- Aresztujesz mnie i braci Savage za to, że chcemy wejść to parku i szukać naszejkrewnej? Decydujesz się na awanturę ze spokojnymi obywatelami?Jimmy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — No, niech mnie nagła krew zaleje! — zawołał Tay Tay...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, e jestem jakzodziej, co chce wyj z cudzej kieszeni zegarek i da go komu innemu...
- - Bo dla mnie, to samotność, taka prawdziwa, transcendentna samotność, to jest na sam koniec orgazmu...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
- Zapewniano mnie, iż nie wszystkie laski mają jednakową moc; siła ich jest proporcjonalna dopredyspozycji użytkownika i zależna od celów, do jakich ma być...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Sean pokręcił poważnie głową.
- Nie chcę tego, wierz mi, ale jeśli będę musiał, Jimmy, nie zawaham się. -
Otworzył notes. - Powiedz mi tylko, z kim twoja córka miała się tej nocy spotkać, co
robiła, a ja...
Jimmy obrócił się na pięcie, żeby bez słowa odejść, gdy ostro zaćwierkał
radiotelefon. Sean zbliżył aparat do ust.
- Devine.
- Coś mamy.
- Powtórz.
Jimmy podszedł do Seana i usłyszał ledwo hamowane podniecenie w głosie faceta
w słuchawce.
- Powiedziałem, że coś mamy. Sierżant Powers prosi, żebyś tu jak najszybciej
przyszedł.
- Gdzie jesteście?
- Pod ekranem kinowym. Nie jest dobrze, stary.
10
Dowody rzeczowe
Celeste oglądała południowe wiadomości na telewizorku stojącym na blacie w
kuchni. Prasowała i co chwila zerkała na ekran. W pewnej chwili zdała sobie sprawę,
że przypomina gospodynie domowe z lat pięćdziesiątych, które wykonywały potulnie
wszystkie domowe prace i opiekowały się dzieckiem, kiedy mąż z aluminiowymi
dwojaczkami z drugim śniadaniem wyszedł do roboty, oczekując, że po powrocie
wieczorem dostanie do ręki piwo, a na stole będzie czekał obiad. W ich przypadku tak
jednak nie było. Mimo swych licznych wad Dave dużo w domu pomagał. To on ścierał
kurze, sprzątał odkurzaczem, ładował zmywarkę, natomiast Celeste prała, sortowała,
układała i prasowała. Lubiła zapach gorących tkanin, wypranych i wygładzonych.
Prasowała żelazkiem po matce, zabytkiem z początku lat sześćdziesiątych. Było
ciężkie jak cegła, wciąż syczało i wypuszczało bez ostrzeżenia kłęby pary, ale okazało
się znacznie wydajniejsze od nowoczesnych, jakie Celeste, uwiedziona promocjami i
zapewnieniami o technice ery kosmicznej, wypróbowała na przestrzeni ostatnich lat.
Żelazko matki tak prasowało kanty, że można by nimi krajać bagietki, i wygładzało
najgorsze zagniecenia w jednym gładkim suwie, na co te nowsze, z plastikową stopką,
potrzebowały kilku pracowitych nawrotów.
Celeste irytowała się, ilekroć uświadamiała sobie, jak szybko w dzisiejszych
czasach psują się rozmaite urządzenia - magnetowidy, samochody, komputery,
telefony bezprzewodowe - gdy tymczasem narzędzia z czasów jej rodziców
produkowano tak, by długo służyły. Ona i Dave dotąd używali żelazka jej matki, jej
miksera, a przy ich łóżku stał masywny, czarny telefon z tarczą. Jednocześnie przez
lata swojego małżeństwa zdążyli wyrzucić kilka nowoczesnych nabytków, które
skończyły swój żywot komicznie szybko - telewizorów, odkurzaczy, z których
wydostawał się siny dym, ekspresów do kawy, z których kapał płyn niewiele tylko
cieplejszy od wody do kąpieli. Te i podobne gadżety lądowały nieodmiennie w
śmietniku, bo taniej było kupić nowe, niż reperować zepsute. Niemal taniej. Więc
oczywiście wydawało się pieniądze na model nowej generacji, na co producenci,
Celeste była tego pewna, skrycie liczyli. Próbowała świadomie ignorować obawę, że
nie tylko przedmioty w jej życiu, ale i samo życie było pozbawione wagi i trwałości, że
zostało celowo zaprojektowane tak, by się zepsuć przy pierwszej okazji po to, żeby
kilka użytecznych części można było przeszczepić komuś innemu, a całą resztę
wyrzucić.
Prasowała, więc i rozmyślała o awaryjności własnej osoby, kiedy na chwilę przed
dziennikiem prezenter spojrzał z powagą w kamerę i oznajmił, że policja poszukuje
sprawców brutalnego napadu, do jakiego doszło przed jednym z barów w mieście.
Celeste podkręciła głos, gdy spiker powiedział: „Więcej na ten temat po prognozie
pogody i przerwie na reklamy”. Patrzyła, więc, jak elegancka kobieta o wymuskanych
palcach szoruje brytfannę, która wyglądała tak, jakby ją zanurzono w gorącym
karmelu, gdy tymczasem głos zza kadru wychwalał pod niebiosa nowy, udoskonalony
środek do zmywania naczyń. Celeste miała ochotę wyć. Wiadomości telewizyjne pod
pewnym względem przypominały te łatwo psujące się urządzenia - były stworzone po