lękam, siedzieć będę, dopóki od brata nie otrzymam wiadomości, co chce, abym z sobą po- stanowiła...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Proszę pani, jeśli pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy Pięćdziesiątej Piątej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- wszystkiego, co si dzieje, ni z teory, odgrywajcej si we wszystkiem, co sidzieje, w o l i m o c y...
- CZ Ł O W IE K N IE P E Ł N O SP R A W N Y JA K O „IN N Y ” W U JĘ C IU K O N C EPC JI S O C JO L O G IC Z N Y C H 93 Niepełnosprawność może pociągać za sobą nie tylko negatywne...
- W ciągu trzech pierwszych miesięcy od czasu przeniesienia się do nowej siedziby byłem wciąż bardzo zajęty i prawie nie widywałem mego przyjaciela Holmesa...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- * * * — Wiadomość z obozu Charon, towarzyszu admirale — zameldował porucznik Fraiser i widząc gest Tourville’a, odczytał jej...
- doywotnikiem a zobowizanym takie stosunki, e nie mona wymaga odstron, eby pozostaway nadal w bezporedniej ze sob stycznoci, sd nadanie jednej z...
- Poniewa¿ ta regu³a daje nam w rezultacie program wysy³aj¹cy, wiadomoœæ jest przekazywana temu programowi do dostarczenia...
- Zanim jeszcze David skończył mówić, Cantor zerwał się z miejsca tak gwałtownie, że przewrócił krzesło, na którym przed chwilą siedział...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Ja także — odezwał się starosta — goniłem próżno za wozem pańskim, chcąc się mu
pokłonić. Nie dopuszczono mnie pod pozorem, iż usnął w drodze.
— Jam teraz na opiece waszej — dodała smutnie Anna. — Dzięki choć za to Bogu, iż od-
jechał, nie mając żalu do mnie, żem mogła przebłagać go za nie moją winę. Dziś z rana dał mi
krótkie posłuchanie. Dłuższym by ono stało się może, ale czyhano na niego, aby mu się po-
czciwe, braterskie otworzyć nie mogło serce.
Królewna zapłakała.
— Miłościwa Pani — odezwał się Wolski — łzy tu nie pomogą, męstwa potrzeba i wiel-
kiego serca, bo, nie daj Bóg, przyjdzie chwila, gdy na Waszej Miłości męstwie losy narodu
spoczywać będą. Cud stać się może i zdrowie powróci, lecz tak, jak dziś jest król, nie obie-
cują mu dni długich doktorowie. W przewidywaniu nieszczęścia tego w całym kraju niepokój
się szerzy i trwoga. Król żyw, a już biegają obcych panów posły i szpiegi, jednając im przyja-
ciół. Cesarz Maksymilian zdaje się ze wszystkich na j czynniejszym dotąd, a że ma po sobie
kardynała, który stanie za wielu, bodaj abyśmy w rakuską91 niewolę nie popadli.
Królewna słuchała ciekawie, łzy ocierając.
— Wasza to rzecz — odezwała się — zapobiec wcześnie, aby się wam krzywda nie stała.
— A razem i Miłości Waszej — dorzucił Wolski. — Ja do cesarskich nie należę, a wolał-
bym, abyśmy francuskiego księcia, którego karzeł zaleca, dostać mogli.
Zarumieniła się królewna Anna, ale Wolski nie mógł dostrzec zmiany na jej twarzy, bo łzy
jeszcze ciągle ocierała.
— Krassowski tak samo, jak tu — dodał Wolski — w Krakowie panom Zborowskim opo-
wiadał o księciu andegaweńskim i zaręcza, że bardzo wzięli do serca jego kandydaturę do
korony.
— Wszystko to za wczesne — szepnęła Anna.
— Miłościwy pan nasz, gdyby mu nawet Bóg życia przedłużyć raczył — podchwycił Wol-
ski — zawsze by sam nawet, bezdzietnym będąc, powinien myśleć o wyborze następcy, przy
czym i Waszej Miłości los przyszły mógł i powinien był zabezpieczyć.
— A, mój starosto — tęskno i smutnie odezwała się królewna — mój los dla wszystkich
ostatnią będzie rzeczą, o której pomyślą. Jam na sieroctwo bez opieki skazana.
91 r a k u s k ą —austriacką (Rakuzy albo Rakusy — staropolska nazwa Austrii)
49
— Nie — sprzeciwił się Wolski — jeżeli Miłość Wasza zechcesz tylko dla samego dosto-
jeństwa krwi swej o prawa swe się upominać i zamiast łez okazać energię i wytrwanie. Ja
mam lepsze przeczucia. Po tych dniach smutnych Bóg i nam, i Miłości Waszej nagrodzi ja-
śniejszymi.
Nie śmiała królewna wspomnieć staroście o pozostawionych u niej wizerunkach królew-
skiej rodziny ani o Krassowskim, którego sobie jeszcze widzieć życzyła, lecz sam Wolski
napomknął zaraz, jak miłe miał towarzystwo karła, który przebywał w domu jego, zapytując
królewnę, czyby mu dozwoliła raz jeszcze pokłonić się sobie.
Półsłówkiem zgodziła się Anna na to zapytując, co dalej z sobą myśli ów gość poczynać,
zostanieli w Polsce czy nazad do Francji się wybiera.
— Nie wiem — rzekł starosta — ale mi się zdaje, że odwiedziwszy na Podlasiu rodzinę,
wróci naprzód do panów Zborowskich, którzy go sobie bardzo upodobali, a ci pono tak biorą
do serca Henryka na przekorę tym, którzy się już dziś z cesarzem noszą, iż gotowi Krassow-
skiego użyć za narzędzie.
Nowy rumieniec okrył twarz Anny, która nic nie odpowiedziała.
Wolski wkrótce ją pożegnał, ale zaraz nazajutrz z południa zjawił się tu znowu, Krassow-
skiego przywożąc z sobą. Karzeł, jakby chciał okazać, iż francuskiego dworu przejął obycza-
je, ustroił się jeszcze staranniej niż pierwszym razem i było mu dziwnie do twarzy w tych
sukniach tak szytych, przyozdobionych, wykwintnych, jakby najwybredniejszej niewieście
przeznaczone były. Od sukni i płaszczyka począwszy, aż do kapelusza i łańcucha, wszystko
znowu było inne, nowe i dobrane, aby piękną stanowiło całość. Śmielszy teraz, wesół, Kras-
sowski opowiadał o zabawach wykwintnych dworu, o pałacach i rezydencjach królewskich, o
przepychu królowej, o jej rozumie wielkim i nadzwyczajnej przebiegłości. Mało co o królu
Karolu mówiąc, przeszedł zaraz do księcia andegaweńskiego, wielkiego ulubieńca matki,
który rozum i talenta jej miał odziedziczyć, a być bardzo mogło, że i tron francuski później
mógł spaść na niego.
Królewna słuchała z zajęciem, chociaż ani pytać, ani okazywać nie śmiała, że to ją żywo
obchodziło. Bolało ją wielce, że słuchając o przepychu, o wykwintności dworu, do którego
karzeł był przywykłym, sama tak ubogo i skromnie, sieroco go przyjmowała. Rzuciła więc o
tym słówko, jako ona i brat w podróży byli, a z powodu słabości króla wszystko się rozprzę-
gało.
Krassowski, któremu na osnowie do opowiadań o dworze, o najgłówniejszych osobach,
otaczających króla młodego i królowę matkę, nie zbywało, gwarząc o różnych przygodach, o
zabawach i zajęciach, kilka godzin zajmował królewnę, a musiał ją w istocie zainteresować,
gdy żegnającemu się zapomniała oddać pozostawionych wizerunków. Przypomniała je sobie
za późno, gdy już starosta z Krassowskim do kolebki wsiedli, a posyłać je za nimi wstydziła
się. Tak więc zostały przy niej jeszcze i biedna królewna uradowała się w duszy, że mogła
lepiej się przypatrzeć tej nadziei swej, której wstydziła się, ale wyrzec nie chciała.
Wszystko się tak jakoś składało, jak gdyby Opatrzność, ulitowawszy się nad nią, miała za
długie dni łez i tęsknoty, za opuszczenie i sieroctwo niespodzianie świetnym nagrodzić losem.
Serce jej biło na tę myśl, że i ona mogła mieć rodzinę, męża, dziecię... własną wolę i moc
dobrze czynienia ludziom, gdy teraz skrępowana nawet litościwą być nie miała z czego. To
imię Henryka powtarzało się jej ciągle, obraz młodzieńczego narzeczonego przesuwał się
przed jej oczyma. Wprawdzie Ernest rakuski był także młodym, był synem cesarskim, ale
jakiś wstręt i obawę czuła dla tego domu, z którym połączenie nigdy szczęścia Polsce nie