– Jasne – mruknął plutonowy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- EXT REF1 SELECT lub 1106 EXT REF2 SELECT – na COMM, COMM+AI1 lub COMM*AI1...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- znalazł i któż zaręczy, czy ją znajdzie? – Prawda jest! Ale gdy Bóg go przez nasze ręce od Bohuna uwolnił i przez tyle niebezpieczeństw, przez...
- Po prawej, najbliżej ściany hangaru, stały bok w bok nowiutkie Gromy i Błyskawice – nieco mniejsze wozy bojowe przystosowane do przewozu piechoty...
- - Dziwne - mruknął Durnik i kopnął mokrym butem w idealnie prosty kraniec jednego z bloków...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Polecenie traceroute zwykle jest wykorzystywane w ten sposób, jak polecenie ping – jako parametr należy podać nazwę hosta docelowego...
- Krzysztof przetarł palcami oczy i powtórzył bezdźwięcznym głosem: – Precz, precz, zabierzcie stąd tego człowieka...
- • skrzynia biegów, długa – ponieważ jest wiele szybkich partii (łuki, czasami proste), na których to właśnie dużą prędkością można sporo...
- Czemu więc płakała? Obawiał się jednak, Ŝe jeśli będzie próbował nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoił ją...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie wspomniał, że poprzednio to stanowisko zajmował Dokkum. Mieszkaniec planety Nepal był ekspertem od wszystkiego, co miało związek wysokością. Niestety, był. Zginął tuż przed Ran Tai.
– To trochę potrwa – powiedział po chwili Julian. Gęsta mardukańska dżungla ustępowała pola rzadszemu, zrzucającemu liście lasowi, ale nawet on kończył się daleko przed szczytem grzbietu. Widać tam było niewyraźny szlak wydeptany przez miejscowe odpowiedniki kozic, ale dotarcie do niego nie wydawało się łatwe. Sam grzbiet wznosił się jakieś pięćset metrów nad ich obecną pozycją, a każdy z tych metrów był niemal pionowy.
– Tak czy inaczej, pchniemy Vashinów tuż przed świtem – powiedział Roger. – Musicie wtedy być na pozycjach.
Mardukańska noc trwała osiemnaście godzin, co dawało marines co najmniej piętnaście godzin na dojście na miejsce. Julian myślał przez kilka sekund, potem kiwnął głową.
– Da się zrobić, szefie. – Pokręcił głową w udawanym żalu. Muszę coś zrobić, żeby tyle nie umieć.
Roger parsknął śmiechem i klepnął go w plecy.
– Wyobraź sobie tylko, jakie historie będziesz mógł opowiadać w klubie podoficerskim. Już nigdy nie będziesz musiał płacić za piwo.
Julian znów spojrzał na górskie bezdroże i kiwnął głową.
– O, to dobra motywacja. Darmowe piwo. Darmowe piwo. Będę to sobie powtarzał.
103
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY
Macek splunął poza krawędź urwiska i pokręcił głową.
– Kiedy patrzysz w otchłań, ona patrzy na ciebie – mruknął.
– Nie filozofuj, tylko się wspinaj – warknął Gronningen z szerokiej półki u podstawy drugiego wierzchołka.
Drużyna była rozciągnięta na ostrym jak nóż grzbiecie, który łączył dwa górskie szczyty. „Płaska” powierzchnia miała nie więcej niż metr szerokości, a po obu stronach opadały w dół strome zbocza. Grupa szturmowa musiała pokonać niemal pionową krawędź drugiego wierzchołka, żeby znaleźć się nad cytadelą.
– Tam była półka – powiedział Julian, sapiąc. Grzbiet znajdował się na wysokości prawie pięciu tysięcy metrów nad poziomem morza, co oznaczało, że było tu mało tlenu. Do tego Julian pozwolił Gronningenowi narzucić tempo wspinaczki, wiedząc, że niestrudzony Asgardczyk przegoni ich aż do kresu wytrzymałości... I rzeczywiście tak było. – Jakieś czterysta metrów w górę i na północny zachód – dodał.
– Chyba ją widzę – stwierdził Gronningen. Włączył przybliżenie i przyjrzał się ukształtowaniu terenu. – Wąska. – Zdjął hełm i otarł pot z czoła. Noc była chłodna, a z doliny wiał silny wiatr, ale tempo marszu wyciskało ze wszystkich siódme poty, jakby wciąż byli w mardukańskiej dżungli. – Naprawdę wąska.
– Najlepsza, jaką Jego Wysokość mógł wypatrzyć przed zachodem słońca – odparł Julian, sprawdzając w tootsie godzinę. –
Mamy jeszcze cztery godziny.
– Spokojnie zdążymy – powiedział Gronningen, zakładając hełm i podnosząc plecak. – Jeżeli wreszcie się ruszymy.
– Prowadź, Mule – westchnął Julian. – Naprzód.
* * *
Julian wychylił się poza krawędź wąskiej półki i przesunął płomieniem laserowego skanera po dachach fortecy w dole.
– Dwa tysiące metrów.
– Regulaminowa górna granica – powiedział Macek, kręcąc powątpiewaniem głową. – Wysoko.
– Wysoko – zgodził się Julian.
Granitowy występ faktycznie był wąski. Stosunkowo niedawno – z geologicznego punktu widzenia – ruchy górotwórcze pofałdowały tę górę i wysunęły poziomą półkę, wystawiając ją na działanie erozji. Z czasem zmieniła się w półmetrowej szerokości nawis nad dwukilometrową przepaścią.
– Nie mamy innego wyjścia – dodał dowódca drużyny. – Wygląda na to, że jesteśmy nad samymi wewnętrznymi umocnieniami. Rozstawcie się ostrożnie, i na miłość Boską, uważajcie, żeby się nie zaplątać. Te cholerne pajęczaki potrafią przeciąć człowieka na pół.
– Jasne, ale za to działają – powiedział Gronningen, ukradkiem przymocowując karabińczyk do uprzęży wspinaczkowej plutonowego. Jego głos i wycie nocnego wiatru zagłuszyły towarzyszące temu ciche pstryknięcie... A potem zepchnął Juliana z urwiska.
Julian nie mógł niczego zrobić – uderzenie w plecy było zbyt niespodziewane. Poleciał do przodu i w dół, odruchowo układając ciało w deltę, manewrową pozycję sky–divingu. Jego mózg gorączkowo przeszukiwał listę sposobów na przeżycie upadku, ale nie mógł niczego znaleźć; nie mógł też zrozumieć, dlaczego jeden z jego najlepszych przyjaciół właśnie go zabił.
* * *
Macek obrócił się gwałtownie, unosząc karabin, ale Gronningen podniósł do góry rękę z wyjącym kołowrotkiem pajęczaka.
Było oczywiste, że drugi koniec żyłki jest przymocowany do Juliana.
– Co ty, kurwa, robisz, Gron? – warknął kapral. – Masz jakieś dwie sekundy, żeby to wyjaśnić!
– Tylko to – powiedział Gronningen z rzadkim u niego uśmiechem. Przymocował kołowrotek mag–klamrą do skały i włączył
napinanie. – Teraz już wiemy, że działa, zgadza się?
* * *
Julian patrzył w dół, na blanki wznoszące się sto metrów pod nim. Przyglądał się im dość uważnie już od dłuższego czasu, odkąd pajęcza żyłka powoli wyhamowała jego upadek. Nie mógł właściwie robić nic innego; wisiał głową w dół.
Usłyszał cichy grzechot kamieni i obok niego pojawił się Gronningen, także odwrócony do góry nogami.
– Gronningen, co ty odpieprzasz? – spytał Julian z groźbą śmierci w głosie.
– „Ja też cię kocham, stary” – zacytował Asgardczyk. – Pamiętasz, co powiedziałem w Voitan? Że ci odpłacę?
– Ach, ty sukin...
– Aaa! – Asgardczyk wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Jak pociągnę za tę klamrę, bardzo zaboli, kiedy spadniesz na dach tego czegoś w dole.