pokładając się aż do zrównania poziomu swego nosa z płaszczyzną stołu i uczepiwszy się dłońmi za własne kolana, wybuchnął zgoła zbytecznym i...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Podróż ku zjednoczeniu -- kreacje odnajdują swego stwórcę -- jest niezwykle bliska ludzkiej duszy, a wynagrodzeniem owej podróży jest niezmienne uczucie...
- Najczęściej wolno ci tylko kopiować pliki z serwera, ale często możesz także kopiować własne pliki na serwer do specjalnie w tym celu utworzonego katalogu...
- — Wyczuwacie taką ingerencję nawet teraz? — Śnieżynka dotknęła swego Klejnotu...
- W ten sposób tedy w szóstym roku swego panowania zgin¹³ razemz matk¹ Antoninus, który prowadzi³ niegodny tryb ¿ycia, jak to powy¿ejprzedstawiono...
- Następcą swym ustanowił ucznia swego Godarda; ale niemądry książę Światopełk oddał biskupstwo Wichinowi, Niemcowi, który już za życia św...
- Kiedy skończyłem i usiadłem, pewien mężczyzna, siedzący w trzecim rzędzie ławek, podniósł się ze swego miejsca i ruszył w moją stronę...
- — Słuchaj — zwrócił się Szeryf do swego przybocznego — czy wśród tych dziesięciu widzisz Robin Hooda?— Niestety nie, wasza wielmożność — odparł...
- CEL PRACY Celem pracy była ocena poziomu wiedzy z zakresu udzie- lania pierwszej pomocy uczniów szkół ponadgimnazjalnych (liceum i technikum) oraz...
- - Czy ta sytuacja nie skłaniała Pana do przyspieszenia swego odejścia?- W Pieszczanach byłem o krok od napisania rezygnacji z mych funkcji...
- A gdy Pietro zmarł przedwcześnie, Paweł III uczynił księciem Parmy i Placencji swego zięcia – Ottavia...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wszakże, nie zrażony tak wyjątkowym nieokrzesaniem, wybujały przodownik uczty powitał
nieproszonych gości wielce uprzejmym uśmiechem, obdarzył ich pełnym godności skinieniem
czarno upierzonej głowy i, powstawszy, ujął każdego pod ramię i zaprowadził do siedliska, które
właśnie przed chwilą reszta pozostałych biesiadników sporządziła ku ich potrzebie. Udziec ni-
czemu się bynajmniej nie opierał i usiadł tam, gdzie mu wskazano, podczas gdy zalotny Hugh,
usuwając swą kobyłkę z honorowego za stołem miejsca, przeniósł wspomniany przybór do pobli-
ża drobnej, w całun'wystrojonej suchotnicy, z tęgą radością grzmotnął się tuż obok niej na siedze-
nie i, czerwonym winem napełniwszy czerep, wyżłopnął go do dna na cześć najściślejszej znajo-
mości. Lecz owo napomknienie sprawiło, iż sztywny jegomość w trumnicy okazał coś w rodzaju
szczególnego a najwyższego rozdrażnienia. Mogłyby stąd wyniknąć poważne następstwa, gdyby
przewodniczący, grzechocząc po stole swym berłem, nie skupił uwagi obecnych następującą
przemową:
– Szczęśliwa sposobność, która się nadarza, obowiązuje nas...
– Słuchaj no, ty! – przerwał Udziec, niezmiernie poważniejąc w twarzy – słuchaj no krztynę
czasu, coc gadam, i powiedz nam, co wy za jedni jesteście, u kaduka, i dokoła jakiej roboty krzą-
tacie się tam, postrojeni niczym czarci z kałuży, i żłopiący niezgorszą gorzałę naszego czcigodne-
go druha, Willa Wimble'a – karawaniarza – oraz wszystkie jego, na zimowe leże uciułane, zapa-
sy!”
Wobec tej nie do wybaczenia próbki złego wychowania, całe dziwaczne zgromadzenie na
wpół porwało się z siedzeń i pośpiesznie wygardłowało huf diabelskich okrzyków, podobnych do
tych, które pierwotnie przykuły uwagę marynarzy.
Przewodniczący wszakże pierwszy odzyskał zimną krew i po chwili, z wielką godnością
zwracając się do Udźca, rzekł:
– Jedynie w drodze najwyższej naszej łaski zadośćuczynimy słusznej ciekawości tyle znamie-
nitych, aczkolwiek nieproszonych gości. Niechże wam tedy będzie wiadomo, iż jestem monarchą
174
tego państwa i panuję tu bezpodzielnie pod imieniem króla Dżumca Pierwszego. Sala niniejsza,
którą zbyt niesłusznie posądzaliście o przynależność pod postacią kramu Willowi Wimble'owi,
przedsiębiorcy uroczystości pogrzebowych – istocie, nam nie znanej, a której plebejuszowskie
nazwisko nigdy – aż do nocy obecnej – nie uraziło naszych uszu królewskich – sala mniejsza,
powtarzam, jest Salą Tronową naszego Pałacu przeznaczoną na miejsce obrad naszego królestwa
oraz na inne czynności świętej a wyższej dziedziny.
Dostojna Pani, która naprzeciwko zasiadła, jest królową Dżumą, naszą Jaśnie Oświeconą Mał-
żonką. Inne prześwietne oczom waszym dostępne osoby z naszego są rodu i w swych czcigod-
nych imionach noszą oznakę królewskiego pochodzenia: Jego łaskawość Arcyksiążę ZaDżumie-
niec, Jego łaskawość książę PoMór, Jego łaskawość książę MuchoMór i jej Wysokość Jaśnie
Oświecona Arcyksiężna AMorowa. Co się zaś tyczy – dodał – waszego pytania odnośnie do
spraw, nad którymi tu obradujemy, niechże nam wolno będzie odrzec, iż należą one do naszych
królewskich i osobistych zabiegów i, nie mając innej przynależności, nikogo prócz nas stanowczo
nie obchodzą. Lecz, zważywszy owe względy, których moglibyście żądać jako goście i cudzo-
ziemcy, raczymy nadto wam wyjaśnić, iż tej nocy, zasobni w głęboką wiedzę i sumienne badania,
zebraliśmy się gwoli doświadczenia, analizy i określenia raz na zawsze niepochwytnej treści, nie-
pojętych zalet oraz istoty wnętrznej owych nieocenionych skarbów podniebienia, jakimi są wina,
ales'y i likiery tej tu przewybornej stolicy – i ażeby, tak oto czyniąc, nie tylko dokonać powzięte-
go zamiaru, lecz i zwiększyć jednocześnie rzetelne zyski owego władcy, który nie z tego jest
świata, który nam wszystkim króluje, którego państwo nie ma granic, a którego imię jest –
Śmierć!
– Którego imię jest Davy Jones! – zawołał Tarpaulin, podając pobliskiej damie pełen czerep
likieru i nalewając sobie – drugi.
– Nieuk, do niczego! – rzekł przewodniczący, zwracając z kolei uwagę na czcigodnego Hugha.
– Nieuk i wisus szkaradny! Otośmy rzekli, iż uwzględniając owe prawa, do których pogwałcenia
nawet w tej nikczemnej osobie zgoła nie byliśmy skłonni, raczyliśmy odpowiedzieć na twe nie-
okrzesane i niewczesne zapytanki. Wszakże sądzimy, iż wobec bezprawnego z waszej strony
wściubstwa do przedmiotu naszych obrad obowiązkiem z naszej strony jest – skazanie was obu –
ciebie i twego towarzysza – na karę przełknięcia jednego dla każdej gardzieli cebrzyka blacfcstra-
p'u, który wychylicie za dobrobyt naszego królestwa – jednym tchem i na klęczkach, po czym
niezwłocznie wolno wam będzie – jednemu i drugiemu – wyruszyć w dalszą drogę lub pozostać i
korzystać w przywilejów naszego stołu, wedle osobistych a stosownych upodobań.