pogodnym bodaj spokoju wejrzenia i gestu, którymi schlebiała dotychczas wszystkim zmy- słom jego...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- 187moemy przyj jako zasad, e kady kraj wymieniony wrd owych affines lea na zewntrz granic tego pastwa, jako jego bok" (tatu] Kierujc si t zasad,...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
„Zgnuśniała, zmieszczała Helena z Komierowskich baronowa Nieman!” – mruczał gniew-
nie w brodę.
Nie zauważył, jak tuż nad nim stanął drogą postacią o łysej głowie charmeur niewiast tu-
tejszych: pan Horodyski. Na ostrych wąsikach i w oczach świdrujących wisiał już jakiś kon-
cept o kobietach czy też sekret którejś z nich. Jakoż wskazując na trzy postacie z dala, jął coś
opowiadać o mamie i dwóch córeczkach, o krótkich sukienkach i lekarzu. „Tfu!” – przerwał
12
mu w myślach profesor, nie siląc się nawet na zrozumienie, o co idzie. Omierzły był dlań ten
typ wielkomiejskich doświadczonych, a jeszcze wstrętniejsze to przeświadczenie, że one wła-
śnie, kobiety po miastach, bywają wprost fascynowane przez takie typy.
„Grzyb – myślał, spojrzawszy po chwili na tę łysą głowę na drogiej szyi. – Dosyć pajęczy-
ny gnuśności rozsnuwa się tu po kątach, aby z tej plechy nie miał wreszcie wyrosnąć właści-
wy plemnik cynizmu. A jest ich tu pono więcej: ilu zniszczonych i wytlonych w młodości
bezambitnej, ile słabizny sentymentalnej, tyle purchawek zastoju, tyle grzybów z plemnią
gatunkową jak one – we łbach! Bo ta szaruga brzydliwości w słowach i myślach, zohydzająca
nieomal oblicza ludzkie, wżera się przecie w niejedne oczy jak gęsta mgła, gotowa oślepić
najniezawodniejsze w człowieku instynkty: zaszczute upiorami domniemanej życia brzydli-
wości, egoizmy nieczynne a tęskliwe podlegają najłatwiej takiej właśnie sugestii. W ten spo-
sób pleni się to licho zastoju: od przegniłych ku najwrażliwszym.”
„Niech się pan przyjrzy namiętnościom dzisiejszym tych mężczyzn” – przypominały mu
się jej słowa ostatnie.
„Tak! – dodawał w myślach – gdy fala energii powszechnych opada, kobietom przede
wszystkim leniwieją dusze i zatruwają się wyobraźnie próżne. Już nie ci, co «harmaty» zdo-
bywali, królują w marzeniach, lecz egzystencje na atmosferę pokojów najczulej wrażliwe –
artyści; dokonywają im oni władz uczuciowych rozkładu lub też sami w tchnieniu dusz leni-
wych i wyobraźni zatrutych giną. To z Woydą nie było tylko egzaltacją uczuć zawiedzionych,
lecz może głębszym sensem tego tu życia, jego koniecznością nieomal – tu sztuka sama za-
truwa się dziś swą niegdyś podnietą romantyczną. Duch w kobietach z towarzystwa, szersze
tchnienie ich wyobraźni i głębszy nurt marzycielstwa pozostanie pono na zawsze pogrzebaną
legendą romantyzmu: kiedy to muzy sielskie, pełne szlachetnie stylowej pozy, pozwalały się
ubóstwiać czarnym wieszczom, interesując się jednak bardziej harmat kolorowymi zdobyw-
cami. Zepchnięte z koturnów romantycznych, rozsznurowane z katolicko – salonowego gor-
setu empirowej mody, «równo – uprawnione» przede wszystkim w pogoni za dosytem, te
biedne niewiasty jałowieją po prostu z samego poczucia swojej dziś pospolitości. Taki ot
grzyb wielkomiejski lub śpiewak przejezdny: oni to rozbudzają jeszcze ich ciekawość do ży-
cia, rozgrzewają wyobraźnie.”
Wśród wielkich czołobitności przystawiono tymczasem śpiewaka do fortepianu. Nad kla-
wiaturą chylił się młody muzyk, znoszący z determinacją taką tu rolę oraz protekcyjną rękę
na swoim ramieniu. Tylko gdy na nuty okiem rzucił, szarpnął się niechętnie i z tym większym
impetem uderzył w pierwsze akordy. Śpiewak poprawiał mankiety, chrząkał. Ramiona zwie-
sił jak atleta, obłąkiem ku sobie, lekką nóżką kozła przed się wystąpił i – rozpromieniał.
Zaśmiały się ku niemu dziesiątki kobiecych oczu roziskrzonych ciekawością. Śpiewak
chrząknął raz jeszcze, akordy władnym spojrzeniem przeciął, pierwszych nut czekał. Odął
wreszcie grdykę indora, miechy podjął, łeb czarny na krótkiej szyi w tył chylił, wyrzucił ra-
mię i uderzył jak w róg alpejski:
Niech ryczą! – niech ryczą! – niech ryczą!! –
wzburzone fale...
Jeszcze rozedrgane dźwięki pulsowały w sali, gdy śpiewak już zęby radośnie szczerzył,