- Żebyście właśnie wiedzieli, że ja i wy, i my wszyscy mamy spory udział w ich spadkach...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Należało się spodziewać, że ze wszystkich Verealów przede wszystkim don Diego uszanuje świętość tradycji, tymczasem właśnie don Diego stał się sprawcą...
- By moe, i tu wanie odkryjemy jeszcze dziedzin naszego wynalazku, dziedzin, w ktrej zdoby si moemy jeszcze na oryginalno, naprzykad [!] jako parodyci...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- • skrzynia biegów, długa – ponieważ jest wiele szybkich partii (łuki, czasami proste), na których to właśnie dużą prędkością można sporo...
- - To właśnie jest życie duchowe; wszystkie zwykłe czynności, klore się wykonuje z godziny na godzinę...
- maczugi i siekiery z krzemienia; jedni rozpalali ogie pod ogromnymkotem, inni gotowali roen, a wszyscy krzyczeli: "Jezuita! Jezuita!pomcimy si i podjemy...
- Minąłem pokój znajdujący się obok i poczułem na sobie wzrok pedantycznej Gülizar, nerwowej Gülendam i Gülcihan, która właśnie wróciła, położywszy do...
- ottawskich, wspomni, ile czasu i pieniędzy pochłonie prześwietlenie, i zapewni pacjenta, żewykonane właśnie badanie daje niemal stuprocentowo pewne...
- nawet wtedy, kiedy została już sprasowana w kostki, i właśnie dlatego trzeba ją było Szczęście bywa czasami bardzo kapryśne...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Wiesz ty co - powiadam - niech już lepiej twoi wrogowie mówią zamiast ciebie. Z tego wszystkiego widzę tylko, żeś nie kiep, nie przepadniesz marnie i języka w gębie też nie masz zwyczaju zapominać. Jeśli - powiadam - czas ci pozwoli, możesz wpaść do mnie dzisiaj wieczorem. Pogadamy sobie trochę i zarazem zjemy wspólnie wieczerzę...
Naturalnie, że nie trzeba mu było tego powtarzać dwa razy, bo zjawił się akurat w porę, czyli wtedy, gdy gorący barszcz dymił na stole, a mleczne pierożki smażyły się w piecu.
- Teściowa twoja - mówię - cieszy się widocznie jak najlepszym zdrowiem, skoro trafiłeś na wieczerzę. Możesz iść myć ręce, jak tego wymaga rytuał, a jeśli nie chcesz, też nie musisz. Ani ja nie jestem pokątnym radcą prawnym Pana Boga, ani ja rózeg za twoje grzechy na tamtym świecie nie dostanę.
Tak sobie z nim gawędzę i czuję, że coś mnie w tym człowieczku pociąga. Co - tego nie wiem sam, ale pociąga. Lubię, wiecie, człowieka, żeby można z nim było słowo zamienić. Czy to wspomnieć jakiś cytat, czy wyjątek z Pisma Świętego, czasem wgłębić się w sprawy niebios, o tym, tamtym, owym; o makaronie, cebuli, niestworzonych rzeczach... Takim człowiekiem jest Tewje. Od tego czasu młodzieniec zjawiał się u nas prawie codziennie. Gdy kończył dawać swoje lekcje, przychodził do mnie odpocząć i rozerwać się trochę. Niech się wam zdaje, że te lekcje - za przeproszeniem - wyłaziły mu bokiem. Bo musicie wiedzieć, że u nas największy bogacz płaci za lekcję całych osiemnaście groszaków miesięcznie, a za to nauczyciel musi prócz udzielania lekcji pomagać w czytaniu depesz, pisaniu adresów oraz załatwianiu sprawunków również. A dlaczegóż by nie? Wyraźnie napisane jest: „całym twoim sercem i całą twoją duszą” - czyli jeśli jadasz chleb, to wiedz, za co! Całe szczęście, że jadał właściwie u mnie i dlatego zajmował się trochę moimi córkami; jak tam powiedziane jest: „oko za oko” - czyli smagnięcie za smagnięcie. Tak oto stał się w naszym domu swoim człowiekiem. Dzieci podawały mu czasem szklankę mleka, a moja stara patrzała, by miał na sobie czystą koszulę i całe skarpety. Właśnie wtedy nadaliśmy mu miano Pieprzyk. To znaczy, że przerobiliśmy z rosyjskiego jego nazwisko Perczyk i można rzec, żeśmy go wszyscy polubili jak członka rodziny. Bo z usposobienia, musicie wiedzieć, jest on wcale niezłym człowiekiem. Prosty, taki zwykły sobie śmiertelnik, co to twoje - moje, moje - twoje, wszystko bezpańskie i cebula także. Jednej tylko rzeczy w nim nie cierpiałem. Miał zwyczaj znikać ni stąd, ni z owąd. Nagle podnosił się, odchodził i jakby się pod ziemię zapadł. „Gdzieżeś ty był, mój mały kanarku?” Milczy jak ryba... Nie wiem jak wy, ale ja nie lubię ludzi z sekretami. Ja lubię, jak to się mówi, ażeby było co na myśli, to i na języku. Ale za to ma tę zaletę, że jak się już rozgada, to gada, jak tam powiedziane jest: „od ognia i od wody” - czyli za dziesięciu. Pyskaty, że niech Bóg broni. Psioczy na Boga, na Mesjasza, na wszystko, co święte... A już najbardziej na to, co święte... Przy tym roi takie jakieś dzikie plany, ma takie kręte, zwariowane pomysły... Wszystko jest u niego na odwrót, wszystko do góry nogami. Na przykład: według jego przekręconego, zwariowanego rozumowania bogacz jest najgorszym człowiekiem pod słońcem, a biedak na odwrót, sam cymes, a już rzemieślnik nie ma w ogóle równego sobie, bo to przecież „z pracy swoich rąk żyje”, a to jest najważniejsze.
- A jednak - powiadam - porównać tego z pieniędzmi jeszcze długo się nie da.
Wtedy on się rozpłomienia i usiłuje udowodnić mi wszelkimi sposobami, że pieniądz jest zgubą dla świata. - Wszelki fałsz i zakłamanie na świecie biorą się właśnie z pieniędzy i wszystko - mówi - co się na świecie dzieje, dzieje się niewłaściwie, niesprawiedliwie. - I daje mi na to dziesiątki tysięcy przykładów i dowodów, które obijają się - oczywiście - o mnie jak groch o ścianę...
- Czyli - powiadam - według twojego zwariowanego rozumowania należy przypuszczać, iż to, że moja krowa daje mleko i mój koń ciągnie wóz, jest także niesprawiedliwością?
Takie i temu podobne, z głupia frant pytania zadaję mu i zbijam jego każde słowo, jak to Tewje potrafi! Ale mój Pieprzyk też potrafi, i to jeszcze jak! To ci dopiero znaczy potrafić. Oby tak nie potrafił, jak właśnie potrafi. A jak ma coś na wątrobie, zaraz z miejsca wyłoży. Pewnego razu siedzimy obaj o zmroku na przyzbie i wgłębiamy się w te wszystkie doniosłe sprawy, to znaczy w całą filozofię, gdy odzywa się do mnie Pieprzyk tymi oto słowami:
- Wiecie co, reb Tewje? Macie, reb Tewje, bardzo udane córki.
- Doprawdy? - mówię. - Dziękuję ci za radosną nowinę. Miały - powiadam - w kogo się wdać.