Chciałam to teraz powiedzieć Beacie, żeby ją skłonić do przemyślenia kwestii i urwałam, bo przyszło mi na myśl, że może spowoduję tym pierwszy krok na drodze...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedziaÅ‚ Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
- – PowinniÅ›my siÄ™ stÄ…d wynosić, nim orki zacznÄ… przetrzÄ…sać te ruiny – powiedziaÅ‚a Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Tkwi w tym swoim kokonie wielkich uczuć, omotana gadaniem Przemysława, znałam to gadanie, o mało i mnie nie ogłupił… I wcale nie chce z niego wyjść. Jeśli wyjdzie, szlag im trafi związek, a ja się niepotrzebnie przyczynię.
— No? — spytaÅ‚a Beata niecierpliwie. — Co z tÄ… kobietÄ…?
— Wolisz wiedzieć o nim coÅ› najgorszego, czy wolisz nie wiedzieć nic?
— WolÄ™ wiedzieć. Uparta jestem. Jeżeli zabiÅ‚ czÅ‚owieka, jeżeli wczoraj siÄ™ z kimÅ› ożeniÅ‚, jeżeli jakaÅ› kobieta urodziÅ‚a mu dziecko…
Rozzłościłam się nagle.
— Zgadza siÄ™, czekaÅ‚ z kwiatami w klinice poÅ‚ożniczej. Do jakiejÅ› obcej dziwy przyszedÅ‚, ale wszyscy go brali za szczęśliwego ojca. Nie to akurat jest najgorsze.
— A co?… Czekaj, niech ci skoÅ„czÄ™. WiÄ™c niech bÄ™dzie najgorsze, po pierwsze ja siÄ™ przy nim zaparÅ‚am, jaki by nie byÅ‚. I co by nie robiÅ‚. A po drugie uważam, że mam prawo decydować o swoim życiu. Nie mogÄ™ decydować bezpodstawnie, na bazie mglistych przypuszczeÅ„ i nietrafnych dedukcji. Powinnam wiedzieć, nie uważasz?
Zgodziłam się z nią, bo zawsze miałam takie samo nastawienie. Powiedziałam w złagodzonej nieco formie, główny nacisk kładąc na wnioski. Beata słuchała z kamiennym spokojem.
— Wiem — powiedziaÅ‚a pobÅ‚ażliwie. — Znam te sprawy, kłóciÅ‚am siÄ™ z nim o to. On ma już taki styl postÄ™powania i rzeczywiÅ›cie pod tym wzglÄ™dem jest kompletnym idiotÄ…. Nie rozumie, co taka baba może odczuwać, uważa, że robi chwilowÄ… przyjemność i cześć, nic dalej. Ale jak mu to wytÅ‚umaczyÅ‚am, zaczÄ…Å‚ siÄ™ hamować.
— Dawno mu wytÅ‚umaczyÅ‚aÅ›?
— Co najmniej rok temu.
— To ciekawa jestem, co robiÅ‚ przed dwoma laty, jeżeli to co widziaÅ‚am dwa tygodnie temu, byÅ‚o hamowaniem siÄ™. NosiÅ‚ jÄ… na rÄ™kach?
— Nie wiem czy jÄ…, ale owszem. Powiem ci, że ja im wszystkim nawet współczuję…
Granit przy niej, to było nic. Miękki materiał. Postanowiłam dać spokój, w końcu może to ja się mylę? Przemysław realizuje jakieś tajemnicze cele i w drodze do nich stosuje oryginalne środki, ale może tak musi? Beata go ma i jest szczęśliwa, co ja się będę czepiać…
Dokładnie w trzy lata później zadzwoniła do mnie o pierwszej w nocy.
— Przepraszam ciÄ™, że dzwoniÄ™ o tej porze — powiedziaÅ‚a zgnÄ™bionym gÅ‚osem. — Ale gdzie mam zadzwonić, jak nie do ciebie? Do dyżurnego milicjanta? Już nie mogę…
W tym miejscu załamała się i zaczęła płakać. Nie zdołałam pojąć, co się stało, bo płakała coraz gwałtowniej i powtarzała tylko, że już nie może, nie może, nie może!!! Wypadłam z domu i pojechałam do niej.
Rozeszła się z Przemysławem.
Już po kwadransie łzy przemieniły się w szaleństwo. Musiała go przedtem naprawdę kochać, bo teraz pluła dzika nienawiścią. Nie dziwiłam się jej wcale, przeczekałam atak zrozpaczonej furii, przyświadczałam wszystkiemu. Po następnym kwadransie przestała krzyczeć i można było zrozumieć, co mówi.
— OszukaÅ‚ mnie. Rozumiesz? Od poczÄ…tku do koÅ„ca to byÅ‚o jedno gigantyczne Å‚garstwo! I rzuciÅ‚ mnie tak Å›miertelnie wstrÄ™tnie, że już nie można obrzydliwiej! Ohydnie, po chamsku, z bezwzglÄ™dnym, nieludzkim okrucieÅ„stwem…!
— Zaczekaj, nie mów od koÅ„ca — poprosiÅ‚am. — Powiedz od poczÄ…tku, zwal to z siebie, ja siÄ™ mniej wiÄ™cej i tak orientujÄ™. WypluÅ„, wycharkaj, nie zostawiaj na rozplenienie.
— NajchÄ™tniej bym siÄ™ przenicowaÅ‚a i wyszorowaÅ‚a ryżowÄ… szczotkÄ… — powiedziaÅ‚a Beata gwaÅ‚townie. — Potem mogÅ‚abym siÄ™ odwrócić z powrotem na prawÄ… stronÄ™. CzujÄ™ siÄ™ brudna. Wytarzana w gównie.
— To aż tak źle?
— Jeszcze gorzej. Od poczÄ…tku…? Ja tak strasznie chciaÅ‚am, żeby mnie ktoÅ› kochał… To byÅ‚o dawno, na poczÄ…tku. Potem już przestaÅ‚am mieć takie wymagania, potem już strasznie chciaÅ‚am móc kochać kogoś… O Boże, przecież wiesz, moja matka, mój mąż… Przed nimi musiaÅ‚am siÄ™ bronić!
Wiedziałam, zgadzało się. Kopalnia uczuć w Beacie nigdy nie mogła znaleźć ujścia. Do Przemysława to wszystko wybuchło…