- “Co robisz, gdy w samochodzie pęknie ci szyba? - zanuciła pod nosem, leżąc na warstwie sosnowych igieł...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Lata 1981 -1985 to okres znacznego osabienia natenia ruchu, w szczeglnoci samochodw osobowych, bdcych wynikiem reglamentacji paliwa, ale dopiero w okresie...
- Gaudeamus igitur, juvenes dum sumus!Stosunek naszych chłopców do ich służbowych samochodów jest typowo lotniczy, to znaczymają oni w pogardzie...
- Bogacze tacy jak Brad Dowd?Kto?Siwowłosy facet, czterdzieści kilka lat, jeździ drogimi samochodami...
- Wczesnym południem skierował się ku wzgórzom i zaparkował samochód kil- kaset metrów od zakazanego miejsca...
- - Aj, aj, jak to dobrze, żeś się tu pojawił, panie szlachetny - jęknął boleśnie, leżąc plackiem u stóp Hodży Nasreddina...
- kaporą za twój najmniejszy paznokietek! Wysłuchawszy mnie dziewczyna wybuchnęła śmiechem łotrzycy, zatrzasnęła mi drzwi przed samym nosem,...
- Vincent O’Malley wyskoczył z samochodu i pobiegł za Supermózgiem...
- Kiedy robisz to…82… IDE robi to83Skąd się biorą programy84IDE pomaga Ci kodować86Kiedy zmieniasz coś w IDE, zmieniasz...
- (52) miernicki sebastian, pan samochodzik i...
- - Płaczesz, bo tak ci smutno na mój widok, Cul? Pociągając nosem, uśmiechnęłam się przytulona do jegopiersi...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
-Dzwonisz 1-800-54-GI...”
Nagle dostała dreszczy. Nie czuła już gorączki, lecz przejmujący chłód. Złapała się pokrytymi błotem palcami za pokryte błotem ramiona i skuliła z nadzieją, że nie zwali sobie na głowę tak troskliwie poukładanych gałęzi.
- Woda - jęknęła. - Ta cholerna obrzydliwa woda, nie tknę więcej tej cholernej obrzydliwej wody.
Czerwone Skarpety, które przegrywały w tej chwili osiem do pięciu, wypełniły bazy i w końcu dziewiątej miały tylko jednego wykluczonego. Nomar Garciaparra wybił daleko na środek pola. Gdyby wyautował, Skarpety wygrałyby dziewięć do ośmiu, ale Bernie Williams wyskoczył tuż przed ławkami zawodników i zdołał złapać piłkę. Skarpetom udało się jeszcze wybić na jedną bazę, ale tylko na to było ich stać. Na boisko wyszedł O'Leary, wybijając przeciw Mariano Riverze, i tak skończyło się to nieszczególne spotkanie. Trisha natychmiast wyłączyła walkmana, oszczędzając w ten sposób baterie. Potem, leżąc z głową na złożonych ramionach, rozpłakała się cicho, rozpaczliwie i bezsilnie. Bolał ją brzuch, miała rozwolnienie, Skarpety przegrały, a Tom Gordon nie wyszedł nawet na to głupie boisko! Co za gówniane życie.
W momencie kiedy Trisha poddała się i po raz drugi piła ze strumienia, w koszarach policji stanowej stanu Maine w Castle Rock zadzwonił telefon. Na magnetofon, który rejestrował wszystkie przyjmowane połączenia, nagrana została następująca rozmowa:
Początek rozmowy: godzina 21.46.
Dzwoniący: Dziewczynka której szukacie, została porwana ze szlaku przez Francisa Raytnonda Mazzerole'a, na początku “M” jak mikroskop. Ma trzydzieści sześć lat, krótkie wlosy ufarbowane na blond, nosi okulary. Zapisaliście?
Telefonista: Proszę pana, czy mogę prosić...
Dzwoniący: Niech pan się zamknie i słucha. Mazzerole prowadzi niebieską półciężarówkę Forda, ten model nazywa się chyba Econohne. Zdążył już dojechać co najmniej do Connecticut. To kawał chorego sukinsyna. Sprawdźcie w swoich aktach, to sami się przekonacie. Jeśli dziewczynka nie będzie mu sprawiać kłopotów, popieprzy ją parę dni, więc być może macie trochę czasu, ale potem ją zabije. Robił to przedtem.
Telefonista: Proszę pana, czy ma pan może numer rejestracyjny...
Dzwoniący: Dostaliście nazwisko i opis samochodu. Macie wszystko, czego potrzebujecie. Robił to przedtem.
Telefonista: Proszę pana...
Dzwoniący: Mam nadzieję, że go zabijecie.
Koniec rozmowy: 21.48.
Udało się ustalić, że rozmowę prowadzono z budki telefonicznej w Old Orchard Beach. Nic to nie dało.
Około drugiej nad ranem, w trzy godziny po tym, jak policja stanów Massachusetts, Connecticut, Nowy Jork i New Jersey rozpoczęła poszukiwanie niebieskiej półciężarówki marki Ford, prowadzonej przez mężczyznę o krótkich jasnych włosach, w okularach, Trisha obudziła się, czując mdłości i skurcze żołądka. Zawaliła szałas, wypełzając z niego, ściągnęła dżinsy i majteczki i wydaliła coś, co wydawało się jej jakąś niesamowitą ilością słabego kwasu. Pupa bolała ją, paliła i swędziała, zupełnie jakby usiadła nią w pokrzywach. Kiedy skończyła, podpełzła do “Rzygawki Trishy” i po raz kolejny objęła to samo drzewo. Skórę miała gorącą, włosy zlepione potem, ale zarazem drżała na całym ciele i szczękała zębami.
“Boże, proszę, me mogę już wymiotować. Boże, proszę. Jeśli zacznę znów wymiotować, umrę”.
Wówczas właśnie po raz pierwszy rzeczywiście zobaczyła Toma Gordona. Stał najwyżej dwadzieścia metrów od niej, a jego biały strój wydawał się płonąć w świetle świecącego poprzez drzewa księżyca. Na dłoni miał rękawicę. Prawą rękę schował za plecy; wiedziała, że trzyma w niej piłkę, że obraca ją długimi palcami, wyczuwając szwy, i że przestanie to robić dopiero wówczas, gdy palce znajdą się dokładnie tam, gdzie powinny się znaleźć, a chwyt będzie doskonały.
- Tom - szepnęła - nie dali ci dziś szansy, prawda?