- Dokąd, synku? - spytała łagodnie, ale bez cienia zainteresowania...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Wierzę, że ci się uda — przyznała, a potem spytała: — A co ze mną?— Cóż, z tobą to inna sprawa...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- — Czy Weyr zbadał w końcu te pędraki? — spytał P’tero, nagle przypominając sobie cel ekspedycji...
- - I co, robicie postępy z remontem domu? - spytała Maria, podczas gdy David podszedł do lodówki i napełnił szklanki wodą...
- Ciekawe jaki jest, ów Inkwizytor Sternberg, spytał się w duchu Ragnar...
- obiektywn ignorancj polityczn, na przykad brakiem wiedzy politycznej czy politycznych zainteresowa (osobisty skrypt: nie wiem, co si dzieje, ale skoro si...
- - To co, rozpalić ogień? - spytał Taleniekow, głaszcząc psa...
- „Co to jest Smoczy Ogon?” — spytał Wiatr Na Szczycie...
- naszą małą konferencję? - spytała, podłączając mikrofon...
- - Chcecie mnie opuścić? - spytał Winicjusz...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Pochodzić troszkę...
- Idź może z kimś innym.
- To... Ja... Ja chcę z tobą. Chodźmy - nalegał zdecydowanie. Pomógł mu Wilmowski.
- Idźcie i weźcie Nowickiego. Jemu też się to przyda. A my pójdziemy do mamura[144].
- Załatwcie tylko wszystko jak najszybciej - już bez protestów zgodziła się Sally.
Zaszli najpierw na suk. W centralnej części przykryty wysokim dachem, nie różnił się wiele od kairskiego czy jakiegokolwiek innego bazaru na Wschodzie. Patryka najbardziej zainteresowały towary z Nubii, których była tu cała masa. Pochłonęły go tarcze z rafii i słomy; chętnie wypróbował gliniane bębenki i nie oparł się pokusie kupna jednego z nich. Nowicki kupił Sally naszyjnik z lotosu i drugi, silnie pachnący, z sandałowego drzewa. Krzyki, gesty, rytmiczne piosenki miały zachęcić kupujących. Patryk głośno przełknął ślinę na widok chałwy, a Nowicki poprosił o duży kawał, bo nagle sobie przypomniał, że w dzieciństwie przepadał za tym smakołykiem. Sally nabyła trochę ziemnych orzeszków, daktyli i pomarańczy. Później na dłużej przyciągnął jej uwagę bardzo charakterystyczny kram z glinianymi garnkami, przywiezionymi tu z Asjut, znanego z solidnych garncarzy.
Nowicki, który przed wyjściem z hotelu długo rozmawiał z Abeerem, z zaangażowaniem i bardzo pewnie pełnił funkcję przewodnika.
- Podjedziemy do kamieniołomów. Zobaczymy ów sławny, nazywany nie dokończonym, obelisk.
Dorożka wiozła ich drogą wśród czerwonych granitów. Stanęli na miejscu, zadzierając głowy do góry, by ujrzeć czubek ogromnego słupa z granitu.
- Czemu jest nie dokończony? - Patryk stropił swoim pytaniem Nowickiego, który tego akurat nie wiedział. Pytanie zawisło w powietrzu.
- Bo po prostu zaczął pękać - krótko odpowiedziała, po chwili ciszy, Sally. - Przestali więc nad nim pracować.
Marynarz odetchnął. “Wreszcie przemówiła” - pomyślał i jakby nigdy nic zapytał:
- Ile toto może mieć wysokości?
- Ponad czterdzieści metrów - Sally wciąż odpowiadała krótko i niezbyt chętnie.
- No i po co toto budowano? - Nowicki nie ustępował, żartobliwie naśladując Patryka.
- Miało to związek z kultem słońca. Ale obelisków używano także jako wskazówek zegara słonecznego. Wykuwano te ogromne słupy w Asuanie i dostarczano do świątyń całego kraju.
- Co też ty wygadujesz, sikorko? Przecież takie cacko waży ze czterysta ton!
- Może i więcej - obojętnie odparła Sally.
- Ciociu, a ja to widziałem taki duży słup w Londynie!
- Pewnie, że widziałeś. Już w starożytności modne stało się wywożenie tych ogromnych obelisków. Czynili to Asyryjczycy, Rzymianie, no a całkiem niedawno Francuzi, Anglicy i Amerykanie. Właśnie w Londynie zainstalowano tę, jak ją nazywano, igłę Kleopatry w 1880 roku[145].
- Wujku! - z zapałem rzekł Patryk. - Jak dorosnę, to przywiozę ci taki prezent do Warszawy.
- Nie trzeba, mój mały - odpowiedział Nowicki. - Warszawa ma swoją Kolumnę Zygmunta.
Na wspomnienie Warszawy Sally posmutniała jeszcze bardziej. I nic odezwała się więcej.
Podczas popołudniowego posiłku Smuga zrelacjonował wizyty u mamura.
- Był dla nas bardzo miły. Wystawił stosowny dokument, nazywany tutaj firmanem, zobowiązujący władze do udzielenia nam wszelkiej możliwej pomocy. Potem odesłał nas do agi, dowódcy miejscowego wojska egipskiego. Ten chciał przydzielić nam oddział żołnierzy, ale podziękowaliśmy.
Po południu wszyscy wyszli na promenadę wiodącą wzdłuż Nilu. Błękitne, czyste wody rzeki, spokojnie tu płynącej, odbijały słoneczny blask. Przy brzegach rosła jasnozielona trawa coraz częściej przeplatana łatami piasku pagórkowato odchodzącego w pustynię. Sally szła obok Wilmowskiego zatopiona w myślach. Patryk dokazywał z tyłu z Nowickim. Abeer i Smuga rozmawiali o czekającej ich wyprawie, która zapowiadała się na bardzo niebezpieczną. Zastanawiali się, czy zabierać ze sobą Sally i Patryka. Sally oczywiście zdecyduje sama, ale czy mieli prawo narażać chłopca bez zgody jego rodziców?
- Co z nim jednak zrobić? - martwił się Smuga.
- Na Allacha! Chyba wiem - odparł Abeer. - Mamy tu przecież przyjaciół.
- Masz na myśli...
- Tak, mam na myśli synów Jusufa Medhada el-Hadż - przerwał mu Abeer.
- Nie jestem pewien...
- Byłeś ich bohaterem. Uczyłeś ich strzelać! Noszą cię w sercu głęboko. Na pewno niczego nie zapomnieli.
- No, cóż! Może to i dobry pomysł.
- Na brodę Proroka! Uradujesz ich serca swym widokiem. A kiedy jeszcze dowiedzą się, że na stare rany położono balsam przebaczenia, przyjmą cię gorąco.
Smuga dał się przekonać. Postanowili odwiedzić synów Jusufa, mieszkających w Asuanie, nie tylko ze względu na Patryka. Obaj oni byli przecież kupcami handlującymi z Sudanem i prowadzili swe karawany w głąb lądu. Może udałoby się nawet wyruszyć wspólnie? Tak czy inaczej mogli stanowić źródło cennych informacji.
Najpierw jednak, następnego ranka, Smuga i Abeer pojechali dorożkami do Szellal, gdzie kończyła się linia kolejowa i mieścił port rzeczny. Musieli dowiedzieć się o miejsca na statku do Wadi Halfa i kupić nań bilety albo wynająć jakąś barkę. Z ochotą pojechałby z nimi Nowicki, ale zrezygnował, widząc znaczący gest Wilmowskiego. We czwórkę zatem, razem z Sally, która znów dała się namówić Patrykowi, udali się na przystań łodzi w Asuanie, skąd feluką z przewoźnikiem popłynęli do tamy przez pierwszą kataraktę na Nilu[146].
- Nie można tamtędy - przewoźnik wskazał ręką na wschodni brzeg. - Woda mocna, wielka, bystra. Nie można.