Bogatsi pławili się w hulance, średniacy obierali jakiś zawód biorąc z rezygnacją biret lub szpadę, najbiedniejsi rzucali się w entuzjazm na zimno, w...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- V-XVwiekUniwersytety œredniowieczaV-XVwiek65+ 77VI...
- Kiedy uważa się jakiś rząd (niezależnie od metody wyłaniania władzy) za dostawcę bezpłatnych usług, to wkrótce zacznie on powiększać ich zakres i...
- Moulin Leo - Codzienne życie zakonników w Å›redniowieczu (X-XV wiek), 5HIGIENANec alia tonsura quisquam, nisi nobis solita, tonsurari affectat (Niech nikt siê...
- Widziałem też ludzi, którzy jedli glinę - jakiś specjalny gatunek, która podobno robiła dobrze na krwawą biegunkę...
- Sztylet w jakiś sposób wypadł z rany na szyi martwego mężczyzny - prawdopodobnie sam wyszarpnął go w agonii...
- 72 Taka mowa obejmuje wiêkszy zakres dŸwiêków; w mowie potocznej wykorzystuje siê œrednio 4-5 dŸwiêków...
- jakiś rysunek słowa wypisane ręką Hali: „Nadzieję trzeba mieć zawsze...
- - Prawdę mówiąc - westchnął Folko - świat bez elfów jest jakiś niepełny...
- Legendy i podania polskieWo³y stanowi³y do œredniowiecza, a w Polsce po³udniowej i u licznych narodowoœci s³owiañskich do niedawna, podstawow¹ silê poci¹gow¹...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ponieważ słabość ludzka szuka gromady i ponieważ człowiek jest z natury
trzodą, weszła w grę polityka. Młodzież biegła się bić na stopniach Izby, biegła na widowi-
sko, gdzie Talma za pomocą peruki robił się podobny do Cezara, tłoczyła się na pogrzebie
posła z lewicy. Ale wśród członków dwu przeciwnych stronnictw nie było ani jednego, który
by wracając do domu nie czuł gorzko pustki istnienia i nędzy swoich rąk.
Gdy życie zewnętrzne było tak mizerne i blade, wewnętrzne życie społeczeństwa stawało
się posępne i milczące; w obyczajach panowała najsurowsza obłuda; angielski styl, skojarzo-
ny z dewocją, wygnał nawet wesołość. Może to Opatrzność przygotowywała już nowe drogi;
może anioł zwiastun przyszłych społeczeństw siał już w sercu kobiet nasiona ludzkiej nie-
podległości, o którą kiedyś się upomną. Ale faktem jest, iż nagle − rzecz niesłychana! − we
wszystkich salonach paryskich mężczyźni skupili się po jednej stronie, a kobiety po drugiej; i
18
tak, jedne ubrane biało jak młode oblubienice, drudzy czarno jak sieroty, zaczęli się wzajem
mierzyć oczyma.
Nie łudźmy się: ten czarny strój, jaki noszą mężczyźni w naszej epoce, jest straszliwym
symbolem; aby dojść do niego, musiały zbroje opaść sztuka po sztuce, a hafty kwiat po kwie-
cie. To rozum ludzki obalił wszystkie złudzenia, ale sam nosi po nich żałobę, iżby go pocie-
szano.
Życie studentów i artystów, owo życie tak swobodne, tak ładne, tak pełne młodości, rów-
nież odczuło tę powszechną zmianę. Mężczyźni, oddalając się od kobiet, szepnęli słowo, któ-
re rani śmiertelnie: wzgarda. Rzucili się w wino i ladacznice. Studenci i artyści uczynili toż
samo; miłość doznała podobnego losu co sława i religia; okazała się przestarzałym złudze-
niem. Zapełniły się domy rozpusty: gryzetka, owa klasa tak marzycielska, tak romantyczna, o
sercu tak tkliwym i słodkim, więdła wzgardzona za sklepową ladą. Była biedna, nie kochano
jej już; zapragnęła sukien i kapeluszy, sprzedała się. O nędzo! młody człowiek, który powi-
nien był ją kochać, którego ona byłaby kochała, ten, który prowadził ją niegdyś w lasy Verr-
iéres i Romainville, aby tańczyć na trawie i wieczerzać w cieniu, który zachodził gwarzyć z
nią wieczór pod lampą, w sklepie, w długie zimowe wieczory, który dzielił z nią kawałek
chleba zwilżony potem swego czoła i swoją szczytną i ubogą miłość, ten sam, ten sam czło-
wiek, rzuciwszy ją, odnajdywał ją, w jakąś noc orgii, na dnie lupanaru, bladą, z podkrążonymi
oczyma, zgubioną na zawsze, z głodem na wargach i plugastwem w sercu.
Otóż w owym czasie dwaj poeci, najwięksi geniusze wieku po Napoleonie, poświęcili
swoje życie temu, aby skupić wszystkie pierwiastki niepokoju i bólu rozproszone po świecie.
Goethe, patriarcha nowej literatury, odmalowawszy w Werterze namiętność wiodącą do sa-
mobójstwa, nakreślił w swoim Fauście najposępniejszą postać ludzką, jaka kiedykolwiek
wcieliła w siebie zło i niedolę. Pisma jego zaczynały wówczas przenikać z Niemiec do Fran-
cji. Z głębi swej pracowni, otoczony obrazami i posągami, bogaty, szczęśliwy i spokojny,
patrzał z ojcowskim uśmiechem, jak ku nam idzie jego dzieło ciemności. Byron odpowiedział
mu krzykiem bólu, od którego zadrżała Grecja, i zawiesił Manfreda nad przepaściami, jak
gdyby nicość była słowem ohydnej zagadki, w którą się spowijał.
Przebaczcie mi, o wielcy poeci, którzy jesteście obecnie garstką popiołów i spoczywacie w
ziemi! Przebaczcie! Wy jesteście półbogi, a ja jestem jeno dzieckiem, które cierpi. Ale pisząc
te słowa, niepodobna mi was nie przekląć. Czemuście nie opiewali zapachu kwiatów, głosów