***Ale z tym śmiechem przyszła jakaś dziwna otucha, a za otuchą - wiara...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- ponieważ dopóki nie będziemy wiedzieli więcej o tkwiących w człowieku siłach, nie możemy mieć nadziei, iż dowiemy się czegoś więcej o przyszłości i...
- Ponieważ jestem tylko tym ciałem, już dziś gnijącym w jakimś momencie przyszłości, tym staromodnie piszącym szkieletem, czuję, że to ciało żąda siebie,...
- Chciałam to teraz powiedzieć Beacie, żeby ją skłonić do przemyślenia kwestii i urwałam, bo przyszło mi na myśl, że może spowoduję tym pierwszy krok na drodze...
- Pewnego wieczoru Faks specjalnie przyszedł do Robintona, by go wyzwać na pojedynek walki wręcz; nie ze sobą, ale z jednym ze swoich młodych gospodarzy...
- drcu, iż barzo rad patrzał na ty swowolne a wszeteczne krotofile a sprawy ludzkie, to się im uśmiawszy a nadziwowawszy zasię, to po woli dyscypułum przyszedszy,...
- VIII Urojenia Kelvina Hallidaya Następnego ranka byli w ogrodzie, kiedy przyszła pani Cocker z pilną wiadomością...
- otwarcie się horyzontu czasowego w przyszłość, lecz raczej w przeszłość:„Idziemy do przodu oglądając się za siebie" - napisał jeden z...
- — Cha! cha! cha!— Åšmiech paÅ„ski rani moje serce...
- Przyszła odpowiedź z Infortechu, gdzie przez ostatnie trzy lata pracowała Kathy Voskuhl...
- • zaufanie,PRZYSZ£E KIERUNKI ROZWOJU PSYCHOPATOLOGII739• otwarcie,• nazywanie problemów po imieniu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Myśliwy miał wyruszyć o zmroku, wszyscy patrzyli na niego i wierzyli, że uda mu się przebić i odnaleźć wojsko. Ta nie poparta niczym wiara była ostatnią rzeczą, jaka pozostała tym ludziom; trzymali się jej kurczowo i podsycali w sobie, by nie umarła, by była.
I czekali na szturm, który postanowili przetrzymać. Właśnie tak: postanowili przetrzymać. I byli tak pewni, że przetrzymają, tak o tym przekonani, że niemal wyglądali go z niecierpliwością. Przetrzymać szturm znaczyło: doczekać odsieczy. To miał być ostatni szturm, gdyby im ktoś powiedział, że zaraz po nim może nastąpić czwarty - chyba wyśmialiby go. Nie ma "czwartych szturmów". Trzeba przetrzymać trzeci, a potem - będzie odsiecz.
Człowiek próbujący temu zaprzeczyć zostałby poturbowany, jeśli nie zabity.
Po południu przeleciał lekki deszczyk, który jednak miał dość siły, by ugasić dogorywające zgliszcza. Uznano to za dobry znak; dobrym znakiem stało się naraz wszystko: to, że ktoś się potknął i nie przewrócił, to, że ocieliła się jedna z krów i to, że nie szczekające nigdy w pobliżu Alerczyków psy pogryzły się nagle między sobą i zaczęły ujadać.
W oczekiwaniu szturmu pochowano zabitych i zebrano broń. Było jej teraz tyle, że każdy mógł sobie wybrać taką, jaka mu najbardziej odpowiadała.
W jukach znaleziono kuszę Birenety. Rawat wiedział od początku o tej świetnej, dalekosiężnej broni, ale nie było do niej korby, a nikt prócz Birenety i Drwala nie umiał napiąć jej ręcznie. Teraz okazało się, że potrafi to kowal. Natychmiast nałożono bełt i kowal wystrzelił na chybił-trafił w stronę wzgórza. Pomimo dużego oddalenia i wątpliwych umiejętności strzelca, czwarty z rzędu pocisk chyba trafił któregoś z kopaczy. Uznano to - oczywiście - za dobry znak, choć trafienie w gęsto skupiony na niewielkiej przestrzeni tłumek robotników nie było znowu takim wielkim cudem.
Prace na wzgórzu posuwały się w szybkim tempie, teraz już było widać wyraźnie, że odsłonięty kawałek posągu przedstawia wielki, płaski łeb jakiejś poczwary. Na szturm się nie zanosiło, zdjęto pierścień obejmujący dotąd osadę, ogromna większość wojowników pracowała przy kopaniu, tym bardziej, że wielu jeńców padło z wyczerpania. Tylko duży oddział jazdy stał w gotowości u stóp wzniesienia; Rawat odniósł wrażenie, że pracowaliby i oni, gdyby tylko było dość narzędzi.
Osadą nie interesowano się wcale, gdyby nie ów oddział konnych, oblężeni mogliby spokojnie wyjść zza barykad i pomaszerować w dowolnym kierunku.
Myśliwy wyruszył jeszcze przed zmierzchem, prowadząc dwa luźne konie na zmianę. Od północy nie było żadnych oddziałów, a szczątki wsi zasłoniły jego odjazd przed wzrokiem czarnych jeźdźców. Od tej chwili pozostawało tylko czekać.
Zapadł zmierzch, potem nadciągnęła noc. Na wzgórzu palono ogromne ognisko i kopano. Wieś pozostawiono w spokoju. Szturmu nie było.
Spali mocnym snem wszyscy i gdyby nieprzyjaciel uderzył tej nocy, wziąłby barykady bez oporu. Rawat rzecz jasna powystawiał straże, ale czuwała tylko pierwsza zmiana, złożona w większości z żołnierzy. Druga wachta zaspała i trzeciej ani następnych nie obudzono w ogóle.
Spał także i Rawat, po raz pierwszy od kilku nocy. Spał twardo i spokojnie.
Przed świtem obudził się Doltar. Zaniepokojony głęboką ciemnością, w której tonęła wieś i brakiem wart rozpalił ognisko i postawił na nogi dowódcę. Rawat długo stał w miejscu, patrząc na zniszczoną wieś, jakby nie mógł uwierzyć, że to wszystko jest jawą, nie snem. W migotliwym blasku ogniska widać było jego zmęczoną twarz: zaciśnięte, popękane usta, od wielu dni nie golone policzki i zmarszczone brwi.
Poszli z Doltarem na południową barykadę. Wspięli się na jej szczyt i usiedli pośród połamanych desek. Patrzyli na jasne wzgórze.
- Powiedz, Doltar, co oni robiÄ…? Co oni robiÄ…, Doltar?
Gwardzista pokręcił głową.
- Smok o żabim pysku - rzekł jakby do siebie. - Widziałem taki rysunek na tarczy jednego znacznego wojownika... Bardzo dawno. Nie wiem, co oznacza.
Siedzieli dalej w milczeniu.
- Grombelardczyk opowiadał kiedyś legendę - rzekł znowu Doltar. - Przypomniała mi się dziś w nocy.
- Legenda?
- Tak, legenda... Ale to miało być w Grombelardzie... a może nie? O smoku uwięzionym w ziemi. Nie wiem, nie pamiętam.
- Co dalej?
- Nikt nie wie, gdzie to jest. Ale raz na sto lat jest kilka dziwnych dni, kiedy można smoka obudzić... Po co - nie wiem. Nie pamiętam, ledwie co wtedy słuchałem. Przecież to tylko bajka.
Znów milczeli.
- Ale tutaj - dorzucił jeszcze topornik - to tereny Aleru. To nieprawda, panie, że jesteśmy w swoim prawie, walcząc o te ziemie. Kiedyś był tu Aler. Dopiero myśmy przesunęli granicę na góry. I Aler - to wcale nie tłumaczy się Kraj-Za-Górami.
- A jak?
- Po prostu: Nasz Kraj.
Milczenie.
- SkÄ…d to wiesz?
Doltar wskazał ziemię.