- Zgadza się...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Zgadzam się – powiedziała nie ociągając się Colette...
- Przeczytał im krótkie urywki ze swojej rozmowy z Bayardem, z diariusza Madeleine i zapytał: - Czy zgadzamy się więc, że dowodzi to stabilnej, ale bardzo...
- śmiechem, nawet Edorion...
- — Ciężko was Bóg pokarał, ale wam za to odmienił dusze — mówił — nieszczęście wiele uczy...
- odeszła, dukata wzić nie chciała...
- - Nie...
- - Żebyście właśnie wiedzieli, że ja i wy, i my wszyscy mamy spory udział w ich spadkach...
- P...
- In inventory systems, the idea is to replace the old paperâshuffling and phone calls with an automated system...
- Ostatecznie za religią zdaje się więc dla Konińskiego przemawiać Eros Platona, pośrednik między bogami i ludźmi...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Mam je. Seldes nie wiedział o tym.
- Dziękuję za szybką wiadomość.
- Lecę w piątek do Amsterdamu. Hugh Loredon prosił, abym się tam z nim spotkał. Jest umierający.
- Bardzo przykre to słyszeć.
- Proszę traktować tę informację z dyskrecją. Jego córka jeszcze o tym nie wie.
- Oczywiście.
- Proponuję więc, jeśli to panu odpowiada, że przylecę do Paryża jutro, porannym lotem z Zurychu, przekażę panu do rąk te dokumenty i późnym popołudniem odlecę do Amsterdamu.
- W takim razie pozwoli pan, że spotkamy się na Orły i że zaproszę pana na lunch do Veau d’Or. To zaledwie dwadzieścia minut stamtąd, będę więc mógł odstawić pana na czas przed odlotem do Amsterdamu.
- Dobrze... Przylatuję Swissairem 731 o 10.30.
- Jedno pytanie, panie Mather. Czy ktoś jeszcze to widział?
- O ile wiem, tylko osoba, do której były napisane i osoba, która mi je przekazała.
- Czy to oryginały, czy kopie?
- Oryginały.
- Dziękuję panu. Cieszę się na nasze spotkanie. Nadal mnie pan intryguje, panie Mather.
Mather wylądował na Orly w porywach marcowego wiatru z deszczem, z półgodzinnym opóźnieniem. Oczekiwał na niego kierowca Berchmansa, który zawiózł go szybko do małej, wiejskiej restauracji w kierunku na Fountainebleau. Berchmans czekał na niego w narożnym boksie, dobrze oddzielonym od pozostałych stołów. Był serdeczny i wylewny. Zaproponował aperitif. Potem przedyskutowali menu: pieczona ryba w białym winie z bułką, mostek jagnięcy z koperkiem, królik ze śliwkami. Odprawił ceremonię nad listą win. Zapewnił Mathera, że może spokojnie oddać się spożywaniu posiłku, bez obawy spóźnienia na lotnisko.
Mather był zadowolony z takiego rozpieszczania, ale nie chciał wypuszczać inicjatywy z ręki. Kiedy więc zamówienie zostało wydane, wręczył Berchmansowi kopertę z listami, napisanymi przez niego do Madeleine Bayard. Berchmans przebiegł po nich szybko wzrokiem, włożył z powrotem do koperty i schował do kieszeni na piersi. Z nikłym uśmiechem zawstydzenia powiedział:
- Nie ma jak stary dureń.
Mather wzruszył ramionami, nic nie mówiąc.
- Jak pan się natknął na te listy, panie Mather?
- Lepiej, aby pan nie pytał, panie Berchmans. Stanowią materiał dowodowy w sprawie o morderstwo, która jest ciągle jeszcze otwarta.
- Mądra rada - powiedział Berchmans. - Nie powinniśmy psuć sobie smaku tych świetnych potraw. A nawiasem mówiąc, w tym biznesie najlepiej mieć przyjaciół w policji.
Potem, prawie nie zmieniając tonu ani wyrazu, od przystawek do deseru sypał błyskotliwymi anegdotami.
Opowiadał o norweskim stolarzu meblowym Casperonie, który nauczył się tak dobrze podrabiać Edwarda Muncha, że namalował jeden z fałszywych obrazów pod nadzorem policji w ciągu trzech godzin. Mówił jak sam zgromadził kolekcję świetnych falsyfikatów, pędzla niejakiego Jean-Pierre’a Schechrouna, który przyjechał z Madagaskaru, studiował z Lćgerem i na widok książeczki czekowej potrafił zmajstrować Braque’a i Picassa, Kupkę i Kandinskiego. Nie był głupi, tłumaczył Berchmans, nigdy nie malował olejno, robił tylko akwarele, pastele i szkice - „próby” każdego mistrza w każdej pracowni.
Miał interesujące poglądy na tego rodzaju oszustwa.