biorÄ…c jakÄ…Å› sporÄ… paczkÄ™...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- ***Ale z tym śmiechem przyszła jakaś dziwna otucha, a za otuchą - wiara...
- Bogatsi pławili się w hulance, średniacy obierali jakiś zawód biorąc z rezygnacją biret lub szpadę, najbiedniejsi rzucali się w entuzjazm na zimno, w...
- później ponad siedemdziesiąt pięć tysięcy polskich żołnierzy oraz czterdzieści których ‼szare twarze tak różniły się barwą od twarzy...
- Bomani, jak wszyscy mardukańscy barbarzyńcy, potrzebowali do życia dużych przestrzeni...
- lękam, siedzieć będę, dopóki od brata nie otrzymam wiadomości, co chce, abym z sobą po- stanowiła...
- Wróciłem do pokoju, zmyłem naczynia po śniadaniu, posłałem łóżko, a potem usiadłem przy stole, wypisałem czek na pięćdziesiąt funtów, napisałem...
- dyscyplina (Herbert, 1989)...
- - Nie mogliśmy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Okazało się, że pakunek, który miał na kolanach, był owiniętą w papier klatką. Uchylił
jej drzwiczki i wyjrzał z nich ruchliwy nosek królika.
- Bardzo miłe stworzenie - oświadczyłem. Cagliostro odetchnął z ulgą.
- A już sądziłem, że pan nie lubi zwierząt.
- Dla mnie zaskroniec nie jest zwierzęciem - odrzekłem zdecydowanie.
- Przecież należy do fauny - odparł.
- Wolę florę - stwierdziłem szczerze, choć króliczek był sympatyczny.
Przypomniała mi się piosenka Skaldów o króliczku i nucąc ją pod nosem, wyruszyłem
wehikułem z Krakowskiego Przedmieścia.
Czy kto widział, jak biegnie króliczek ulicą?
Czy to widział kto? Czy to widział kto?
W naszym mieście szukali króliczka ze świecą
Aż dopadli go, Aż dopadli go....
Ho, ho, ho, ho, ho, Ho, ho.
W gruncie rzeczy mistrz Cagliostro wydał mi się bardzo miły. Może dlatego, że widok
mego wehikułu nie wzbudził w nim drwin ani nawet najdrobniejszej złośliwej uwagi. Przez
chwilę miałem nawet podejrzenia, że domyśla się, jak potężny silnik kryje to pokraczne pudło
przypominające skrzyżowanie czółna z namiotem na kołach. Ale przecież byłby to absurd!
Cóż można napisać o podróży w towarzystwie iluzjonisty, króliczka, białych myszek i
zaskrońca?
Dzień był słoneczny, bezchmurny, ciepły. Asfaltowa szosa międzynarodowa E 81
pozwalała na dużą szybkość. Mijałem lasy, pola, miasteczka i wioski, a przecież nie
przetrwało w mej pamięci nic z uroków tak długiej jazdy samochodem.
Cagliostro rozsiadł się wygodnie w samochodowym fotelu i natychmiast zasnął. A
wtedy z kieszeni jego surduta najpierw ostrożnie wylazły dwie białe myszy i usadowiły mu
się na kolanach. Potem wystawił swój łeb zaskroniec. Popatrzył na śpiącego Cagliostra,
zerknął na mnie, a później na myszy. Stwierdziwszy zapewne, że mistrz śpi mocno,
wypełznął z jego kieszeni - i jeśli się nie mylę - usiłował połknąć którąś z myszek. Obydwie
uciekły więc na tylne siedzenie, a zaskroniec z kolan Cagliostra przelazł na moje i zwinąwszy
się w kłębek, zasnął na nich w najlepsze.
Ja - dwukrotnie nieomal nie spowodowałem wypadku. Naprawdę, trudno jest
prowadzić samochód z zaskrońcem na kolanach i myszami, które buszują po kieszeniach.
Wreszcie nie wytrzymałem. Trąciłem mistrza w ramię.
Obudził się. Pojął chyba grozę sytuacji, bo zabrał mi z kolan zaskrońca i znowu
wpakował go sobie do kieszeni.
- Wolałbym, żeby pan nie spał - powiedziałem.
- Zgoda. Będziemy rozmawiać - odrzekł.
Ale właściwie o czym można rozmawiać z mistrzem czarnej i białej magii?
Byłem jednak gospodarzem w samochodzie, do mnie należało narzucenie tematu
konwersacji. Nie sądziłem, aby sprawy ochrony zabytków lub zagadnienie walki z
handlarzami antyków mogły go zainteresować. Spróbowałem więc z innej beczki.
- Czy długo uczył się pan wiedzy tajemnej? I na jakiej uczelni? - zapytałem.
Odpowiedział pytaniem:
- Pan jest idealistÄ… czy materialistÄ…?
- MaterialistÄ…...
- Nie wierzy pan w cuda oraz w wiedzÄ™ tajemnÄ…?
- Wszystko polega na fałszu i zręczności - wypowiedziałem się szczerze o wiedzy
tajemnej.
Nie obraził się.
- Wszystko jest iluzją - zrobił nieokreślony ruch ręką, jakby dając mi do zrozumienia,
że iluzją jest również mój samochód, ja sam i cały otaczający nas świat. - Żyjąc w świecie
iluzji, przestałem odróżniać fałsz od prawdy. Zresztą - dodał z odrobiną smutku - prawie
zawsze oszukuję. To już skrzywienie zawodowe. Zazwyczaj na pytanie, gdzie zdobyłem
wiedzę tajemną, odpowiadam: w Indiach albo u tybetańskich mnichów. Panu odpowiem
inaczej: skończyłem Sorbonę.
O czym rozmawiać z człowiekiem, który programowo, że tak powiem z zasady, nie
mówi prawdy? Znowu więc jakiś czas jechaliśmy w milczeniu, co upewniło tkwiące w
surducie stwory, że iluzjonista zasnął. Dlatego znów ujrzałem wychylającą się z kieszeni
głowę zaskrońca.
- Bądź grzeczny, Piotrusiu - upominał go Cagliostro, delikatnie gładząc palcem łepek
węża.