ją ze swego dworu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Podróż ku zjednoczeniu -- kreacje odnajdują swego stwórcę -- jest niezwykle bliska ludzkiej duszy, a wynagrodzeniem owej podróży jest niezmienne uczucie...
- — Wyczuwacie taką ingerencję nawet teraz? — Śnieżynka dotknęła swego Klejnotu...
- W ten sposób tedy w szóstym roku swego panowania zgin¹³ razemz matk¹ Antoninus, który prowadzi³ niegodny tryb ¿ycia, jak to powy¿ejprzedstawiono...
- Następcą swym ustanowił ucznia swego Godarda; ale niemądry książę Światopełk oddał biskupstwo Wichinowi, Niemcowi, który już za życia św...
- Kiedy skończyłem i usiadłem, pewien mężczyzna, siedzący w trzecim rzędzie ławek, podniósł się ze swego miejsca i ruszył w moją stronę...
- — Słuchaj — zwrócił się Szeryf do swego przybocznego — czy wśród tych dziesięciu widzisz Robin Hooda?— Niestety nie, wasza wielmożność — odparł...
- pokładając się aż do zrównania poziomu swego nosa z płaszczyzną stołu i uczepiwszy się dłońmi za własne kolana, wybuchnął zgoła zbytecznym i...
- - Czy ta sytuacja nie skłaniała Pana do przyspieszenia swego odejścia?- W Pieszczanach byłem o krok od napisania rezygnacji z mych funkcji...
- A gdy Pietro zmarł przedwcześnie, Paweł III uczynił księciem Parmy i Placencji swego zięcia – Ottavia...
- wszystkie okręty, które zboczą ku nim ze swego kursu skutkiem pomyłki lub burzy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wystarczyło tyle, by rozgniewać króla Roztropnego, ale ponieważ
baronet sowicie opłacił swoje czyny, służąca zrezygnowała z królewskiej sprawiedliwo-
ści. Lecz kilka miesięcy później na dworze zjawiła się krewna dziewczyny i upraszała o prywatną audiencję.
Zostałem wysłany, by się przekonać, ile prawdy jest w jej historii. Na miejscu zo-
baczyłem służącą uwiązaną u tronu niczym pies, a co więcej, jej brzuch wzdęty był
brzemieniem. Nie było mi trudno — gdy baronet poczęstował mnie winem we wspa-
592
niałym krysztale i błagał o najnowsze wieści z królewskiego dworu — znaleźć okazję, by podniósłszy kielich ku światłu, chwalić jakość i naczynia, i trunku. Odjechałem kilka dni później, wypełniwszy misję. Zabrałem ze sobą próbki papieru dla Krzewiciela
i przekazane przez umyślnego życzenia dobrej podróży, jakie składał mi gospodarz,
tego dnia niedysponowany. Mniej więcej miesiąc później umarł we krwi, szaleństwie
i z pianą na ustach. Kuzynka służącej zabrała do siebie i ją, i dziecko. Do dziś dnia nie żałuję ani czynu, ani tego, że skazałem człowieka na powolne konanie.
Jeśli nie rozdzielałem śmierci pomiędzy zarażonych kuźnicą, usługiwałem moje-
mu księciu, Szczeremu. Pamiętam pierwszy raz, gdy balansując tacą, wspinałem się po
nieskończonych schodach prowadzących na jego wieżę. Spodziewałem się warty albo
strażników na szczycie. Nie było nikogo. Zapukałem do drzwi i nie otrzymałem odpo-
wiedzi; wszedłem cicho. Następca tronu siedział na krześle przy oknie. Letnia morska bryza wpływała do komnaty. Mogłoby tu być przyjemnie, bo dużo było światła i świe-
żego powietrza w ten duszny letni dzień. A jednak zdawało mi się, że jestem w więziennej celi. W kątach i pod ścianami podłoga była brudna i zaśmiecona resztkami starych trzcin. A książę Szczery, z brodą opartą na piersi, jakby drzemał, choć czułem, że po-593
wietrze aż drga od wibracji Mocy. Ubranie na księciu wisiało, włosy miał potargane, na twarzy kilkudniowy zarost.
Nogą zamknąłem za sobą drzwi i zaniosłem tacę na stolik przy krześle. Czekałem
w milczeniu. Po paru chwilach następca tronu jakby odzyskał przytomność. Spojrzał na mnie z cieniem dawnego uśmiechu na ustach, następnie przeniósł wzrok na tacę.
— Co to jest?
— Śniadanie, książę. Wszyscy dawno już jedli, tylko ty nie, panie.
— Jadłem już, chłopcze. Wcześnie, dzisiaj rano. Jakąś okropną zupę rybną. Ku-
charkę powinno się za nią powiesić. Nie wolno zaczynać dnia od ryby. — Wydał mi się
niepewny, niczym słabowity starzec próbujący przywołać wspomnienie dni młodości.
— To było wczoraj, książę. — Odkryłem talerze. Ciepły chleb na miodzie i z ro-
dzynkami, zimne mięso, talerzyk truskawek, a do nich dzbanuszek śmietany. Wszystko
to w małych porcjach, prawie jak dla dziecka. Nalałem parującej herbaty do kubka. Była obficie doprawiona cynamonem i miętą pieprzową, by ukryć smak kozłka lekarskiego.
Książę Szczery popatrzył na jedzenie, a potem podniósł wzrok na mnie.
594
— Widzę, że Cierń nie zasypia gruszek w popiele — rzucił od niechcenia, jakby imię Ciernia było w twierdzy spotykane na co dzień.
— Musisz jeść, panie, jeśli chcesz mieć siłę posługiwać się Mocą — odparłem wy-
krętnie.
— Chyba masz rację — przyznał znużony i odwrócił się do tacy, jak gdyby pięknie
podane jedzenie było jeszcze jednym obowiązkiem, któremu należy podołać. Jadł bez
apetytu, a herbatę wypił, jak mężczyzna przyjmuje lekarstwo, nie zmylony cynamonem
ani miętą. W połowie posiłku przerwał z westchnieniem i wyjrzał przez okno. Następnie zmusił się do zjedzenia wszystkiego do końca. Odsunął tacę na bok, wyraźnie wyczerpany. Ja czekałem. Sam przygotowałem tę herbatę. Sadza po podobnej porcji kozłka tak tryskałaby energią, że rozwaliłaby boks.
— Panie? — odezwałem się i lekko dotknąłem jego ramienia. — Książę Szczery?
Dobrze się czujesz?
— Książę Szczery — powtórzył zdziwionym tonem. — Tak. Wolę to niż „panie”.
Ojciec sobie umyślił, żeby ciebie tu przysłać. Dobrze. Jeszcze go mogę zaskoczyć. Ale 595
tak, zwracaj się do mnie: książę Szczery. I powiedz im, że zjadłem. Posłuszny jak zwykle. A teraz już idź, chłopcze. Muszę wracać do pracy.
Wyprostował się z wysiłkiem i jego wzrok ponownie powędrował w dal. W ciszy
pozbierałem naczynia, ustawiłem je na tacy i ruszyłem do drzwi. Kiedy nacisnąłem
klamkę, odezwał się jeszcze:
— Chłopcze. . .
— Tak, panie?
Żachnął się.
— . . . Książę Szczery — poprawiłem się szybko.
— W moich komnatach jest Lew, chłopcze. Zajmij się nim, bo mi się zmarnuje. Nie
ma sensu, żebyśmy się marnowali obaj.
— Tak, panie. . . książę Szczery.
I w ten sposób stary pies, który najlepsze lata miał już za sobą, został oddany pod
moją opiekę. Zabierałem go codziennie z komnaty księcia, szliśmy na wzgórza, na klif, na plażę i polowaliśmy na wilki, które pojawiły się tego roku wyjątkowo licznie. Tak jak mówił Cierń, byłem w fatalnej kondycji i z początku ledwo dotrzymywałem staremu
596
psu kroku. Z upływem czasu zgraliśmy się lepiej i Lew nawet złapał dla mnie kilka kró-
lików. Teraz, pozbawiony dominacji Brusa, nie miałem żadnych skrupułów i używałem
Rozumienia, kiedy tylko chciałem. Zgodnie z tym, co odkryłem już dawno, mogłem się
porozumiewać z Lwem, ale nie było między nami prawdziwej więzi. Nie zawsze mnie
słuchał, a nawet nie zawsze mi wierzył. Gdyby był szczeniakiem, z pewnością mogli-
byśmy stworzyć taką więź. On był już stary, a jego serce na zawsze należało do księcia Szczerego.
Trzy razy dziennie wspinałem się po stromych kręconych schodach, by przekonać
następcę tronu do zjedzenia czegoś i namówić go na chwilę odpoczynku. Niekiedy była
to rozmowa jak z małym dzieckiem lub zgrzybiałym starcem. Kiedy indziej interesował
się Lwem wypytywał mnie o sprawy w mieście. Czasem, gdy wyjeżdżałem z innymi
zadaniami, nie widziałem go przez kilka dni. Raz, po wypadzie, w czasie którego zo-
stałem raniony sztyletem, przyglądał mi się uważnie, gdy niezdarnie składałem puste
talerze na tacy.
— Ależ by się śmiali w kułak, gdyby wiedzieli, że zabijamy własny lud.
597