— Czy Weyr zbadał w końcu te pędraki? — spytał P’tero, nagle przypominając sobie cel ekspedycji...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
- Wyobraz to sobie jako spektrum, z pozycja „Kontuzjowany” u jednego konca i pozycja „Unieruchomiony” u drugiego...
- Dorcas wpięła sobie we włosy stokrotkę; kiedy jednak szliśmy wzdłuż kamiennych ścian (ja owinięty szczelnie w mój płaszcz, a tym samym całkowicie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Tisha wybuchnęła śmiechem i natychmiast ucichła, choć namiot P’tera stał w pewnej odległości od innych.
— Ach, chłopcze, masz nie tylko dzielne serce, ale i głowę nie od parady. Tak, przeprowadzili pomiary i to sprawniej, niż to do tej pory bywało.
Później P’tero dowiedział się, że pędraki opanowały parę kolejnych kilometrów na zachód i na południe w stronę Wielkiego Łańcucha Barierowego, ale w niezbyt równym tempie. Na piaszczystych preriach na wschód od Lądowiska posunęły się ledwie o kilka metrów, ale agronomowie specjalnie się tym nie przejęli. Bardziej zależało im na ochronie żyznych łąk i lasów.
— Tak więc wyprawa nie okazała się stratą czasu? — spytał P’tero, odprężając się pod wpływem soku fellisowego.
Tisha znów poklepała go matczynym gestem, poprawiła futra i upewniła się, że nic nie urazi bolących pośladków i nóg.
— Ależ skądże, kochanie. A teraz spróbuj zasnąć…
Jakbym miał na to jakiś wpływ, pomyślał P’tero, czując że fellis opanowuje jego zmysły i przyćmiewa wszelkie świadome myśli, wraz z bólem.
Dopiero po trzech tygodniach rany P’tera zabliźniły się na tyle, by mógł wrócić do Weyru. W polowym szpitalu znalazło się tymczasem więcej osób, gdyż na kontynencie Południowym oprócz dużych, głodnych i pilnie strzegących granic swego rewiru kotów, istniały także inne niebezpieczeństwa: upał, nieopatrzne przegrzanie na słońcu, a także inne drobne zagrożenia. Na przykład Leopol wbił sobie w stopę kolec, rana zaropiała i musiał leżeć w szpitalu razem z P’terem, aż wszystko się wygoiło.
Tisha i jeszcze jedna kobieta z Weyru dostały wysokiej gorączki, wiec Maranis musiał znów posłać do Fortu po medyka, który lepiej znał się na takich chorobach. Tamta wyzdrowiała po kilku dniach, ale Tisha ciężko przeszła infekcję; pociła się, sporo straciła na wadze i tak osłabła, że Maranis zamartwiał się o nią po nocach. K’vin wysłał posłańca do Isty z prośbą o przysłanie statku, który zawiózłby gospodynię na Pomoc. Nie dałaby rady wspiąć się na smoczy grzbiet. Jej choroba przygnębiła wszystkich.
— Człowiek nie zdaje sobie sprawy, ile ktoś dla niego znaczy — powiedziała zaniepokojona Zulaya, która przybyła, by sprawdzić, jak się mają rekonwalescenci — dopóki nagle tego kogoś nie… nie zabraknie!
Ta uwaga do reszty załamała P’tera. W dodatku nie było przy nim Tishy, która żartami i serdecznością poprawiała mu samopoczucie. Był za to M’leng, który właśnie wszedł do szałasu.
— Wstydź się, ty egoisto! — powiedział zielony jeździec głosem pełnym napięcia i powstrzymywanego gniewu.
— Hę?
— Choroba Tishy to nie twoja wina. Leopol nie założył sandałów, kiedy mu kazano i za jego skaleczenie także nie należy winić ciebie. Nie mówiąc o tym, że wcale nie z twojej winy wybraliśmy tamtą skałą spośród wszystkich okolicznych wzniesień. Mieliśmy pecha, to prawda, ale to wszystko. Nie życzę sobie, żeby Ormonth dalej psuł humor Sithowi.
Rozumiesz?
P’tero wybuchnął płaczem. Było tak, jak się domyślał: M’leng przestał go kochać.
Nagle ramiona M’lenga zamknęły go w delikatnym uścisku i przytuliły do piersi. Poddał się pieszczotom i pocałunkom.
— Och, nie bądź kompletnym idiotą, ty kompletny idioto. Jakże mógłbym cię nie kochać?
Później P’tero dziwił się, jak mógł zwątpić w M’lenga.
Gdy ozdrowieńcy wrócili do Weyru Telgar okazało się, że Tisha znów niepodzielnie panuje w Niższej Jaskini. Choć suknie w dalszym ciągu luźno zwisały z jej ramion, pięknie się opaliła w czasie rejsu z ujścia Rubikonu. Wyraźnie wróciły jej siły.
Kilku zielonych i błękitnych jeźdźców ze skrzydła P’tera i M’lenga odmalowało ich Weyry i wymieniło stare obicia, a wysiedziane poduszki zastąpili nowymi, puchatymi.
— Tisha ostrzegała, że teraz będziesz musiał długo siadać na miękkim — wyjaśnił, śmiejąc się w kułak Z’gal. — Lady Salda oddała nam pierze z ptaków zarżniętych na Koniec Obrotu.
Potem Tsen, partner Z’gala wyjął zza pleców jakiś przedmiot. Zdziwiony P’tero przyglądał mu się przez chwilę. Wyglądało to jak płaska deska z długimi nogami.
— Ale do czego to służy?
Z’gal dostał ataku śmiechu, co zdenerwowało Tsena. Ten ostatni patrzył spod zmarszczonych brwi i uparcie podawał podarunek P’terowi.
— Do siedzenia, nie widzisz? Pasuje między grzebienie na szyi smoka. Zrobiliśmy na miarę.
Podziękowania P’tera za tak pożyteczny podarunek były wylewne, choć nie był zbyt zadowolony. Jednak potrzebował czegoś takiego, nie tyle ze względu na pośladki, ile na mięśnie ud, które wymagały wzmocnienia i masażu, by odzyskać dawną sprawność. Naturalnie, M’leng z zapałem zajmował się masażami, ale P’tero mimo to zaczął się zamartwiać, że nie będzie gotów do walki, gdy zaczną się Opady. M’leng odniósł obrażenia w lepszych miejscach. Nie straci nawet jednego bojowego lotu.
Wkrótce siedzieli nad winem, ciasteczkami i tacką serów na zaimprowizowanym, kameralnym przyjęciu w odnowionym weyrze. Ukoronowaniem powrotu do domu był prezent od M’lenga: płaska, owinięta w papier paczka.
Oczy partnera błyszczały z niecierpliwości, gdy P’tero rozwiązywał sznurek, nie mając pojęcia, co też może znajdować się w środku.
— Wiesz, Iantine już wrócił — powiedział M’leng, niemal bez tchu wpatrując się w każdy ruch dłoni P’tera.
Pozostali jeźdźcy byli równie zemocjonowani i P’tero poczuł ukłucie irytacji na myśl, że wszyscy wiedzą, co to jest i z niecierpliwością czekają na jego reakcję.
Naturalnie, gdy skończył odwijać obraz z papieru, najpierw ujrzał niezamalowaną stronę. Odwrócił płótno i oniemiał. Na widok namalowanej sceny oczy niemal wyszły mu z orbit.
— Ale… ale Iantine’a tam przecież w ogóle nie było!
— Jest świetny, prawda? — ucieszył się Z’gal. — Doskonale wszystko uchwycił! M’leng bez przerwy opisywał mu wydarzenia…