- Dziwne - mruknął Durnik i kopnął mokrym butem w idealnie prosty kraniec jednego z bloków...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zdarzyo si wic, i jednego razu zaszed do wityni gagatek z tych rodu, dziki ktrym rzecz posza w mowie, e warszawiak w pracy, a wilk u puga, to jednaka przysuga...
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
- Wyobraz to sobie jako spektrum, z pozycja „Kontuzjowany” u jednego konca i pozycja „Unieruchomiony” u drugiego...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Efektem aliansów komplementarnych jest na ogół wzmocnienie siły jednego z koalicjantów kosztem drugiego, który - po pewnym czasie - rozwija...
- Gdy tak popatrywałem obojętnie na skąpaną księżycowym blaskiem panoramę, wzrok mój przykuła pewna niezwykłość w naturze i układzie jednego elementu...
- – Jasne – mruknął plutonowy...
- Mówił on o siłach, które dają impulsy w kierunku jednego ogólnoświatowego rządu...
- Dwaj Ulgosi czekali na nich przy wejściu do jednego z tuneli...
- cu œmiertelnie i aby odpocz¹æ, usiad³ na brzegu jednego z pustych wagonów...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Opuścił worek i wyciągnął nóż. Przez chwilę dźgał nożem kamień.
- To nie granit - powiedział spokojnie. - A tylko wygląda jak granit, lecz jest dużo twardszy. To coś innego.
- Potem możemy się nad tym zastanowić - rzekł Beldin. - Znajdźmy schronienie na wypadek, gdyby podejrzenie Belgaratha na temat mgły okazało się trafne. Jak tylko się schowamy, przelecę się kilka razy ponad tym szczytem.
- Nic nie zobaczysz - przewidział Silk.
- Ale mogę coś usłyszeć.
- Tam - wskazał Durnik młotem. - Wygląda jakby jeden z tych bloków spadł na plażę. Pod nim jest całkiem spora nisza.
- Póki co całkiem odpowiednia - przyznał Belgarath. - Beldinie, zachowaj ciszę, gdy będziesz się przeistaczał. Jestem pewien, że Zandramas wylądowała prawie w tym samym momencie co my i może cię usłyszeć.
- Wiem, jak to się robi, Belgaracie.
Nisza z jednej strony tego dziwnego szczytu o schodkowatych zboczach okazała się całkiem spora i weszli do niej ostrożnie.
- Dobrze - odezwał się Silk. - Może zaczekacie tu i złapiecie oddech? Beldin zamieni się w mewę i rozejrzy się po wyspie. Ja pójdę i znajdę odpowiedni szlak.
- Bądź ostrożny - powiedział Belgarath.
- Pewnego dnia zapomnisz tego powiedzieć, Belgaracie, i prawdopodobnie wszystkie drzewa na świecie uschną. - Mały człowieczek wydostał się z niszy i zniknął we mgle.
- Ty naprawdę ciągle mu to powtarzasz - zwrócił się Beldin do Belgaratha.
- Silk jest narwany. Trzeba mu ciągle przypominać o ostrożności i rozwadze. Czy planujesz wyruszyć w ciągu najbliższych dziesięciu lat?
Beldin wyrzucił z siebie bardzo niepochlebny epitet, zamigotał bardzo powoli i odleciał.
- Twój charakter nie poprawił się zbytnio, stary wilku - rzekła do niego Poledra.
- A sądziłaś, że może się poprawić?
- Raczej nie - odparła - lecz zawsze można mieć nadzieję. Wbrew przeczuciom Belgaratha mgła nie ustępowała. Po jakimś czasie powrócił Beldin.
- Ktoś wylądował na zachodniej plaży - oznajmił. - Nie widziałem ich, lecz słyszałem. Angarakowie mają problemy ze ściszaniem głosu. Przykro mi, Zakacie, lecz to prawda.
- Wydam cesarskie rozporządzenie, że następne trzy albo cztery generacje mają rozmawiać ze sobą szeptem, jeśli chcesz tego.
- Nie, Zakacie. - Karzeł wyszczerzył zęby. - O ile znajdę się po przeciwnej stronie wobec przynajmniej kilku Angaraków, lepiej, jeśli usłyszę, że nadchodzą. Czy Silk powrócił?
- Jeszcze nie - rzekł Garion.
- Co on może tam robić? Te kamienne bloki są o dużo za duże, żeby je ukraść.
Silk wyłonił się zza krawędzi niszy i zeskoczył lekko na kamienną podłogę.
- Nie uwierzycie - odezwał się.
- Prawdopodobnie nie - stwierdziła Velvet - ale może mimo to nam powiesz?
- Ten szczyt jest wytworem człowieka, lub jakiejś istoty, która go stworzyła. Te bloki otaczają go niczym tarasy, wszystkie proste i gładkie tak, że tworzą się schody prowadzące na kamienny płaskowyż. Na górze jest ołtarz i olbrzymi tron.
- A więc o to chodziło! - wrzasnął Beldin pstrykając palcami. - Belgaracie, czytałeś kiedykolwiek Księgę Toraka?
- Kilka razy próbowałem. Mój staroangaracki nie jest zbyt dobry.
- Potrafisz mówić językiem staroangarackim? - spytał zaskoczony Zakath. - To zakazany język w Mallorei. Podejrzewam, że Torak pozmieniał kilka rzeczy i nie chciał, żeby ktokolwiek go na tym przyłapał. .
- Nauczyłem się tego języka, zanim jeszcze zakazano go używać. Dlaczego pytasz, Beldinie?
- Pamiętasz ten rozdział blisko początku, pośrodku tego zarozumiałego paplania, kiedy Torak powiedział, że udał się na Wyżyny Korimu, aby sprzeczać się z ULem na temat stworzenia świata?
- Bardzo słabo.
- W każdym razie, UL nie chciał o tym słyszeć, więc Torak odwrócił się od swego ojca, zebrał Angaraków i poprowadził ich z powrotem do Korimu. Powiedział im wówczas, co chce uczynić, a oni, jak przystało na prawdziwych Angaraków, padli na twarz i zaczęli się nawzajem zarzynać w ofierze. Pojawia się w tym rozdziale słowo Halagachak. Znaczy ono, ni mniej ni więcej, tyle co świątynia. Zawsze myślałem, że Torak używał wielu przenośni, lecz okazuje się, że nie tylko. Ten szczyt jest świątynią. Ołtarz, który znajduje się na górze, potwierdza tę tezę, a na tych tarasach stali Angarakowie patrząc, jak Grolimowie poświęcają ludzi swemu bogu. O ile się nie mylę, w tym właśnie miejscu, gdzie Torak rozmawiał ze swym ojcem. Bez względu na odczucia, jakimi darzysz Spaloną Twarz, jest to jedno z najświętszych miejsc na ziemi.
- Ciągle mówisz o ojcu Toraka - powiedział Zakath ze zdziwieniem. - Nie wiedziałem, że bogowie mają ojców.
- Oczywiście, że mają - wtrąciła Ce’Nedra. - Wszyscy o tym wiedzą.
- Ja nie wiedziałem.
- UL jest ich ojcem - powiedziała na pozór obojętnie.
- Czyż nie jest on bogiem Ulgów?
- Nie z własnego wyboru - odparł Belgarath. - Gorim go zastraszył.
- W jaki sposób zastrasza się boga?
- Ostrożnie - stwierdził Beldin. - Bardzo, bardzo ostrożnie.
- Spotkałam ULa - odezwała się nieproszona Ce’Nedra. -W pewien sposób mnie lubi.
- Ona czasami potrafi być niezwykle irytująca, prawda? - zwrócił się Zakath do Gariona.
- Widzę, że ty też zauważyłeś.
- Nie musicie wcale mnie lubić - powiedziała odrzucając w tył swe bujne loki - ani jeden, ani drugi. Jeśli bogowie lubią kobietę, ona zawsze sobie poradzi.