„Co się stało?” - wysapałem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Nie mogłem pojąć, jak to się stało, gdy nagle z przeciwnej strony wypadł na mnie mój ordynans i zasypawszy mnie gradem płynących z serca powinszowań wyłożył mi...
- W tym miejscu naley przynajmniej par sw powiedzie o sowie "zainteresowania", ktre obecnie w potocznym uyciu stao si terminem wytartym i martwym...
- Upakowanie materii żywej w osobne nośniki stało się cechą tak uderzającą i dominującą, że gdy na scenie pojawili się biologowie i zaczęli zadawać pytania na...
- Pompejusz również, jak to później stało się wiadome, za radą całego otoczenia, postanowił stoczyć bitwę...
- - Czy jej matka wie, co się stało?Ertekin potrząsnął głowę...
- Jednak ku jego radosnemu zdumieniu tak się nie stało...
- - Co się stało? - spytałem, zadyszany biegiem...
- – Mówił, że jest moim Florianem...
- Belmonte przyjął ją w salonie, w którym na ścianie wciąż widział ślad po van Huysie...
- Było zupełnie źle...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Rzuciła na mnie szybkie spojrzenie, po czym znów przeniosła wzrok ku przodowi, zwiększając jeszcze trochę tempo. „Nie pytaj mnie, zapytaj Boga!” - odpowiedziała”.
Ten fragment opowiadania Thurbera, chociaż ma charakter komiczny, jest doskonałą ilustracją ludzkiego konformizmu. Jedna czy dwie osoby zaczynają biec, mając po temu swe powody; wkrótce biegną wszyscy. Dlaczego? Ponieważ biegną inni. W opowiadaniu Thurbera, w momencie gdy biegnący ludzie zdali sobie sprawę, że tama mimo wszystko nie ustąpiła, czuli się dość głupio. Jednakże, o ile głupiej by się czuli, gdyby nie dostosowali się do innych, a tama rzeczywiście została zerwana? Czy konformizm jest dobry, czy zły? Pytanie to w swym najprostszym sensie jest absurdalne. Słowa jednak przenoszą także znaczenie oceniając - tak więc określić kogoś jako indywidualistę czy nonkonformistę, to dzięki konotacjom tyle samo, co nazwać go kimś „dobrym”: określenie to wywołuje obraz słynnego pioniera amerykańskiego z okresu zdobywania Dzikiego Zachodu - Daniela Boone’a, stojącego na szczycie górskim ze strzelbą przewieszoną przez ramię, z rozwianymi na wietrze włosami, na tle zachodzącego słońca. Nazwać natomiast kogoś konformistą równa się niemal określeniu go jako człowieka „nieodpowiedniego”: słowo to wywołuje obraz szeregu urzędników z Madison Avenue; w szarych flanelowych garniturach, w płaskich kapeluszach, z czarnymi walizeczkami w ręku, wyglądających tak, jakby zostali stworzeni według jednego szablonu, i deklamujących jednocześnie ten sam patriotyczny wierszyk.
Możemy jednak posłużyć się synonimami, które przekazują całkiem inne obrazy. Zamiast „indywidualista” czy „nonkonformista możemy powiedzieć „dewiant, zamiast zaś „konformista” - „dobry członek zespołu”. Słowo „dewiant” nie wywołuje jakoś obrazu Daniela Boone’a na szczycie górskim, a określenie „dobry członek zespołu” wcale nie przywodzi na myśl szablonowego urzędnika z Madison Avenue.