Wróciłem do pokoju, zmyłem naczynia po śniadaniu, posłałem łóżko, a potem usiadłem przy stole, wypisałem czek na pięćdziesiąt funtów, napisałem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Metody przetwarzania AC Przetworniki delta Przetworniki delta charakteryzują się błędami przy szybkich zmianach sygnału...
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- sność drugiej ćwierci; suma wniesiona do wspólnoty stanowić będzie jedną czwartą właści- wego wkładu, pozostałym zaś przy życiu małżonkom...
- Kosmonauci informowali:- Zdumiewa twardy sen mieszkańców miasta, nie reagują zupełnie na światła lamp, przy pomocy których odnajdujemy drogę w labiryncie...
- Chrystusa i Samarytankê - naturalnie przy studni - Malczewski malowa³ trzykrotnie, ale ¿adne z tych ujêæ nie odpowiada, jak podkreœla Kazimierz Wyka, przekazowi...
- Panowie polscy i szlachta znajdujący się podówczas przy boku królewskim, zafrasowani wielce odstąpieniem ziemi podolskiej, składali potajemne rady i...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie mogłem okazać, jak mi jest smutno, bo byśmy oboje oszaleli. Proszę, noś te kolczyki. Proszę, weź te pieniądze, kup sobie skuter i pojedź tam, gdzieśmy jeździli - albo kup sobie coś innego, co chcesz. Proszę, dbaj o siebie. Boże drogi, jakżebym chciał być wart tego, żeby na mnie czekać...
Nicholas
List miał brzmieć spontanicznie, ale obmyślałem go przez wiele dni. Włożyłem czek i kartkę do koperty, położyłem ją na kominku wraz z pudełeczkiem z dżetowymi kolczykami, które kiedyś zobaczyliśmy na wystawie zamkniętego wówczas antykwariatu. Potem ogoliłem się i poszedłem po taksówkę.
Kiedy taksówka skręciła na najbliższym rogu, czułem przede wszystkim ulgę, że udało mi się uciec, nieco mniej wyraźne, ale bardziej obrzydliwe było przekonanie, że Alison kocha mnie bardziej niż ja ją, a zatem w jakiś nieokreślony sposób odniosłem zwycięstwo. Tak więc oprócz podniecenia podróżą w nieznane i radością, że znów rozwijam skrzydła, miałem przyjemną świadomość triumfu. Było to uczucie oschłe, ale ja ceniłem oschłość. Zdążałem w stronę Victorii, jak zgłodniały człowiek zdąża na dobry obiad po paru szklaneczkach Mananzilli. Zacząłem nucić pod nosem, bynajmniej nie dlatego, aby dzielnie ukryć żałość, po prostu miałem ochotę uczcić chwilę odzyskania wolności.
7
Cztery dni później stałem na Hymecie, patrząc w dół na wielki zespół Aten i Pireusu, na miasta i przedmieścia, na domki rozrzucone jak tysiąc kości po attyckiej równinie. Na południu rozciągało się czyste, błękitne, letnie morze, na nim blade wyspy koloru pumeksu, a dalej nad horyzontem sterczały pogodne góry Peloponezu. Pogodne, wspaniałe, majestatyczne: szukałem jakichś mniej zużytych przymiotników, ale każdy wydawał się zbyt ubogi. Wzrok mój sięgał co najmniej osiemdziesiąt mil w dal, wszystko było przejrzyste, wspaniałe, prześwietlone, ogromne, takie jak przed wiekami.
Poczułem się, jakbym odbywał podróż w kosmos. Stałem na Marsie, po kolana w tymianku, pod niebem, które zdawało się nie znać kurzu ani chmur. Spojrzałem na moje blade, londyńskie ręce. Nawet one wydawały się zmienione, były mi obrzydliwie obce, były czymś, od czego już dawno powinienem się był odżegnać.
Kiedy to śródziemnomorskie światło opadło na otaczający mnie świat, zobaczyłem, że jest ono wspaniale piękne, ale kiedy mnie dotknęło, poczułem jego wrogość. Wydawało się, że nie oczyszcza tego, na co pada, lecz zżera. Czułem się tak, jakby za chwilę w świetle reflektorów miało się rozpocząć przesłuchanie, wydawało mi się, że przez otwarte drzwi widzę stół, do którego przymocowane są rzemienie, moje dawne ja wiedziało, że tego nie wytrzyma. Częściowo był to strach, elementarny strach przed miłością, bo od momentu przyjazdu poczułem się zakochany, na zawsze zakochany w greckim pejzażu. Ale wraz z miłością pojawiło się rozdrażnienie, poczucie niemożności, poczucie niższości, jakby Grecja była kobietą tak pociągającą fizycznie, że musiałem się w niej rozpaczliwie zakochać, a równocześnie miała w sobie tak arystokratyczny spokój, że nie czułem się na siłach, by próbować ją zdobyć.
Żadna z przeczytanych przeze mnie książek nie wyjaśniała, na czym polega ta złowieszcza fascynacja, jaką wywołuje Grecja, ten jej aspekt Circe, to coś, co sprawia, że jest jedyna i niezastąpiona. W Anglii przyroda, a właściwie to, co z niej pozostało, jest oswojone i żyjemy w spokojnej symbiozie z pejzażem i miękkim północnym światłem; w Grecji światło jest tak cudowne, tak wszechobecne, tak intensywne i gwałtowne, że wzbudza natychmiast namiętność, miłość połączoną z nienawiścią. Wiele miesięcy trwało, nim to zrozumiałem, a pogodziłem się z tym dopiero po wielu latach.
Nieco później tego dnia stałem przy oknie pokoju hotelowego; do hotelu tego skierował mnie młody znudzony urzędnik British Council. Przed chwilą skończyłem list do Alison, ale wydawała mi się już czymś bardzo odległym, nie w przestrzeni, nie w czasie, ale w innym wymiarze, który nie ma nazwy. Może po prostu w rzeczywistości. Patrzyłem na Plac Konstytucji, miejsce spotkań całych Aten, przyglądałem się gromadkom spacerowiczów, białe koszule, ciemne okulary, nagie opalone ramiona. Syczący szmer unosił się znad stolików kawiarnianych tarasów. Panował upał, taki jak w Anglii w lipcu, a niebo było dalej doskonale czyste. Wychyliwszy się z okna i spojrzawszy na wschód mogłem dojrzeć Hymet, na którego wierzchołku stałem rano, jego zachodnie zbocze lilaróżowe jak cyklamen. Z drugiej strony nad chaosem dachów wznosiła się masywna czarna sylwetka Akropolu. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem, więc aż nierzeczywiście. I poczułem się tak samo radośnie zdezorientowany, tak samo szczęśliwy z pełnej wyczekiwania samotności jak Alicja w krainie czarów.