bione kilka tygodni temu, w ramach rutynowych działań mających na celu kom- pletowanie danych o wszystkich amerykańskich stacjach arktycznych...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- wÅ‚Ä…cznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywajÄ… stylem winietowym – sposób malo- wania przypominaÅ‚ wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Rampa
na Target-5 — powiedziaÅ‚ Papanin — miejsce, gdzie spuszczajÄ… Åšnieżne Koty na pole lodowe. OddziaÅ‚ sabotażowy powinien już tam być.
Kramer spojrzał na zegarek. 22.30. Nie wiedział, że właśnie w tym momen-
cie, dwadzieścia pięć mil na zachód, kanał zamykał się na krze, na której tkwił
uwiÄ™ziony Beaumont. — Nasi ludzie dotarli tam godzinÄ™ temu. — OdparÅ‚ Litwin.
— Przy pomocy radaru powinni nawet we mgle odnaleźć amerykaÅ„skÄ… bazÄ™.
— I pas startowy. To musi być dobrze zrobione.
— Ten sam zespól wykona oba zadania, zajmie siÄ™ rampÄ… i pasem. ZrobiÄ… to
tak, jak pan sobie życzył. . .
— PamiÄ™taj, żadnych incydentów miÄ™dzynarodowych — ostrzegÅ‚ Papanin.
— Cokolwiek siÄ™ zdarzy, bÄ™dzie to wyglÄ…daÅ‚o na wypadek. Albo. . . seriÄ™ wy-
padków. W ciągu trzydziestu minut Target-5 zostanie odcięta od świata.
— JeÅ›li bÄ™dÄ… mieli sprawnÄ… radiostacjÄ™, nic z tego!
— Nasz oddziaÅ‚ sabotażowy zajmie siÄ™ także tÄ… sprawÄ…. Papanin prawie nie
sÅ‚uchaÅ‚, osunÄ…wszy siÄ™ i zaÅ‚ożywszy rÄ™ce za gÅ‚owÄ™ na oparciu fotela. — Beaumont
— wymamrotaÅ‚. — Beaumont — powtórzyÅ‚. — To sÅ‚owo coÅ› mi mówi. ChcÄ™
wysłać pilną depeszę do Pietrowa w Rejestrach w Leningradzie.
* * *
— Jestem pewien, że siÄ™ mylisz. . .
— Idziemy na wschód — oznajmiÅ‚ Graysonowi Beaumont po raz trzeci. —
I prÄ™dzej czy później znajdziemy tam Target-5. — ZapaliÅ‚ papierosa wilgotnego od mgÅ‚y, która wciskaÅ‚a siÄ™ wszÄ™dzie, w ich pÅ‚uca również. Sprzeczka trwaÅ‚a już dobre dziesięć minut, a dotyczyÅ‚a kierunku marszu.
— DryfowaliÅ›my na tej krze bardzo daleko na poÅ‚udnie — naciskaÅ‚ Grayson.
— Od kiedy jestem nawigatorem, chyba mam coÅ› do powiedzenia. . .
— Już powiedziaÅ‚eÅ› swoje. A ja siÄ™ z tobÄ… nie zgadzam. Wszystko dryfuje na
poÅ‚udnie i to, jak na mój gust, trochÄ™ zbyt szybko. Pole lodowe, Target-5, baza radziecka, kra, na której maÅ‚o siÄ™ nie potopiliÅ›my. — Wszystko to dryfuje na poÅ‚udnie z tÄ… samÄ… szybkoÅ›ciÄ…. Nie bierzesz pod uwagÄ™ pÅ‚ywu samej kry.
— W pewnym sensie masz racjÄ™. . .
— Mam caÅ‚kowitÄ… racjÄ™. A poza tym, tu nie jest Izba Gmin, gdzie panowie
84
dyskutują, żeby uniknąć prawdziwej roboty. Ruszamy.
— Na wschód?
— A gdzieżby indziej?
Ruszyli w rzednącą mgłę. Przez pokruszony lód. Raz jeszcze musieli mocno
i pewnie chwycić rączki sań w wiecznej walce, by nie pozwolić im się przewrócić.
W niedługim czasie natrafili na wyniesiony olbrzymim ciśnieniem toros, którego nie byli w stanie ominąć. Musieli użyć siekier do rozbijania lodu i wyrąbać w ścianie bramę. Była to katorżnicza praca, opóźniająca marsz i wyczerpująca ich siły.
Jedynym optymistycznym akcentem w tej sytuacji był fakt, że od dłuższego już czasu nie słyszeli nad sobą śmigłowców.
— WyglÄ…da na to, że Rosjanie zrezygnowali — z nadziejÄ… w gÅ‚osie powiedziaÅ‚
Langer, kiedy pokonali lodowÄ… Å›cianÄ™. — Albo zabrakÅ‚o im paliwa.
— Może — burknÄ…Å‚ Beaumont myÅ›lÄ…c o czym innym. ZastanawiaÅ‚ siÄ™, czy
powinni już rozbić obóz na noc. Było pół do dwunastej i wszyscy, nawet psy, po-ruszali się jak w letargu. Napięcie minionych kilku godzin, a przede wszystkim przejmujące zimno wyczerpały ich całkowicie. Spojrzał na idącego obok Graysona. Początkowo szli chroniąc oczy pod goglami, ale mgła oblepiła szkła tak szczelnie, że ledwie widzieli dokąd idą. Dlatego teraz każdy miał je zsunięte na czoło pod kapturem. Gogle Graysona pokryte były soczewkami lodu. Jego oddech zamarzał na szkle.
— Jak tylko znajdziemy odpowiednie miejsce, rozÅ‚ożymy siÄ™ na noc — po-
wiedział Beaumont.
— DziÄ™ki Bogu! — Amerykanin natychmiast uznaÅ‚, że nieco zbyt gorliwie
zaakceptowaÅ‚ możliwość odpoczynku. — SpróbujÄ™ jeszcze nawiÄ…zać Å‚Ä…czność ra-
diowÄ… — zaproponowaÅ‚.
Wśród wyposażenia wiezionego na saniach znajdował się Redifon Gr 345,
radiostacja i radiolokator, stanowiące zminiaturyzowany zestaw o maksymalnej mocy zaledwie piętnastu watów. Jednak właśnie za pomocą tego urządzenia mogli kontaktować się z Thule, z pominięciem Curtis Field. Od momentu, gdy sikorski porzucił ich na arktycznym lodzie, trzy razy robili postój i nadsłuchiwali, czy nie dotrą do nich jakieś sygnały z Target-5. Nie usłyszeli nic. Jak gdyby wyspa rozpłynęła się w powietrzu.
Jeśliby udało im się odebrać choć jedną transmisję, mogli przy pomocy ra-
diolokatora określić położenie baraku, w którym znajdowała się radiostacja na Target-5. Mieliby podstawowy namiar, za którym mogli podążać. Brak jakiejkol-wiek transmisji mocno niepokoił Beaumonta, ale Anglik przezornie zachowywał
swoje obawy dla siebie. — Prawdopodobnie zakłócenia statyczne. W bazie wie-
dzÄ…, że i tak ich transmisja nigdzie nie dojdzie, wiÄ™c nawet nie próbujÄ… nadawać —
odparł niedbale, gdy Langer zapytał go o przyczyny niepokojącej ciszy radiowej.
Przed nimi, tuż nad gruntem, mgła zrzedła nieco, lecz wyżej trwała zwarta
i nieruchoma. Dotarli wreszcie do miejsca, gdzie lód na pewnym obszarze wyda-85
wał się wystarczająco solidny, by rozbić na nim obóz. Psy ślizgały się coraz czę-
ściej, co było niezawodnym znakiem, że ogarnia je nieprzezwyciężone znużenie.
Langer przed chwilÄ… zawoÅ‚aÅ‚ ostrzegawczo: — Bismarck nie nadąża. Wszystkie
psy zbiją się zaraz w jeden kłąb, jeśli będziemy próbowali iść dalej.
— Nie sÄ…dzÄ™, żebyÅ›my znaleźli wolne miejsce w motelu o tej porze — od-
krzyknÄ…Å‚ Beaumont. — Spróbujemy zdrzemnąć siÄ™ tutaj.
Zatrzymał zaprzęg i jeszcze z ręką na uchwycie sań przyjrzał się czemuś,
co pojawiło się wprost przed nim. W rzednącej mgle coś jarzyło się czerwono, znikało, wybuchało gwałtowniej. Nie mógł uwierzyć. Zamrugał, pewien że ma
halucynacje, spojrzał ponownie. Mgła poruszała się, zwijała w kłęby przesłaniając widok, tworzyła odblaskową kurtynę. Czerwone błyski wybuchnęły znowu,
przedarły się przez zasłonę, wspięły wyżej, opadły, falowały. W nozdrzach czuł
ledwo uchwytną woń dymu. Po chwili również psy złapały ten zapach i zaczęły kręcić się niespokojnie, wietrząc ogień.