- Zostaw go w spokoju...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — O co chodzi? — zapytał Pawldo, podejrzewając, że oto spokojny poranek dobiegł końca...
- ze spokojem opuścić element TIM, ponieważ stacje wysyłające ramki typu Probe nie są jeszcze skojarzone z siecią i dlatego nie potrzebują wiedzy na temat,...
- - Dużym błędem jest - zauważył spokojnie dziadek Borejko, wpatrując się z zachwytem w dwa krzepkie ciałka wnuków, tarzających się po podłodze jak małe...
- Uciszenie skoro do swojej pełni doszło, i gdy wszyscy się spokojnie na siedzeniach swoich znaleźli, Redaktor w sposób następujący do rzeźbiarza...
- - Aresztujesz mnie i braci Savage za to, że chcemy wejść to parku i szukać naszejkrewnej? Decydujesz się na awanturę ze spokojnymi obywatelami?Jimmy...
- Starając się zachować spokój, David pobrał jej krew i dokładnie przebadał, zwracając szczególną uwagę na płuca i system nerwowy...
- pogodnym bodaj spokoju wejrzenia i gestu, którymi schlebiała dotychczas wszystkim zmy- słom jego...
- Podniosła papierosa do ust i przypaliła go, ufając, że ten gest zaświadczy przed obydwoma mężczyznami o jej spokoju...
- 23 Myœla³em nie bez podstaw, ¿e te okolicznoœciowe pochlebstwa przeczytane na granicy zapewni³yby mi spokój na resztê podró¿y...
- Przenocowaliśmy spokojnie, choć oczywiście nie omieszkałem rozkazać chłopcom, by na zmianę trzymali straż...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
To mój pacjent.
- Nie skrzywdzę go. Morfina i alkohol uśmierzają ból.
(3 CM3 KOKTAJLU BROMPTON. 3.00 PO POŁUDNIU)
Caravaggio wyjmuje łagodnie książkę z ręki rannego. - Kiedy spadłeś tam na pustyni, to skąd leciałeś?
- Z Gilf Kebir. Miałem tam kogoś zabrać. W końcu sierpnia. Tysiąc dziewięćset czterdzieści dwa.
- W czasie wojny? Wszyscy przecież musieli się stamtąd wynieść.
- Tak Było tam tylko wojsko. -W Gilf Kebir?
- Tak.
- Gdzie to jest?
- Podaj mi książkę Kiplinga... O, tę.
Na wewnętrznej stronie okładki Kima była mapa z oznaczoną drogą, jaką przebył chłopiec ze Świętym. Ukazywała tylko część Indii - ciemno zakreskowany Afganistan i Kaszmir u podnóża gór.
Wiedzie swą czarną dłoń wzdłuż rzeki Numi aż do 23°30' szerokości geograficznej. Potem przesuwa palec o kilka centymetrów na zachód, już poza obręb mapy, po swym policzku; dotyka kości policzkowej.
- O, tu. Gilf Kebir, trochę na północ od Zwrotnika Raka. Na granicy egipsko-libijskiej.
- Co się zdarzyło w 1942 roku?
- Pojechałem do Kairu i wracałem stamtąd. Sypiałem wśród wrogów, mając w pamięci stare mapy, odnajdywałem przedwojenne kryjówki z paliwem i wodą zdążając do Uwei-natu. Teraz, kiedy byłem sam, szło mi to łatwiej. Już za Gilf Kebir ciężarówka eksplodowała, wypadłem z niej tocząc się po piasku, chcąc uniknąć jakiegokolwiek kontaktu z ogniem. Na pustyni człowiek najbardziej boi się ognia.
Ciężarówka wybuchła prawdopodobnie wskutek sabotażu. Wśród Beduinów - których karawany przesuwały się nadal jak wędrowne miasta, wioząc przyprawy, przenośne pomieszczenia, doradców rządowych, dokąd tylko zechcą - znajdowali się szpiedzy. Owego czasu w każdej takiej karawanie zawsze znajdowali się zarówno Anglicy, jak i Niemcy.
Porzuciwszy wrak ciężarówki, ruszyłem pieszo w stronę Uweinatu, gdzie, jak wiedziałem, znajdował się ukryty samolot.
- Poczekaj no, ukryty samolot? Co to znaczy?
- Na długo przedtem Madox miał stary samolot, który ogołocił do szczętu - pozostawił tylko pulpit sterowniczy, mający kluczowe znaczenie dla lotów pustynnych. W czasie naszych wypraw na pustynię nauczył mnie latać; spacerowaliśmy obaj wokół zakotwiczonej na linie maszyny, rozważając, czy utrzymywałaby się w górze przy wichrze, czy też wpadałaby w wir.
Kiedy samolot Cliftona - „Rupert - znalazł się w naszym obozie, Madox pozostawił starą maszynę na miejscu zakrywszy ją brezentem i przytwierdziwszy do podłoża, w jednym z północno-wschodnich zakątków Uweinatu. Przez następne kilka lat piach stopniowo ją zasypywał. Nikt z nas nie sądził, że ją kiedykolwiek zobaczymy. Była jeszcze jedną ofiarą pustyni. Po paru miesiącach moglibyśmy już pewnie przechodzić obok i nie rozpoznać jej konturów. Bo teraz w naszą historię wdarł się o dziesięć lat młodszy samolot Cliftona.
- Więc do tej maszyny zmierzałeś?
- Tak. Cztery noce marszu. Zostawiłem tego człowieka w Kairze i wróciłem na pustynię. Wszędzie toczyła się wojna. Nagle pojawiły się „formacje”. Bermannowie, Bagnoldowie, Slatin Paszowie - którzy w różnych okolicznościach ratowali sobie nawzajem życie - podzielili się na obozy.
Zdążałem do Uweinatu. Dotarłem tam około południa i wspinałem się ku grotom na płaskowyżu. Przy źródle zwanym Ain Dua.
- Caravaggio sądzi, że wie, kim jesteś - powiedziała Hana. Człowiek leżący na łóżku nie odpowiedział.
- Mówi, że nie jesteś Anglikiem. Pracował w wywiadzie w Kairze i przez krótki czas we Włoszech. Potem go złapali. Moja rodzina znała Caravaggia przed wojną. Był złodziejem. Wierzył w „przepływ rzeczy”. Niektórzy złodzieje są zbieraczami, jak niektórzy odkrywcy, którymi pogardzasz, jak niektórzy mężczyźni w stosunku do kobiet albo niektóre kobiety w stosunku do mężczyzn. Ale Caravaggio nie był taki. Był zbyt ciekawy i zbyt hojny na to, żeby mu się wiodło w złodziejskim fachu. Połowa rzeczy, które ukradł, w ogóle nie trafiła do jego domu. On uważa, że nie jesteś Anglikiem.
Przypatrywała się, z jakim spokojem przyjmował to, co mówiła: wyglądało na to, że nie słucha zbyt uważnie jej słów. Że myśli o czymś dalekim. W taki sam sposób Duke Ellington spoglądał i rozmyślał grając „Solitude”.
Przestała mówić.
Dotarł do źródła Ain Dua. Zdjął z siebie ubranie i zamoczył je, potem zanurzył głowę i całe szczupłe ciało w błękitnej wodzie. W nogach odczuwał znużenie po czterech nocach marszu. Rozwiesił na skałach ubranie i wspiął się wyżej, między rozrzucone głazy, porzucając pustynię, która teraz, w roku 1942, stała się polem bitewnym, i nagi wkroczył w mrok groty.
Znalazł się wśród dobrze mu znanych malowideł, które odkrył przed czterema laty. Żyrafy. Trzoda. Mężczyzna ze wzniesionym orężem i w pióropuszu na głowie. Kilka postaci w pozach niewątpliwie pływackich. Bermann ma rację, że tu musiało kiedyś być jezioro. Wszedł głębiej, do Groty Pływaków, gdzie ją był zostawił. I nadal się tam znajdowała. Wczołgała się w róg jaskini, szczelnie okryła spadochronem. Obiecał był, że po nią wróci.
Byłby szczęśliwy, gdyby to on zmarł w jaskini, w jej zaciszu z odmalowanymi na ścianach pływakami. Bermann opowiadał mu, że w ogrodach Azji może wpatrywać się w głaz i wyobrażać sobie wodę albo przypatrywać się gładkiej powierzchni wody i uwierzyć, że kryje w sobie twardość skały. Ale ona była kobietą, która się wychowała w ogrodach, w wilgotności, wśród słów takich jak szpalery i jeż. Jej fascynacja pustynią była chwilowa. Pokochała jej surowość ze względu na niego, pragnąc pojąć, jakie też pocieszenie znajduje w pustynnej samotności. Zawsze lepiej czuła się w deszczu, w łazienkach wypełnionych wilgotną parą, w sennym nawilżeniu, jak tej nocy w Kairze, kiedy wychyliła się z okna na deszcz i włożyła mokre ubranie, aby je osuszyć na sobie. Tak jak kochała tradycje rodzinne, i ceremonie w dobrym stylu, i zapamiętane wiersze. Nie pogodziłaby się z myślą, że umrze bezimienną śmiercią. Dla niej więź z przodkami była czymś namacalnym, podczas gdy on zatarł za sobą ścieżkę, którą przybył. Zadziwiło go to, że go pokochała mimo tak utwierdzonej w nim anonimowości.
Leżała na wznak, w pozycji, w jakiej spoczywają średniowieczni zmarli.
Podszedłem do niej nagi, tak jak wtedy, w naszym pokoju w południowej dzielnicy Kairu, chcąc ją rozebrać, wciąż pragnąc się z nią kochać.