Vincent O’Malley wyskoczył z samochodu i pobiegł za Supermózgiem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Lata 1981 -1985 to okres znacznego osabienia natenia ruchu, w szczeglnoci samochodw osobowych, bdcych wynikiem reglamentacji paliwa, ale dopiero w okresie...
- Gaudeamus igitur, juvenes dum sumus!Stosunek naszych chłopców do ich służbowych samochodów jest typowo lotniczy, to znaczymają oni w pogardzie...
- Bogacze tacy jak Brad Dowd?Kto?Siwowłosy facet, czterdzieści kilka lat, jeździ drogimi samochodami...
- Wczesnym południem skierował się ku wzgórzom i zaparkował samochód kil- kaset metrów od zakazanego miejsca...
- - “Co robisz, gdy w samochodzie pęknie ci szyba? - zanuciła pod nosem, leżąc na warstwie sosnowych igieł...
- (52) miernicki sebastian, pan samochodzik i...
- Street, zastanawiając się, co zrobi na kolację, kiedy przed maskę wyskoczyło jejjakieś zwierzę...
- i postępowania swoich wspólnot...
- Raporty płatności...
- displaying output 3-9 dim argument for cat 19-7 distance between nodes 16-22 dimensions docking windows in desktop 2-10 deleting...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Trzymał się linii klonów i dębów rosnących wzdłuż bloków mieszkalnych. Cały czas utrzymywał kontakt radiowy z Crewsem.
– Wpadł między drzewa w parku Shepherd. Skurwiel chce się nam urwać. Wyobrażasz sobie?
O’Malley starał się, jak mógł, ale nie nadążał za Supermózgiem. Facet szybko biegał. Nie wyglądał na takiego, a jednak odskakiwał coraz dalej. W końcu O’Malley go zgubił.
– Kurwa, zwiał mi! Nigdzie go nie widzę, Jimmy. Niedobrze!
– Ale ja go mam – odpowiedział Crews. – Też biegnę za nim. Facet spieprza jak kieszonkowiec z cudzym portfelem.
– Trzymasz się go?
– Na razie. Zobaczymy, co będzie dalej. Ale dla piętnastu milionów dolców jakoś się utrzymam.
Supermózg wypadł w końcu z parku i skręcił w boczną uliczkę z ceglanymi domami. Crews ledwo dyszał.
– Dzięki Bogu, że co dzień biegam – wysapał do mikrofonu. – Facet jest na Momingside Drive... Jasna cholera! Zawraca do tych pieprzonych drzew. Przyspiesza. Skurwiel musi trenować maraton!
Zaczęła się zabawa w kotka i myszkę. O’Malley i Crews byli w tym dobrzy, ale w ciągu następnych dwudziestu minut dwa razy zgubili swoją ofiarę. Oddalili się o całe kilometry od Holiday Inn. Byli gdzieś na południe od Wojskowego Centrum Medycznego Waltera Reeda.
Potem Crews zauważył ściganego w zaułku o nazwie Powhaten Place. Supermózg wbiegł na jakiś podjazd czy coś w tym rodzaju. Crews ruszył za nim. Zobaczył metalową tablicę i nie mógł uwierzyć w to, co na niej przeczytał.
Doniósł o tym O’Malleyowi, potem zwrócił się do Macdougalla, który przyłączył się do wesołego polowania.
– Wiem, gdzie on jest, panowie – powiedział z ironią w głosie. – U czubków. Schował się w szpitalu dla psycholi o nazwie Hazelwood. Zgubiłem go.
Rozdział 51W poniedziałek rano dostałem telefon. Miałem się spotkać z Kylem Craigiem i Betsey Cavalierre w Hoover Building przy Dziesiątej ulicy i Pennsylvania Avenue. Chcieli, żebym zameldował się o ósmej w biurze dyrektora. Zwołali zebranie „alarmowe”.
Gmach Hoovera nazywają czasami „Pałacem Zagadek”. Z oczywistych przyczyn. Kyle i Betsey już czekali, kiedy wszedłem do sali konferencyjnej dyrektora FBI. Betsey wyglądała na spiętą. Zaciskała małe pięści, aż zbielały jej kostki.
Udałem oburzonego, że dyrektora Burnsa jeszcze nie ma.
– Spóźnia się – mruknąłem. – Wychodzimy. Mamy ważniejsze sprawy.
W tym momencie otworzyły się jedne z dębowych drzwi na wysoki połysk. Znałem obu facetów, którzy weszli, żaden nie miał zbyt szczęśliwej miny. Jednym z nich był dyrektor FBI, Ronald Burns. Poznaliśmy się, gdy zajmowałem się sprawą zabójstw Casanovy w Durham i Chapel Hill w Karolinie Północnej. Drugim był sekretarz departamentu sprawiedliwości, Richard Pollett. Zetknąłem się z nim, kiedy prowadziłem dochodzenie w sprawie dotyczącej prezydenta.
– Zrobił się straszny szum wokół tych napadów i morderstw – powiedział do Kyle’a Pollett. – Mamy na karku duże banki i Wall Street.
Potem skinął mi głową.
– Witam, detektywie.
W końcu spojrzał na Betsey.
– My się jeszcze nie znamy.
Wstała i podała mu rękę.
– Starsza agentka Cavalierre – przedstawiła się. – Prowadzę to śledztwo.
Pollett popatrzył na dyrektora Burnsa.
– Pani Cavalierre kieruje tym dochodzeniem? – zapytał.
– Tak – odpowiedział mu Kyle. – To jej sprawa.
Pollett przeniósł wzrok na Betsey.
– W porządku. A gdzie są jakieś wyniki, pani Cavalierre? Przyszedłem tu, żeby poleciało parę głów. Proszę mi uzasadnić, czemu nie powinny.
Przed przyjazdem do Waszyngtonu Pollett prowadził z powodzeniem poważną firmę inwestycyjną na Wall Street. Nie miał pojęcia o zwalczaniu przestępczości. Ale uważał, że jest na tyle inteligentny, iż potrafi wszystko zrozumieć, jeśli tylko pozna fakty.
Betsey spojrzała mu prosto w oczy.
– Czy kiedykolwiek brał pan udział w ogólnokrajowej obławie?
– Nie sądzę, by to miało coś do rzeczy – odparł sucho Pollett. – Prowadziłem już kilka ważnych dochodzeń i zawsze miałem wyniki.
– Napady następowały szybko jeden po drugim – usłyszałem swój własny głos. – Zaczynaliśmy od zera. Teraz wiemy, że wszystkie skoki na banki i morderstwa zaplanował jeden człowiek. Wynajmował tylko zabójców. Z jego portretu przestępcy wynika, że to biały mężczyzna w wieku od trzydziestu pięciu do pięćdziesięciu lat. Zapewne ma wyższe wykształcenie. Zna dokładnie banki i ich systemy zabezpieczające. Mógł kiedyś pracować w instytucji finansowej lub nawet w kilku, i może mieć do nich jakieś urazy. Okrada banki dla pieniędzy, ale morduje prawdopodobnie z zemsty. Tego nie jesteśmy jeszcze pewni.
Rozejrzałem się. Szmery ucichły, wszyscy uważnie słuchali.
– Kilka dni temu... – ciągnąłem – znaleźliśmy i przesłuchaliśmy mężczyznę nazwiskiem Tony Brophy. Został zwerbowany do jednego z napadów, ale odpadł. Nie jest zabójcą.
Pałeczkę przejęła Betsey.
– Mamy w terenie ponad dwustu agentów – wyjaśniła. – Do napadu na waszyngtoński Chase spóźniliśmy się zaledwie kilka minut. Wiemy, że organizator tych skoków nazywa siebie Supermózgiem. Zrobiliśmy wielki postęp w stosunkowo krótkim czasie.
Pollett odwrócił się do dyrektora FBI i skinął głową.