czerwonych diabłów, którzy ze wszystkich stron spadli nam na karki...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- wÅ‚Ä…cznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywajÄ… stylem winietowym – sposób malo- wania przypominaÅ‚ wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Ilu was byÅ‚o w wartowni?
– Może dwudziestu, a może i wiÄ™cej.
– Czyli, że przeszÅ‚o dwudziestu? – spytaÅ‚ Grandeprise ze zdziwieniem i odcieniem pogardy.
– I tych dwudziestu pozwoliÅ‚o obalić pięściÄ… swego wachmistrza?
– Co mieliÅ›my robić?
– Obalić jego samego.
– Ha! PowinniÅ›cie go zobaczyć. Nie powiedziaÅ‚ nam kim jest. WszedÅ‚ do Å›rodka i zachowy-
wał się jakby był sprzymierzeńcem seniora Kortejo, albo jego wysłannikiem. Zamiast prośby
rozkazywał.
– Jeżeli siÄ™ nie mylÄ™, to prawo do rozkazywania na hacjendzie ma tylko senior Kortejo.
– To prawda, ale kilku myÅ›laÅ‚o, że to Pantera PoÅ‚udnia.
– Tak, ten rzeczywiÅ›cie jest sprzymierzeÅ„cem seniora, ale przecież sami mówiliÅ›cie, że to
był biały.
– Tak.
– A Pantera PoÅ‚udnia jest Indianinem.
– W takiej chwili nikt o tym nie pomyÅ›laÅ‚.
Opowiedzieli mu wszystko w miarę dokładnie. Grandeprise słuchał uważnie po czym po-
trząsnął głową w zamyśleniu i rzekł:
– Takiego mężczyznÄ™, tak silnie zbudowanego z takÄ… samÄ… dÅ‚ugÄ… brodÄ… i w takim stroju, wi-
działem razem z Juarezem nad Rio Sabinas. Ciekawy jestem, czy to ten sam?
– Kto to byÅ‚ – spytaÅ‚ Kortejo.
– Tego nie wiem, ale Juarez wielce go poważaÅ‚.
– PowiedziaÅ‚eÅ›, że w pokoju mojej córki rozlegÅ‚ siÄ™ strzaÅ‚? – spytaÅ‚ Kortejo.
– Tak.
– ÅšwiÄ™ta Panienko! Zastrzeli jÄ….
– WÄ…tpiÄ™ – odparÅ‚ Grandeprise. – Czy to prawda, że zaraz po strzale zaczÄ…Å‚ siÄ™ atak?
– Tak jest.
– Czyli, że strzaÅ‚ ten byÅ‚ sygnaÅ‚em do rozpoczÄ™cia walki. Możecie być spokojni o waszÄ…
córkę.
– Ale na pewno musieli jÄ… uwiÄ™zić!
– To prawdopodobne.
– Musimy jÄ… uwolnić.
– Naturalnie, pomogÄ™ wam.
– A czy nie byÅ‚oby dobrze już teraz podjąć odpowiednie kroki?
– Hm! – mruknÄ…Å‚ strzelec. – To niebezpieczne. Co za kroki, macie senior na myÅ›li?
– Ja tego nie wiem, ale jeżeli siÄ™ nie mylÄ™, to powiedzieliÅ›cie, że znacie siÄ™ na sztuce podsÅ‚u-
chiwania?
– Tak powiedziaÅ‚em, ale podejrzewam, że caÅ‚a hacjenda pilnowana jest przez setki Indian.
– Jutro też bÄ™dzie strzeżona, a w nocy Å‚atwiej siÄ™ podkraść niż w dzieÅ„.
11
– To wasze zdanie. Teraz Indianie przeszukujÄ… caÅ‚Ä… okolicÄ™ szukajÄ…c zbiegów. Gdyby mnie
złapali uważaliby za jednego z waszych i powiesili bez sądu. Jutro to co innego. Mogę w cią-
gu dnia udać się tam zupełnie otwarcie i powiedzieć, że jestem Amerykaninem.
– Ale wiele zÅ‚ego może siÄ™ zdarzyć do tego czasu.
– To prawda – odrzekÅ‚ Grandeprise z namysÅ‚em.
– Senior Grandeprise, ja was bÅ‚agam, czyÅ„cie i dziaÅ‚ajcie o ile możliwe jak najprÄ™dzej.
– To bardzo niebezpieczna sprawa! W którym kierunku leży hacjenda?
– Tam, prosto – powiedziaÅ‚ jeden z uciekinierów.
– Jak dÅ‚ugo trzeba tam iść?
– Pół godziny.
– No cóż, odważę siÄ™ i pójdÄ™ zaraz.
– DziÄ™kujÄ™ wam! – rzekÅ‚ Kortejo. – Nie pożaÅ‚ujecie tego, że dla mnie i mojej córki narażacie
się na niebezpieczeństwo.
– Mam nadziejÄ™, że dotrzymacie senior sÅ‚owa. Przypominam wam Henryka LandolÄ™. Ale,
ale w tej ciemności trudno mi będzie trafić z powrotem. Znacie głos meksykańskiej żaby?
– Znamy.
– Kto z was potrafi naÅ›ladować ten gÅ‚os?
– Ja potrafiÄ™ – odpowiedziaÅ‚ któryÅ› z uciekinierów.
– Dobrze. Jeżeli nie daÅ‚bym rady odnaleźć tego wÄ…wozu wydam z siebie taki sam gÅ‚os, a ty
mi wtedy odpowiesz. W nocy słychać go daleko, więc nie będę musiał długo błądzić.
– Kiedy wrócicie?
– Tego nie wiem. Może i nie wrócÄ™, bo jak mnie zÅ‚apiÄ…, to nie wypuszczÄ… już ze swych
szponów żywym.
– ÅšwiÄ™ta Madonno, nie pozwól na to.
– Jeżeli nie wrócÄ™ do rana nie troszczcie siÄ™ o mnie i radźcie sobie jak możecie. Konia moje-
go zostawię tutaj. Zachowujcie się spokojnie, by Mistekowie was nie znaleźli. A teraz, do
widzenia!
Zuchwały strzelec zniknął w ciemnościach.
Wprawdzie powiedział, że nie jest i nie zostanie stronnikiem Korteja, ale gdyby znał
wszystkie jego sprawki z pewnością ani palcem by nie ruszył w jego interesie i nie narażałby
życia dla córki człowieka o takiej przeszłości.