacji staranie o ponowne odwleczenie końca. Tam,
gdzie ostygła wiosenna miłość, gdzie ideał umiera
z powodu obojętności wielu, gdzie wola założyciela dławiona jest przez większość, nie udaje się już także wielkim
postaciom reformy zakonu ogrzać klimatu zdominowanego przez coraz powszechniejszy chłód. Ich zakon jest im
równie nieposłuszny jak swego czasu założycielom. Wyrok już zapadł.
W 1482 r. Savonarola przybywa po raz pierwszy do miasta nad Arno, gdzie zatrzymuje się w klasztorze San Marco;
czeka tu na niego urząd docenta teologii i kaznodziei. Wiązano z nim wielkie nadzieje, a tymczasem okazało się, że nie
potrafi on "zwabić nawet kury z grzędy". Głos: słaby i niewykształcony; używany przez niego dialekt: przedmiot kpin;
gesty: niezdarne. Ów braciszek nie jest dla nikogo atrakcją, uciekają od niego wszyscy słuchacze — i nawet Lorenzo
de Medici, oświecony pan miasta, niewiele sobie robi ze sprawiającego wrażenie skrytego proroka nieszczęść oraz z
jego — słynnych później — postulatów: l. Kościół musi zostać ukarany; 2. Tylko w ten sposób może ulec odrodzeniu;
3. Musi to nastąpić niebawem.
A zatem choć budził uzasadnione oczekiwania, zawodzi. Zwierzchnicy zakonu nie bardzo wiedzą, co mają począć z Gi-
rolamo. Wysyłają go w 1487 r. z klasztoru na ulice, na wędrówkę;
być może — myślą sobie — ten nieszczęsny duch oczyści się jakoś w kontaktach, spotkaniach, rozmowach z ludźmi.
Na razie nikt jeszcze nie mówi o chybionej inwestycji w utalentowanego młodzieńca.
Potem wydarzenia następują w błyskawicznym tempie jedno po drugim: latem 1490 r. brat powraca, wiosną 1491 r. po
raz pierwszy wygłasza kazanie w katedrze, a już w lipcu tego samego roku współbracia wybierają go w San Marco na
przełożonego zakonu.