ROZDZIAŁ 38ODSIECZPomimo związanych na plecach nadgarstków, Perrin usiłował znaleźć wygodniejszą pozycję, aż wreszcie westchnął i poddał się...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Ogniem i mieczem - Tom I Rozdzial VI- Moci ksi - odpar Bychowiec - aska to wysoka waszej ksicej moci, e mogc rozkaza, na moj wol to zdajesz, ktrej aski nie...
- Przedstawiony w tym rozdziale projekt pomylany by jako opisowa analiza wywiadw przeprowadzanych przez kuratorw z podopiecznymi, oparta na badaniu aktw mowy...
- JOWISZ W ZNAKU RAKAZnaczenie oraz pełny wpływ Jowisza w znaku Raka, daje się zauważyć dopiero w środku życia, ponieważ pozycja taka, gdy chodzi o znak Raka,...
- Jak wspomniano w poprzednim rozdziale, tworzenie aplikacji modularnej wymaga dodatkowych prac projektowych i podjęcia odpowiednich decyzji, ale w...
- ¨W każdym rozdziale poznajesz nowe sposoby lepszego rozumienia i pobudzania swoich manifestacyjnych sił...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- Rozdział 30 - Nigdy nie widziałeś czegoś takiego na własne oczy?Sam podskoczył z wrażenia...
- Wsplnota pierwotna, antyczne niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm, wreszcie socja-lizm miay stanowi z mocy praw historii powszechnodziejowy model...
- Toteż gdy po długiej żegludze wylądowali wreszcie w przystaniach pelopone-skich, padali na twarze i obejmując ramionami starą ziemię wołali ze łzami jak...
- Rozdział 96Susan siedziała na sofie w Węźle nr 3, cała mokra i drżąca...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Za każdym razem, gdy przestawał go gnieść jeden kamień, pojawiały się dwa następne. Niezdarnie owinął się płaszczem. Noc była zimna, ziemia wysysała całe ciepło. I trwało to tak, odkąd pojmały ich Białe Płaszcze. Zdaniem Synów Światłości więźniowie nie potrzebowali ani koty, ani dachu nad głową.
Egwene, skulona w kłębek, wtulona w jego plecy w poszukiwaniu ciepła, spała głębokim snem wyczerpania. Nawet nie mruknęła, kiedy się poruszył. Perrina bolały wszystkie mięśnie, w rezultacie całodniowej wędrówki za koniem z postronkiem na szyi. Jednakże sen nie chciał do niego przyjść.
Kolumna poruszała się stosunkowo powoli. Jako że większość remont przepadła podczas potyczki z wilkami w stedding, Synowie Światłości nie parli na południe tak szybko, jak by chcieli. Zwłoka ta była powodem jeszcze jednego zarzutu, jaki wysuwano przeciwko dwojgu mieszkańcom Pola Emonda. Niemniej jednak podwójny, wijący się szereg parł naprzód stałym tempem - lord Bornhald miał zamiar dotrzeć za wszelką cenę do Caemlyn na czas - i Perrin cały czas czuł czający się gdzieś w zakamarku jego umysłu lęk, że jeśli upadnie, to wówczas Biały Płaszcz trzymający jego smycz nie zatrzyma się, nie dbając o rozkaz lorda kapitana Bornhalda, w myśl którego miano ich zachować przy życiu, aby mogli stanąć przed śledczymi w Amadorze. Wiedział, że jeśli do tego dojdzie, nic go nie uratuje. Ręce rozwiązywano mu jedynie wtedy, gdy jadł oraz na czas wizyt przy dole kloacznym. Z powodu postronka każdy krok był ważny, każdy kamyk pod stopą mógł się okazać zgubny. Szedł, cały czas napięty, badając grunt pełnym niepokoju wzrokiem. Gdy patrzył na Egwene, widział, że postępuje tak samo. Kiedy spotykała jego wzrok, jej twarz robiła się napięta i przestraszona. Żadne z nich nie ważyło się oderwać oczu od ziemi na dłużej, niż tylko na chwilę.
Gdy tylko Białe Płaszcze przystawały, osuwał się na ziemię niczym wyżęta szmata, tego jednak wieczoru myśli cwałowały. Skóra mu cierpła ze strachu, strachu który gromadził się od wielu już dni. Wystarczyło, że zamknął oczy, a widział to wszystko, co według Byara czekało ich zaraz po przybyciu do Amadoru.
Był przekonany, że Egwene nadal nie wierzy w wizje, jakie Byar rysował tym swoim beznamiętnym głosem. Gdyby wierzyła, nie byłaby w stanie spać, choćby nie wiadomo jak zmęczona. Z początku on też nie dowierzał. Nadal nie chciało mu się to pomieścić w głowie -- ludzie po prostu nie robią takich rzeczy innym ludziom. Jednakże Byar właściwie wcale nie groził, opowiadał o rozpalonym żelazie i kleszczach, o nożach do cięcia skóry i igłach do nakłuwania, w taki sposób, jakby mówił o piciu wody. I na pozór wcale nie po to, aby ich przestraszyć. W jego wzroku nie było nawet śladu, przyjemności czerpanej z czyjegoś przerażenia. Po prostu zupełnie nie dbał o to, czy boją się, czy będą torturowani, wreszcie czy będą żyć, czy umrą. W chwili kiedy Perrin to zrozumiał, zimny pot spłynął mu po twarzy. Dotarło do niego, że Byar po prostu mówi prawdę.
Płaszcze dwóch strażników zalśniły szaro w bladym świetle księżyca. Nie mógł dostrzec ich twarzy, wiedział jednak, że go obserwują. Jak by, ze :wiązanymi nogami i rękoma mógł próbować cokolwiek zrobić. Dopóki jeszcze było dostatecznie dużo światła, widział obrzydzenie w ich oczach i ostre spojrzenia, zupełnie jakby musieli strzec jakichś plugawych potworów, cuchnących i wstrętnych. Wszyscy Synowie Światłości tak na nich patrzeli. Przez cały czas.
"Światłości, jak mam ich przekonać, że nie jesteśmy Sprzymierzeńcami Ciemności, skoro oni są tego pewni?"
Jego żołądek skręcały mdłości. W końcu prawdopodobnie przyzna się do wszystkiego, po to tylko, by Śledczy dali mu spokój.
Ktoś nadchodził, jakiś Biały Płaszcz z latarnią w ręku. Zatrzymał się, by zagadać do strażników. Odpowiedzieli mu z wyraźnym szacunkiem. Perrin nie dosłyszał, o czym mowa, rozpoznał natomiast wysoką, posępną postać.
Zmrużył oczy, gdy latarnię przystawiono mu do twarzy. Byar trzymał w drugiej ręce jego topór, najwyraźniej już zdążył go sobie przywłaszczyć. W każdym razie Perrin nie zauważył, żeby się z nim rozstawał choćby na chwilę.