Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedziaÅ‚ Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
- – PowinniÅ›my siÄ™ stÄ…d wynosić, nim orki zacznÄ… przetrzÄ…sać te ruiny – powiedziaÅ‚a Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ściany komnaty zatrzęsły się, a Miriamele poczuła, że dźwięk przenika jej ciało. Przez chwilę wydawało się, że cała komnata stopi się, gdyż jej ściany zamieniły się w płachty oślepiającego światła. Wszędzie błyskały światła podobne do świetlików. Kiedy dzwon zamilkł, wszystko znikło.
Miriamele próbowała otrząsnąć się z oszołomienia, a z podłogi tuż przy schodach podniosła się jakaś postać; chwiejąc się chwyciła kamienny łuk. Był to Josua w poszarpanym płaszczu i koszuli podartej wokół szyi.
- Wuju Josuo! - Miriamele podbiegła do niego. Długą chwilę patrzył na nią nieprzytomnie.
- Ty żyjesz - odezwał się wreszcie. - Dzięki Bogu.
- To podstęp - powiedziała, zarzucając mu ramiona na szyję. Mała iskierka nadziei, jaka pojawiła się wobec ogromu pozostającego niebezpieczeństwa, okazała się bolesna jak ukłucie nożem. - Fałszywy posłaniec, poemat o mieczach! To był tylko podstęp! Oni chcieli, żeby miecze znalazły się tutaj, chcieli, żebyśmy je przynieśli!
Josua łagodnie odsunął ją od siebie. Na jego czole pojawiła się strużka krwi. - Kto chciał miecze? Nie rozumiem.
- Zostaliśmy oszukani, Książę Josuo. - Binabik podszedł do księcia. - Pryrates i Król Burz tak to zaplanowali, aby miecze znalazły się tutaj. Sądzę, że mają zostać wykorzystane do jakichś zaklęć o ogromnej mocy.
- My nie znaleźliśmy Białego Gwoździa - powiedziała smutno Miriamele. - Czy ty go masz?
Książę pokręcił głową.
- Kurhan był pusty.
- W takim razie istnieje jeszcze nadzieja. Nie ma go tutaj! Josua chciał coś odpowiedzieć, lecz w tym momencie rozległ się głośny jęk Camarisa.
- Ach, Boże, dlaczego Ty mnie tak dręczysz? - zawołał starzec. Uniósł dłoń do czoła, jakby otrzymał uderzenie kamieniem. - To nie tak, to zła odpowiedz!
Książę spojrzał na niego zaniepokojony.
- Musimy go stąd zabrać. Przywiodło go tutaj coś, co jest w tym mieczu. Musimy go wyprowadzić, dopóki pozostały mu jeszcze resztki rozumu.
- Ale Pryrates roztaczał wokół wieży jakąś barierę - powiedział Binabik. - Jedyna nadzieja w tym, że...
- Oto moja kara! - wykrzyknął Camaris. - Ach, mój Boże, za dużo ciemności, zbyt wiele grzechów. Wybacz... wybacz!
Josua zrobił krok do przodu i natychmiast odskoczył, kiedy Cieni świsnął w powietrzu. Książę cofał się w kierunku schodów, starając się pozostać między Camarisem i tym, co go przyzywało.
- Nie skończyło się jeszcze to, co zaczął Pryrates! - krzyknął Binabik. - Trzeba powstrzymać miecz!
Josua uskoczył przed kolejnym ciosem. Wprawdzie trzymał przed sobą Najdel, lecz nie kwapił się, by go użyć nawet do obrony. Miriamele wiedziała, że książę zginie, jeśli nie stawi czoła rycerzowi.
- Wuju Josuo! Walcz! Powstrzymaj go!
Kiedy Josua zaczął cofać się po szerokich schodach, a Camaris dotarł do ich stóp, stojący obok Miriamełe Binabik skoczył do przodu. Pobiegł między nieruchomymi ciałami i rzucił się na plecy starego rycerza, przewracając go. Miriamele popędziła na pomoc trollowi, a wtedy u jej boku pojawiła się jeszcze jedna postać. Ze zdumieniem zobaczyła, że jest to Wrannańczyk Tiamak.
- Lady Miriamele, chwyć go za jedno ramię. - Wrannariczyk miał oczy szeroko otwarte z przerażenia, i mówił drżącym głosem. - Ja go złapię za drugą rękę.
Camaris zaczął się podnosić, chociaż Binabik chwycił go rękoma i nogami za kolana. Miriamele złapała za ramię, którym starzec chciał zrzucić Binabika, lecz Camaris wyrwał jej rękę. Chwyciła ponownie za ramię i tym razem przywarła mocno do napiętych mięśni. W następnej chwili cała czwórka runęła na ziemię między leżące tam ciała. Nagle Miriamele stwierdziła, że patrzy w dół, w pół przymknięte oczy Isorna, którego twarz była biała jak oblicze Norna. W jej piersi wezbrał przeraźliwy krzyk, lecz zebrała wszystkie siły, by powstrzymać szamoczące się ramię Camarisa, i nie myśleć o synu Isgrimnura. Pomieszczenie wypełniał zapach potu strachu i odgłos przewracających się ciał.
Kątem oka dostrzegła Josuę stojącego niedaleko na schodach. Camaris znowu podnosił się na nogi, pociągając za sobą napastników.
- Josuo! - zawołała, dysząc. - On... on nam ucieknie! Zabij go... jeśli będziesz musiał... ale powstrzymaj go!
Książę stał nieruchomo. Miriamele czuła ogromną siłę Camarisa. Wiedziała, że za chwilę wyzwoli się od nich.
- Zabij go, Josuo! - krzyknęła. Camaris już prawie wstał, lecz Tiamak uczepił się ramienia, w którym rycerz trzymał miecz; pierś i brzuch starca pozostały nie osłonięte.
- Zrób coś! - jęknął Binabik, starając się trzymać nogi Carnarisa.
Lecz Josua postąpił tylko krok do przodu; Naidel zwisał luźno w jego dłoni.
Miriamele chwyciła rękami za pas Camarisa, po czym zaparłszy się z całych sił stopami o pierwszy stopień, zaczęła ciągnąć mocno do tyłu. Starzec chwiał się przez chwilę, ale ciężar Tiamaka i Binabika sprawił, że jego ruchy były niezdarne. Nie udało mu się utrzymać równowagi i runął do tyłu jak ścięte olbrzymie drzewo.