Chwycił termos kleszczami i uważając, by nie uronić najdrobniejszej kropelki, przelał jego zawartość do plastikowego wiadra...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- 187mo¿emy przyj¹æ jako zasadê, ¿e ka¿dy kraj wymieniony wœród owych affines le¿a³ na zewn¹trz granic tego pañstwa, jako jego „bok" (tatuœ] Kieruj¹c siê t¹ zasad¹,...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijaj¹c bardziej szczegó³ow¹ analizê procesu sekularyzacji, omówiony zostanie sam pluralizm, a tak¿e proces jego nasilania siê...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- WIANO ŒWIÊTEJ KINGI28Zaledwie trzynaœcie lat mia³ ksi¹¿ê Boles³aw, zwany póŸniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rz¹dy sprawuj¹cy, postanowili mu ¿onê...
- Źródła w Antibes podają, że Jordana zatłuczono na śmierć zaledwie w kilka dni po jego weselu i po tym, jak wydostał pijaną bratową ze szponów portowego opryszka...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wystarczyłby jeden błędny ruch.
Nareszcie.
Wówczas uchylił drzwi gabinetu na jakieś sześć cali i na ich szczycie umieścił wiadro.
Kleszczami zakręcił termos, następnie (trzask w jego przedpokoju...) ściągnął plastikowe rękawice, wziął do ręki spryskiwacz i usiadł za biurkiem.
— Crawlee...? - zawoÅ‚aÅ‚ ktoÅ› gardÅ‚owo. Hastur.
— Tam jest - zasyczaÅ‚ inny gÅ‚os. - CzujÄ™ tego maÅ‚ego Å›liskiego węża. - Ligur.
Hastur i Ligur.
Otóż, a Crowley pierwszy by tak twierdził, większość demonów nie była z gruntu zła. Uważały one, że w wielkiej grze kosmicznej odgrywają taką samą rolę, jak inspektorzy podatkowi - wykonując pracę niepopularną, być może, ale istotną dla niezawodnego przebiegu całej sprawy. A prawdę powiedziawszy, niektóre anioły też nie były ideałami cnoty; Crowley spotykał takie, które otrzymaw-szy polecenie sprawiedliwego ukarania grzesznika, karały go o wiele ostrzej, niż to było niezbędne. Ogólnie rzecz biorąc, każdy miał swoją robotę i po prostują wykonywał.
Z drugiej jednak strony były i takie istoty jak Ligur i Hastur, czerpiące ponurą rozkosz ze sprawiania nieprzyjemności, że nieomal można by je wziąć za ludzi.
Growley odchylił się na oparcie swego dyrektorskiego fotela. Zmusił się do odprężenia i przerażająco mu się to nie udało.
— Tutaj, wejdźcie - zawoÅ‚aÅ‚.
— Mamy do ciebie parÄ™ słów - rzekÅ‚ Ligur (tonem który miaÅ‚ oznaczać, że “parÄ™ słów" jest synonimem “przeraźliwie bolesnej wiecznoÅ›ci") i przysadzisty demon pchnÄ…Å‚ drzwi gabinetu.
Wiadro zachwiało się, a następnie spadło prosto na głowę
Ligura.
Wrzućcie do wody kawałeczek sodu. Przypatrzcie się, jak wybucha płomieniem, pali się i kręci po wariacku w kółko, rzucając iskry i trzeszcząc. To, co nastąpiło, wyglądało podobnie, tylko znacznie paskudniej.
Z demona odpadały płaty ciała, buchając płomieniami i iskrząc. Wypływał z niego tłusty, brązowy dym, a demon wrzeszczał i wrzeszczał, i wrzeszczał. A potem skurczył się, zapadł w sobie, to zaś, co z niego pozostało, leżało połyskując na opalonym i poczerniałym kole w dywanie, wyglądając jak garść siekanych nagich ślimaków.
— Cześć - zwróciÅ‚ siÄ™ Crowley do Hastura, który szedÅ‚ za Ligu-rem, wiÄ™c niestety nie spadÅ‚a na niego nawet kropla.
Są pewne rzeczy (poza pomyśleniem), są głębie upadku, o które nawet demony nie posądzałyby inne demony.
— Woda Å›wiÄ™cona. Ty skurwysynu - rzekÅ‚ Hastur. - Ty kompletny skurwysynu. On ci nigdy nic nie zrobiÅ‚.
—Jak dotÄ…d — poprawiÅ‚ go Crowley, poczuwszy siÄ™ nieco lepiej, teraz gdy szansÄ™ prawie siÄ™ wyrównaÅ‚y. Prawie, ale nie caÅ‚kowicie, a nawet, prawdÄ™ powiedziawszy, daleko byÅ‚o do tego. Hastur byÅ‚ KsiÄ™ciem PiekieÅ‚. Crowley nie byÅ‚ nawet lokalnym radnym.
— Matki bÄ™dÄ… w gÅ‚Ä™binach ciemnoÅ›ci straszyć swe dzieci, szepczÄ…c o twoim losie - powiedziaÅ‚ Hastur, ale zaraz poczuÅ‚, że jÄ™zyk
PiekÅ‚a nie jest odpowiedni do zadania, jakie miaÅ‚ wykonać. — Zostaniesz wsadzony do cholernego czyśćca, chÅ‚opie — dodaÅ‚.
Crowley podniósł zielony, plastikowy spryskiwacz i zachlupał nim groźnie.
— Idź sobie — powiedziaÅ‚. UsÅ‚yszaÅ‚, jak na dole dzwoni telefon. Cztery razy, po czym wÅ‚Ä…czyÅ‚a siÄ™ automatyczna sekretarka. PrzeleciaÅ‚o mu przez gÅ‚owÄ™ pytanie, kto to mógÅ‚by być.
— Nie bojÄ™ siÄ™ ciebie - powiedziaÅ‚ Hastur. ÅšledziÅ‚ wzrokiem cieniutkÄ… strużkÄ™ wody, wypÅ‚ywajÄ…cÄ… z dyszy i wolno sunÄ…cÄ… w dół, wzdÅ‚uż boku plastikowego pojemnika, w kierunku dÅ‚oni Crowleya.
— Czy wiesz, co to jest? - spytaÅ‚ Crowley. - To spryskiwacz firmy Sainsbury, najtaÅ„szy i najsprawniejszy na Å›wiecie spryskiwacz do roÅ›lin. Wyrzuca w powietrze drobniutkie kropelki wody. Czy muszÄ™ ci mówić, co siÄ™ znajduje w Å›rodku? Może ciÄ™ zmienić w to — pokazaÅ‚ palcem paskudztwo na dywanie. - A teraz idź.
A potem przeciek na boku spryskiwacza dotarł do zgiętych palców Crowleya i tam się zatrzymał.
— Blefujesz - powiedziaÅ‚ Hastur.
— Być może - odparÅ‚ Crowley tonem, jak miaÅ‚ nadziejÄ™ wskazujÄ…cym, że ani myÅ›li o blefowaniu. -A może nie. Dobrze siÄ™ czujesz?
Hastur machnął ręką i plastikowa butla rozpłynęła się jak kawałek mokrej bibułki, oblewając wodą całe biurko Crowleya i cały jego garnitur.
Crowley nie odpowiedział. Plan A powiódł się. Plan B nie. Teraz wszystko zależało od Planu C, który miał tylko jeden feler: Po B Crowley nic nie zaplanował.
— A wiÄ™c — zasyczaÅ‚ Hastur - czas siÄ™ zbierać, Crowley.
— Uważam, że jest coÅ›, co powinieneÅ› wiedzieć — odparÅ‚ Crowley, próbujÄ…c zyskać na czasie.
— A mianowicie? - uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ Hastur. Wówczas zadzwoniÅ‚ telefon na biurku Crowleya. PodniósÅ‚ sÅ‚uchawkÄ™ i ostrzegÅ‚ Hastura:
— Nie ruszaj siÄ™. Jest coÅ› bardzo ważnego, co powinieneÅ› wiedzieć, a mówiÄ™ to na serio. Halo? Mmm - odpowiedziaÅ‚. A nastÄ™pnie: - Nie. Jest tu stary przyjaciel.
Azirafal wyłączył się. Crowley zdziwił się, czego anioł mógł chcieć.
I nagle Plan C miał gotów, w głowie. Nie położył słuchawki na aparacie. Zamiast tego powiedział:
— Okay, Hastur. ZdaÅ‚eÅ› test. Teraz możesz już grać w pierwszej lidze.
— ZwariowaÅ‚eÅ›?
— Bynajmniej. Nie rozumiesz? To byÅ‚ test. Panowie PiekÅ‚a musieli siÄ™ dowiedzieć, czy jesteÅ› na tyle godny zaufania, żeby ci powierzyć dowództwo Legionów PotÄ™pieÅ„ców w nadchodzÄ…cej wojnie.
— Crowley, kÅ‚amiesz albo zwariowaÅ‚eÅ›, a prawdopodobnie jedno i drugie - powiedziaÅ‚ Hastur, lecz jego pewność siebie zostaÅ‚a zachwiana.