- Dobrze to wszystko zaplanowałaś...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- wÅ‚Ä…cznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywajÄ… stylem winietowym – sposób malo- wania przypominaÅ‚ wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Uśmiechnął się.
- Jasne. Obmyślałam to przez drugie lata. Już w samochodzie dodał:
- Nie lubiÄ™ bić starych, ale tak mnie jakoÅ› naszÅ‚o. PomyÅ›laÅ‚em o tych wszystkich braciach i siostrach, których prawdopodobnie wysÅ‚aÅ‚ do wiÄ™zieÂnia, i rÄ™ka sama mi poleciaÅ‚a. ByÅ‚oby źle, gdybym zrobiÅ‚ mu krzywdÄ™. Potrzebujemy go.
- PostÄ…piÅ‚eÅ› bardzo dobrze. Ale musimy caÅ‚y czas kontrolować sytuacjÄ™. To, co rozpieprza takie sprawy, to brak kontroli. Wszystko musi być zgodne z planem. My o tym wiemy, oni - nie. Dlatego zawsze bÄ™dziemy mieli nad nimi przewagÄ™. Zarówno nad naszymi gośćmi, jak i wÅ‚aÅ›ciwymi przeciwÂnikami.
Przez chwilę jechali w milczeniu. Mijali inne samochody, których światła przebijały się przez wczesny, wieczorny mrok. Wracają z pracy do swoich domów, pomyślała. Na miły obiadek, później trochę telewizji. Strzelą sobie pewnie piwko, popatrzą na mecz, jakiś serial komediowy, ukrytą kamerę albo policyjny show. Nieco przemocy przed wiadomościami i rutynowe pieprzonko pod kołderką przed snem. Są tacy zadowoleni z siebie, tacy przeciętni. A nie wiedzą kto jest tuż obok, niemal wśród nich.
- W twoich ustach brzmi to tak prosto - powiedział z podziwem.
- Bo takie jest. Jak dotÄ…d. Wiesz co?
- Co?
- Będzie jeszcze prostsze. Jakbyśmy dopiero zaczynali.
Samochód wyjechał na główną ulicę miasteczka. Minęli pocztę, posterunek policji, bistro College Inn i parę restauracji. Widziała grupki studentów zmierzających do pizzerii i barów kanapkowych, mężczyzn i kobiety interesu, idących w kierunku parkingów. Wszystko to było takie małomiasteczkowe, takie uładzone.
WidzÄ…c kabinÄ™ telefonicznÄ… na rogu, naprzeciwko skromnego, nowoczesÂnego biurowca, wskazaÅ‚a na stacjÄ™ benzynowÄ… nieco dalej.
- Wyrzucisz mnie tutaj, a sam zajmiesz się samochodem, kiedy będę telefonować.
- To tutaj? - zapytał Ramon. W jego glosie dała się wyczuć nutka nerwowości.
- Tak, tutaj. - Roześmiała się. - Jest właśnie tu. I nie ma pojęcia, co się na niego szykuje.
Ramon pokiwał głową ł przełknął ślinę.
- Wezmę benzynę - powiedział. - Powinniśmy zawsze mieć pełny bak.
- Słusznie - odparła.
Widziała parę wydobywającą się jej z ust przy oddychaniu, niczym dym z papierosa. Widziała, jak Ramon pomachał jej ruszając od krawężnika w kierunku stacji benzynowej.
Facet bez jaj, pomyślała. Kieruje się albo strachem, albo słabością. Pamiętaj o tym.
Po chwili odsunęła od siebie myÅ›li i zaczęła koncentrować siÄ™ na czekajÄ…Âcym jÄ… zadaniu. WeszÅ‚a do kabiny i wrzuciÅ‚a dwudziestopieciocentówkÄ™ do otworu. Numer znaÅ‚a na pamięć, wiÄ™c wystukaÅ‚a go niemal machinalnie. ByÅ‚a dokÅ‚adnie piÄ…ta. Nie wiedziaÅ‚a na pewno, czy sekretarka jest jeszcze, czy już wyszÅ‚a. Telefon zadzwoniÅ‚ dwa razy, po czym usÅ‚yszaÅ‚a gÅ‚os, na który czekaÅ‚a tyle lat.
- Zbieram się właśnie do domu... - powiedział bez wstępu. Odpowiedziała automatycznie, bez namysłu.
- Naprawdę? Nie sądzę. Nie sądzę, żebyś się gdzieś zbierał. Już nie.
Jej serce napełniło się rozkoszą, kiedy po drugiej stronie linii zapadła głucha cisza.
Wie! - pomyślała. Wie!
Wiedziałam. Zawsze wiedziałam, że tak będzie.
I w ciÄ…gu tych paru sekund kiedy Duncana Richardsa ogarniaÅ‚a gwaÅ‚towÂna panika wspomnieÅ„, ona poczuÅ‚a jak minione osiemnaÅ›cie lat nagle ulatnia siÄ™ z niej. Z trudem zapanowaÅ‚a nad sobÄ….
Na poddaszu sędzia Pearson usłyszał, jak ktoś zapala silnik i samochód odjeżdża po żwirowej drodze. Jadą zadzwonić, pomyślał. Są zbyt sprytni, żeby korzystać z własnego telefonu. Usiadł na brzegu łóżka obejmując Tommy'ego. Nagle wyprostował się.
To jest szansa, uznał.
- W porządku, Tommy, spróbujemy coś zrobić. Wejdź za łóżko. Gdyby były jakieś kłopoty, chowaj głowę. Szybko.
Tommy pokiwał głową i wcisnął się tak, żeby nie było go widać. Sędzia podszedł do drzwi i mocno zastukał.
- Hej tam! Na pomoc! Czekał na jakiś odgłos.
Zawahał się, po czym znowu załomotał w drzwi. Zauważył, że zamek jest dość solidny, ale framuga lekko zadrżała. Same drzwi nie są za mocne, ocenił. Pewnie, jak to się dzisiaj robi, są tylko obite sklejką i puste w środku
- Halo tam!
Odczekał chwilę, aż w końcu usłyszał zbliżające się po schodach kroki.
- Czego chcesz, stary?
Numer Dwa, pomyślał Tommy. Skulił się jeszcze bardziej, ale głowę wysunął, tak by widzieć dziadka i słyszeć co się dzieje.
- Słuchaj, muszę skorzystać z pisuaru. Mam kłopoty z pęcherzem i całe to - sędzia zawahał się - zamieszanie sprawiło, że
- Co?
- Muszę iść do łazienki.
- Chryste!
- Słuchaj, jeden z was może pójść ze mną, a inny pilnować chłopca, ale proszę...
- Nie, nie. Nie teraz.
To znaczy, że tylko on tu został, uznał sędzia i przeszły go ciarki. Jest ich tylko troje, a dwoje pojechało samochodem. Poczuł ścisk w sercu.
- Skorzystaj, cholera, z wiadra - odpowiedział Bill Lewis.
- Jakiego wiadra?
- KurczÄ™, nie ma tam jakiegoÅ› wiadra?
- Nie.
- Chryste!
Bill Lewis rozejrzał się. Wiadro stało w rogu hallu, to samo, które miał postawić wcześniej na stryszku. Był na siebie wściekły. - Szlag by to trafił,
wcale mi się to nie podoba. Nie ufam temu staremu ani na jotę. Gdzie jest, do diabła, Olivia?
Sędziemu Pearsonowi serce zabiło mocniej.
Jest sam - był już przekonany. Reszta odjechała i zostawiła go samego. Ma mało doświadczenia, jest przestraszony i niepewny siebie.
Wziął głęboki oddech. Teraz, pomyślał. Teraz.
Jeśli otworzy drzwi, żeby wziąć cię do łazienki albo podać wiadro, to musisz działać. Bez względu na to jaką bronią będzie ci machał przed twarzą.