- Co się stało? - spytałem, zadyszany biegiem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Wierzę, że ci się uda — przyznała, a potem spytała: — A co ze mną?— Cóż, z tobą to inna sprawa...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- — Czy Weyr zbadał w końcu te pędraki? — spytał P’tero, nagle przypominając sobie cel ekspedycji...
- - I co, robicie postępy z remontem domu? - spytała Maria, podczas gdy David podszedł do lodówki i napełnił szklanki wodą...
- Nie mogłem pojąć, jak to się stało, gdy nagle z przeciwnej strony wypadł na mnie mój ordynans i zasypawszy mnie gradem płynących z serca powinszowań wyłożył mi...
- Ciekawe jaki jest, ów Inkwizytor Sternberg, spytał się w duchu Ragnar...
- W tym miejscu naley przynajmniej par sw powiedzie o sowie "zainteresowania", ktre obecnie w potocznym uyciu stao si terminem wytartym i martwym...
- - To co, rozpalić ogień? - spytał Taleniekow, głaszcząc psa...
- - Dokąd, synku? - spytała łagodnie, ale bez cienia zainteresowania...
- „Co to jest Smoczy Ogon?” — spytał Wiatr Na Szczycie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Nie wiem. Kłódka parzy. Niech pan dotknie, parzy - to mówiąc ostrożnie dotknęła kłódki i odskoczyła od niej jak oparzona.
Przypomniałem sobie o pożyczonym akumulatorze. Frasobliwie pokręciłem głową:
- To jakaś bardzo tajemnicza historia, proszę pani.
- A tak, tak - przyświadczyła gospodyni opierając rące na swym dużym brzuchu. - Rano brałam stąd garnek z mlekiem i kłódka nie parzyła. A teraz parzy. Dziwne to, bo przecież slońce tu wcale nie zagląda,
Sokole Oko z bardzo poważną miną zbliżył się do piwnicznych drzwi. W palcach trzymał żarówką od latarki elektrycznej. Oprawką żaróweczki dotknął kłódki i żarówka zapaliła się.
- Boże święty! - wrzasnęła gospodyni. - Tu jest prąd elektryczny. Nasza wieś nie jest zelektryzowana. Boże mój, skąd prąd w drzwiach piwnicy?
I na jej pucołowatej twarzy uwidoczniło się takie zdumienie, że o mało nie parsknąłem śmiechem.
- Matko Najświętsza! Muszę lecieć powiadomić księdza proboszcza. Coś takiego? Prąd w drzwiach piwnicy?
- Zapewne płynie tędy jakiś podziemny strumień prądu - odezwał się Sokole Oko. - Czy słyszała pani o prądach błądzących?
- Ludzie kochani, prądy błądzące? - przeraziła się gospodyni. - I kawaler myśli, że ten prąd aż tutaj się zabłąkał? A skąd on się wziął, proszę kawalera?
- Nie wiadomo - odrzekł Sokole Oko. - Prawdopodobnie gdzieś daleko, może o dwieście kilometrów, przerwała sią linia wysokiego napiącia. Prąd zamiast płynąć po drutach, w ziemię uciekł. I pod ziemią błądził, błądził... błądził... błądził... - opowiadał Sokole Oko przewracając oczami - i tutaj się zabłąkał. Drzwi do piwnicy są żelazne, kłódka na nich żelazna, a to są dobre przewodniki elektryczności.
Gospodyni zwróciła się ku mnie: Panie starszy, czy to wszystko prawda, co mówi ten kawaler?
- Nie jestem wcale starszym panem - zaperzyłem się.
- O, nie chciałam pana dotknąć - sumitowała się gospodyni. - Chciałam powiedzieć: starszy wśród młodszych. Myślałam, że pan jest kierownikiem nad tymi kawalerami.
- Tak jest - zgodziłem się. Ale na wszelki wypadek: zastrzegłem: - Nie znam się na elektryczności. Ale ci chłopcy coś niecoś wiedzą o tej sprawie. Młode pokolenie bardziej jest zaznajomione ze współczesną techniką niż my, starsi.
Gospodyni załamała ręce:
- I nie ma żadnej rady, żeby ten prąd błądzący poszedł sobie gdzie indziej?
- Owszem, jest rada - zapewnił ją Sokole Oko. - Należy piwnicę zaizołować.
- Co takiego? - znowu przeraziła się gospodyni.
- Z a i z o l o w a ć - powtórzył dobitnie.
- A cóż to znowu takiego? Czy to drogo kosztuje? Czy długo potrwa takie z a i z o l o w a n i e?
Sokole Oko spojrzał w niebo, spojrzał w ziemię, rozejrzał się po jeziorze. Potem długo drapał się w głowę.
-- Zrobimy to pani za darmo. Bo pani jest bardzo miła, a ksiądz proboszcz był tak dobry, że zezwolił brać jabłuszka z ogrodu. Zaizolowanle piwnicy nie potrwa długo, najwyżej jeden dzień. Musi pani dać jutro klucz od piwnicy, a my zajmiemy się izolacją. Przygotujemy odpowiedni materiał i szybko weźmiemy się do roboty.
- A czy to konieczne aż wchodzić do piwnicy? - zaniepokoiła się.
- No, a jakże inaczej zaizolować? - spytał Sokole Oko. - Musimy wejść do piwnicy. Jeśli ma tam pani jakieś cenne rzeczy, to proszę je dzisiaj wynieść, choć do nas może mieć pani pełne zaufanie, Nie lubimy konfitur.
- Jakże wejdę do piwnicy, skoro kłódka parzy?
- Zaraz kłódkę zaizoluję - obiecał Sokole Oko. - Nie będzie to trwała izolacja, ale do jutra bez obawy pani może kłódkę otwierać.
Sokole Oko wyjął z kieszeni szpulkę z leukoplastem. Urwał kawałek i na krzyż przylepił go na drzwiach. Przy tym gwizdnął głośno, zapewne porozumiewając się z Ewą, która, jak domyśliłem się, tkwiła w namiocie przy akumulatorze.
- Teraz już może pani otworzyć kłódkę - triumfująco powiedział Sokole Oko.
Gospodyni ostrożnie wysunęła rękę i koniuszkami palców dotknęła kłódki.
- Rzeczywiście! - zawołała radośnie. - Nie parzy. Ani trochę. Ani odrobinę.
Już z większą pewnością siebie włożyła klucz do kłódki i przekręciła go w zamku.