Gdziekolwiek spojrzeć, szerzy się zaraza...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Hej! żeby siÄ™ to tak udaÅ‚o tÄ™ wyspÄ™ i ten zamek ubiec! – Spojrzyj jeno na tych ludzi – odrzekÅ‚ Maćko...
- Dziewczyna na posadzce obciągnęła spódnicę, zasłaniając długie, spracowane nogi, spojrzała na Sefelta, który leżał przy niej uśmiechnięty, drgając w...
- Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
- Pitt odwrócił się i spojrzał przez przejrzystą bańkę kabiny na ultramarynowy, ciemny błękit, sięgający dalekiego południa...
- Obrzuca mnie przelotnym spojrzeniem, potem zagląda do skrzynki, w której trzyma cebulki przeznaczone do selekcji...
- - Niech no pan spojrzy, panie Lohkamp! Czyż to nie śliczne? Co rok się wydaje cudem!Przystanąłem zdumiony...
- F’lar oderwał niechętnie spojrzenie od porywającego widoku Pernu i zaczął się przyglądać próbce...
- Spojrzała na radio z zegarem, marki Sony, które podarowała jej matka...
- Pahner wziął głęboki oddech i spojrzał na wielkiego Mardukanina...
- Nynaeve spojrzała na wystawę ter’angreali i szarpnęła za warkocz...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ludzie czytają książki, nawet kobiety. Księża wysiadują po kawiarniach. A gdy od czasu do czasu wkracza policja i wsadza któregoś z co najgłówniejszych łobuzów, wydawcy podnoszą krzyk, składają petycje, a panowie i damy z najwyższych sfer używają swoich wpływów, aż po paru tygodniach ptaszka wypuszcza się na wolność albo pozwala mu wyjechać za granicę, gdzie potem bez żadnych już hamulców może płodzić swoje pamflety. W salonach rozprawia się już tylko o trajektoriach komet, ekspedycjach, Newtonie, budowie kanałów, krążeniu krwi i średnicy kuli ziemskiej.
I nawet król pozwolił sobie zademonstrować jedną z tych nowomodnych bzdur, coś w rodzaju sztucznie wywołanej burzy o nazwie elektryczność: w przytomności całego dworu jakiś człowiek pocierał butelkę i szły iskry, a Jego Królewska Mość, jak opowiadano, był pod głębokim wrażeniem. Nie do pomyślenia, by jego pradziad, prawdziwie wielki Ludwik, pod którego błogosławionymi rządami Baldini miał jeszcze szczęście żyć, tolerował równie niepoważne widowisko! Ale taki jest duch nowych czasów, i to się nie może dobrze skończyć!
Albowiem jeżeli bez skrępowania i najbezczelniej w świecie można podawać w wątpliwość autorytet Kościoła Bożego; jeżeli o nie mniej pobłogosławionej przez Boga monarchii i uświęconej osobie króla mówi się tak, jak gdyby była to jedna z wielu pozycji w katalogu form rządów, między którymi można wedle upodobania wybierać; jeżeli na koniec ludzie posuwają się - a posuwają się! - do twierdzenia, że sam Bóg, Wszechmocny we własnej Jego osobie, jest niepotrzebny, i z całą powagą utrzymują, że ład, dobre obyczaje i szczęście na ziemi możliwe są bez Niego, że wywodzą się z wrodzonej moralności i rozumu samych ludzi - o Boże, Boże! - to nie ma co się dziwić, że wszystko wywraca się do góry nogami, obyczaje wyrodnieją, a kara z rąk tego, którego istnieniu się zaprzecza, jest bliska. To się nie może dobrze skończyć. Wielka kometa z 1681 roku, z której sobie żartowano, uważając ją za zwykłe zgęszczenie gwiazd, była przecież niechybnym znakiem Bożym, zapowiadała bowiem - dziś już nie było co do tego wątpliwości stulecie upadku, rozkładu, duchowego, politycznego i religijnego bagna, które sama ludzkość sobie zgotowała, w którym sama się pogrąży i na którym wyrastać mogą tylko takie mamiące fałszywym blaskiem, cuchnące kwiatki jak ten Pelissier!
Stary Baldini stał w oknie i wzrokiem pełnym nienawiści patrzył na rzekę w ukośnych promieniach słońca. Dołem płynęły barki i przemieszczały się z wolna na zachód w stronę Pont Neuf i przystani przy galeriach Luwru. Nie było widać nic, co by się posuwało pod prąd, statki idące w górę rzeki mijały wyspę z tamtej strony. Tutaj wszystko tylko spływało w dół, puste i wyładowane statki, łodzie wiosłowe i płaskie czółna rybaków, woda brudnobrunatnej barwy i woda złociście falująca, wszystko oddalało się, uchodziło powoli, szerokim nurtem, niepowstrzymanie. A kiedy Baldini patrzył pionowo w dół, wzdłuż ściany domu, zdawało mu się, że nurt
^· 60 ^· ^' 61 ^'
wody wciąga i unosi ze sobą fundamenty mostu, i od tego kręciło mu się w głowie.
Kupienie domu na moście było błędem, a podwójnym błędem było wzięcie domu od strony zachodniej. W ten sposób stale miał przed oczyma spływającą w dół wodę i czuł się tak, jak gdyby on sam i jego dom, i gromadzony przez wiele dziesiątków lat majątek oddalał się, odpływał, unoszony przez wodę, a on sam był za stary i za słaby, by oprzeć się potężnemu nurtowi. Niekiedy, gdy miał coś do załatwienia na lewym brzegu, w okolicach Sorbony albo przy Saint-Sulpice, nie szedł przez wyspę i przez Pont Saint-Michel, ale obierał okrężną drogę przez Pont Neuf, ten most bowiem nie był zabudowany. A potem stawał przy barierce od strony wschodniej i patrzył w górę rzeki, aby raz bodaj zobaczyć, że wszystko płynie do niego; i przez kilka chwil napawał się wizją, że życie jego odmieniło kierunek, interesy kwitną, sprawy rodzinne układają się pomyślnie, kobiety za nim szaleją, a jego egzystencja, miast topnieć, rozwija się i rozrasta.