- Czy ta sytuacja nie skłaniała Pana do przyspieszenia swego odejścia?- W Pieszczanach byłem o krok od napisania rezygnacji z mych funkcji...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Operator /;Operatory arytmetyczne;Priorytet operatorów w języku Visual Basic;Podział operatorów ze względu na funkcjonalność...
- Podróż ku zjednoczeniu -- kreacje odnajdują swego stwórcę -- jest niezwykle bliska ludzkiej duszy, a wynagrodzeniem owej podróży jest niezmienne uczucie...
- — Wyczuwacie taką ingerencję nawet teraz? — Śnieżynka dotknęła swego Klejnotu...
- W ten sposób tedy w szóstym roku swego panowania zgin¹³ razemz matk¹ Antoninus, który prowadzi³ niegodny tryb ¿ycia, jak to powy¿ejprzedstawiono...
- Następcą swym ustanowił ucznia swego Godarda; ale niemądry książę Światopełk oddał biskupstwo Wichinowi, Niemcowi, który już za życia św...
- Sytuacje przeciwnie zrnicowane polegaj na tym, e jednostka jest za jedn ze swych cech akceptowana przez jedn osob, a za inn cech odrzucana przez drug...
- Rozwj fizyczny, jako proces irnian somatycznycH (anatomicznych) i funkcjonalnych (fizjologicznych) w organizmie, stwarza podstawy dla rozwoju motoryki...
- Kiedy skończyłem i usiadłem, pewien mężczyzna, siedzący w trzecim rzędzie ławek, podniósł się ze swego miejsca i ruszył w moją stronę...
- — Słuchaj — zwrócił się Szeryf do swego przybocznego — czy wśród tych dziesięciu widzisz Robin Hooda?— Niestety nie, wasza wielmożność — odparł...
- funkcjonowanie wychowawcze rodziny, wskazując na dezorganizację rycia rodzinnego,dezintegrację rociziny, "zastępowanie" przez telewizję rodziców w...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Przeważyło jednak poczucie odpowiedzialności. Chciałem być sekretarzem sukcesu, któremu udało się zrealizować stworzony przez siebie program. Nie chciałem odchodzić, powtarzam to raz jeszcze, nie mając jednoznacznej sytuacji w gospodarce. Poza tym, jak mi to dziś podpowiadają przyjaciele, Biuro Polityczne nie wyraziłoby wtedy zgody na moje odejście. Nie było jeszcze następcy. Piotr nie myślał o sekretarskim stołku. Natomiast spośród tych, którzy dwa lata później przejęli władzę, nikt jeszcze Kani nie brał poważnie i musiał dopiero zaistnieć ostry kryzys, w którym niezmiernie wzrosła rola bezpieczeństwa, milicji i wojska, by jego kandydaturę ktoś mógł serio potraktować. Generał natomiast wciąż jeszcze czekał na swój czas.
- Czy w związku z napięciami polityczno-gospodarczymi opinie wyrażane na posiedzeniach Biura Politycznego były wypowiadane ostrzej niż poprzednio? Czy przedstawiano Panu jakieś alternatywne rozwiązania?
- Gdyby tak się stało, byłoby to z pewnością lepsze dla mnie i dla partii. Jak pan wie, nigdy nie byłem człowiekiem tłumiącym krytykę. Mówiliśmyjuż tutaj o casusie Grabskiego. Jego wystąpienie było w gruncie rzeczy próbą przedstawienia alternatywy politycznej dla linii Edwarda Gierka. Tak też zostało przyjęte w bratnich krajach, szczególnie w tych, które nie pochwalały moich metod i rozwiązań.
- Czyli we wszystkich krajach.
- Właściwie chyba ma pan rację. Otóż wiem, że wystąpienie to było w tych krajach analizowane i, szczerze mówiąc, oczekiwano następnych ruchów, tymczasem po Grabskim nastąpiła cisza. Wówczas wielu przyjaciół, wiem to, miało do mnie pretensje, że źle postępuję. Uchyliłem się bowiem, jak wiadomo, jeszcze na plenum od potępienia Grabskiego i od generalnej polemiki z zaprezentowanymi przez niego poglądami. Mówiono mi wówczas: „Wiesław natychmiast wywaliłby go z Komitetu Centralnego i z funkcji sekretarza wojewódzkiego”. Ja tymczasem żadnego rozwiązania nie zaproponowałem, nie polemizowałem też z nim, i Grabski wyjechał jako ni to bohater, ni to banita.
- Czy nie było to błędem? Czy nie należało rozprawić się z jego poglądami?
- Nie było to możliwe. Nie mogłem pryncypialnemu towarzyszowi powiedzieć, że nie ma racji obwiniając nas o zbyt głębokie porozumienie z kościołem. Nie mogłem polemizować z nim, gdy nawoływał do głębszego zwarcia szeregów z KPZR. Nie mogłem też tłumaczyć się z polityki otwarcia na Zachód. Pierwszy sekretarz mógł bowiem bardzo wiele, nie mógł tylko wprost rozmawiać z narodem, o ile chciał, rzecz oczywista, realizować swoje cele. Dziś, gdy nic to nie kosztuje, wszyscy na prawo i lewo trąbią o sprawie Katynia. Obecnie nie jest to trudne i nie wymaga cywilnej odwagi. W latach siedemdziesiątych przeprowadziłem na ten temat z towarzyszami radzieckimi trzy bardzo trudne i ważne rozmowy. Gdy pierwszy raz rozmawiałem na ten temat na początku lat siedemdziesiątych z Breżniewem, sprawa Katynia w świadomości społecznej niemal nie funkcjonowała. Kto wiedział, to wiedział, ludziom nie w głowie było jeszcze upominać się o wyświetlenie tej tragedii.
- Szczerze mówiąc, problem ten powinni byli wyjaśnić właśnie polscy komuniści.
- Też tak uważałem, dlatego powiedziałem Breżniewowi, że dla dobra naszej przyjaźni towarzysze radzieccy powinni wyjaśnić sprawę Katynia. Breżniew początkowo zdziwił się takiej potrzebie, a gdy wytłumaczyłem mu, o co mi chodzi, obiecał sprawę zbadać, i na tym się skończyło. Po dwóch latach wróciłem do tematu w rozmowie z Gromyką. Gromyko był znacznie lepiej przygotowany do omówienia tej sprawy. Oświadczył, że ich stanowisko zostało już przedstawione i że właściwie nie mają nic do wyjaśnienia.
- Były to lata powolnego rehabilitowania Stalina i jego polityki.
- Właśnie, mimo to jednak uważałem, że dla dobra naszych wzajemnych stosunków należy ten dramat polski jeszcze raz dogłębnie zbadać. Jeśli chcecie, możemy wam przedstawić stanowisko naszych historyków - powiedziałem mu. Moja nieustępliwość zmusiła Gromykę, a był on bardzo trudnym i zręcznym rozmówcą, do złożenia obietnicy, że zbadają jeszcze ponownie całą sprawę, sięgną nawet do archiwów NKWD - jak powiedział - i o wynikach ich prac zostaniemy powiadomieni. Od tej rozmowy znowu minęło nieco czasu i w Warszawie ambasadorem na miejsce bardzo nam nieżyczliwego Awierkija Aristowa został chyba Polak z Białorusi, Piłotowicz. Współpraca z nim układała się znakomicie, chyba był to najlepszy, w powojennej historii Polski, radziecki ambasador w Warszawie. Mówił nieźle po polsku, z sympatycznym, miękkim wschodnim akcentem. Pewnego też dnia, na nieszczęście, jak się okazało mego rozmówcy, zirytowany milczeniem i partii, i radzieckiego MSZ, brakiem jakichkolwiek wyjaśnień sprawy Katynia, odbyłem z nim oficjalną rozmowę na ten temat. Powiedziałem mu o moich dotychczasowych staraniach i o wyrażanych wtedy obawach, a także ich potwierdzeniu przez rozwój wydarzeń. Sprawa Katynia bowiem, z powodu aktywizacji opozycji, w tym wykładów historycznych na „latających uniwersytetach”, a także w rezultacie pojawienia się wielu publikacji w tak zwanym drugim obiegu, stała się znowu żywa i jest przedmiotem najprzeróżniejszych spekulacji. Jej wyjaśnienie, mówiłem, staje się niezbędne dla usunięcia największej „białej plamy” w naszych wzajemnych stosunkach. Ambasador słuchał mnie uważnie, z przejęciem i niepokojem. Na zakończenie powiedział, że jest to bardzo trudna do wyjaśnienia kwestia, ale w Moskwie, obiecał, postara się przekazać moje stanowisko ministrowi, dokładnie zaznajamiając go z wszelkimi niuansami sprawy.
- I przekazał tę opinię Gromyce, tak jak obiecywał?