Odwiedził ją dzisiaj z wielu powodów...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Idąc wzdłuż rzędów tych prowizorycznych łóżek, Harry naliczył osiemnastu pacjentów, z których wielu było niezbyt starannie opatrzonych, a wszyscy...
- czasie wspólnej pracy i zabawy chłopców i dziewcząt „za bardzo roztropną trzeba uznać zasadę, aby dążyć do pobudzenia wielu różnych instynktów,...
- Gdy w roku 1949 odwiedziłem Szuberta i w rozmowie poruszyliśmy ten temat, Szubert starał się tłumaczyć ich mówiąc, że “przecież oni też chcieli żyć”...
- |Emocje, trudne do obiektywnego zdefiniowania, były przedmiotem wielu badań...
- że było ich zbyt wielu; ogromna ciżba przepychających się, napierających istot...
- przedmiotem zarówno wielu rozważań teoretycznych, jak i badań empirycznych1...
- samego Jahwe pod jedną z jego wielu postaci...
- Józia Pye odwiedziła mnie także...
- - A może nikt go nie odwiedza...
- czy się dzisiaj...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Po pierwsze, zawsze lubił jej towarzystwo. Po
drugie, chciał być dla niej dobrym i pomocnym słuchaczem. A po trzecie, ponieważ miał nadzieję wysondować jej zamiary względem Jedi.
No i nie udało mu się dotrzeć tak daleko. Wiedział, że nie będzie chciała poznać innych punktów widzenia; zamiast tego wyłożyła swoją opinię na temat Madhi Vaandt, buntów i potrzeby ich zdławienia, zanim wymkną się spod kontroli. Zauważała tylko nieład i chaos, jaki spowodują, ale nie chciała albo nie umiała dostrzec, do czego doprowadzi ją polityka, której broni.
Szedł szybko, głęboko zamyślony; niebawem znalazł się na chodniku osłoniętym
transpastalą. Niewiele było takich miejsc, gdzie piesi mogli schronić się w przypadku
niesprzyjającej pogody. Wiatr zmienił kierunek, a do nozdrzy admirała dotarł lekki zapach człowieka. Skierował uszy w tył, jego futro zafalowało niespokojnie. Zapach przybrał na sile.
Bwua’tu zatrzymał się, ściskając w dłoni rękojeść małego miotacza, ukrytego w kieszeni
płaszcza, i odwrócił się powoli.
Nikogo nie zobaczył.
Spojrzał w górę, ale za późno. Jeden napastnik już spadał bezszelestnie. Usłyszał co
najmniej jeszcze jednego, wypełzającego z miejsca, gdzie się ukrywał - pod chodnikiem. Bandyci, rabusie, drapieżcy, zaczajeni w nadziei na słabszą od siebie ofiarę.
Bwua’tu jednak sam też był drapieżnikiem w kwiecie wieku i z miotaczem w kieszeni; w
dodatku znał się na walce wręcz. Zanurkował w bok, uważając, żeby nie podcięli mu nóg; udało mu się wylądować w pozycji stojącej.
Tak, było ich dwóch. Jeden z nich miał na sobie normalny cywilny strój, drugi nosił
brązowe i płowe szaty, a więc...
Rozległ się trzask i syk, kiedy miecz świetlny ożył. Bwua’tu wytrzeszczył oczy,
zaskoczony.
- Co zrobiłeś z admirałem Bwua’tu? - wykrzyknęli. Obaj byli Jedi, przekonanymi, że jest sobowtórem „prawdziwego” admirała. Nie było czasu na dyskusje, nie z szalonymi Rycerzami Jedi.
Wyrwał miotacz i strzelając raz za razem, jednocześnie sięgał do sygnalizacji alarmowej w kieszeni kamizelki i przysuwał się w stronę poręczy.
Bothanie byli znacznie zwinniej si od ludzi, a tak wysportowany osobnik jak Bwua’tu był w stanie bezpiecznie zeskoczyć na inny poziom.
Okazało się jednak, że Jedi także.
Ten z mieczem świetlnym odbijał strzały z miotacza, jakby to były zawody sportowe. Drugi rzucił się za Nekiem, który przetoczył się na bok. Bwua’tu wyciągnął długą rękę i chwycił się
poręczy chodnika, drugą nie przestając strzelać. Jego czujne uszy wychwyciły okrzyk bólu i odgłos upadku ponad głową. Stękając z wysiłku, podciągnął się jedną ręką na chodnik, po czym przerzucił
przez poręcz tę wciąż uzbrojoną w miotacz i solidnie zahaczył się łokciem. Potem bezpiecznie przetoczył się przez barierkę.
Słyszał za sobą hałas - stukot lądujących stóp i jedyny w swoim rodzaju syk miecza.
Prowadzony czystym instynktem, przetoczył się na prawo. Czuł żar i słyszał skwierczenie topiącej się durastali. Kopnął z całej siły.
Jedi odskoczył, ale obuta stopa Bwua’tu zdołała trafić go pod kolanem i upadł. Bothanin uniósł rękę z miotaczem.
Ułamek sekundy później stwierdził, że patrzy na skauteryzowany kikut, który został z jego ramienia.
Jedi uniósł miecz, aby zadać kolejny cios. Bwua’tu obrócił się gwałtownie i wyciągnął
kikut, aby odbić cios.
Sam się zdziwił, że udało mu się to zrobić. Wciąż zapalony miecz świetlny potoczył się po chodniku, a Jedi zanurkował za nim. Bwua’tu natychmiast rzucił się na niego, zakładając mu zdrowe ramię na szyję, i zatopił zęby w jego barku.
Mężczyzna krzyknął, chwycił miecz świetlny i uderzył Bwua’tu przez ramię, jakby
wykonywał rytuał samobiczowania. Rozżarzony do białości ból smagnął ciało admirała; Bothanin aż zaryczał. Puścił gardło przeciwnika, złapał za rękę z mieczem, przycisnął go do chodnika i uderzył tą ręką o twardą durastal.