śmiechem, nawet Edorion...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- że jest tam taki, prawda? To wcale nie jest żaden z tych kościołów, nie są to nawet wspólne ruchy ludzi, to jest bardzo ważne, drodzy bracia, bardzo ważne...
- Po drugie: gdyby nawet państwa zachodniej Europy naprawdę robiły to samo, co kolejne rządy Polski (a nie robią, o czym za chwilę), to są to państwa bogate i jeśli...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- - Moglibyście, Procie, zrobić to nawet i teraz, choćby po to, żeby własne sumienie uspokoić...
- Pod ziemią mieliśmy nawet drogowskazy, dzięki czemu obcy wiedzieli gdzie się znajdują, chociaż zapewnianie przybyszom [kadrze i partyzantom] przewodnika było...
- Pani Hunter regularnie co miesic wystawiaa czeki za swj pobyt w klinice; bez mrugnicia wasnorcznie wpisywaa odpowiednie sumy, mimo e czasami nawet...
- — Wyczuwacie taką ingerencję nawet teraz? — Śnieżynka dotknęła swego Klejnotu...
- szczęśliwy i bezpieczny – stwierdza, że jest zadowolony, a nawet bardzo zadowolony ( Jak dobrze)...
- tetem, szeroką wiedzą i dobrymi po-byłby w stanie rozstrzygnąć dylema-i nawet jeśli czuje jego spadek, to sa-mysłami na rejsy, to nie odniesie...
- Mahskevic nie podniósł nawet wzroku znad swych korzennych roślin, choć przerwał wyrywanie chwastów na dość długo, by zastanowić się nad tą propozycją...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Najgłośniej z wszystkich śmiał się Estean, młodzieniec o pospolitej twarzy,
przeczesując palcami rzadkie włosy, które stale opadały mu na czoło. Gdyby za-
mienić ten wyborny, żółty kaftan na burą wełnę, można by wziąć go za farmera,
nie zaś za syna Wysokiego Lorda, posiadacza najbogatszych majątków w Łzie.
Wypił więcej wina niż pozostali.
Zataczając się na siedzącego obok wyfiokowanego jegomościa o imieniu Ba-
ren, który zawsze zdawał się patrzeć na wszystko znad swego ostrego nosa, Es-
tean dźgnął rozdającego karty nieco chwiejnym palcem. Baren odchylił się w tył,
krzywiąc obejmujące cybuch fajki usta, jakby się obawiał, że Estean będzie wy-
miotował.
— A to dobre, Carlomin — wybełkotał Estean. — Ty też tak myślisz, prawda,
Baren? Edorion nawet nie powącha ich perfum. Gdyby chciał wypróbować swoje
szczęście. . . zaryzykować. . . to powinien się wziąć za te dziewuchy Aielów, tak jak Mat. Za te włócznie i noże. Niech sczeźnie ma dusza. To jakby zapraszać
lwa do tańca. — Dookoła stołu zapadła martwa cisza. Estean nadal się śmiał,
samotnie, po chwili zamrugał i znowu przeczesał palcami włosy. — O co chodzi?
49
Czy ja coś powiedziałem? Ano tak. To przez nich.
Mat ledwie skrył gniew. Ten głupiec musiał wspomnieć Aielów. Gorszym te-
matem rozmowy mogły być jedynie Aes Sedai. Ci tutaj woleliby zapewne pozwo-
lić Aielom spokojnie spacerować po korytarzach i patrzyć z góry na wszystkich
mieszkańców Łzy, którzy wejdą im w drogę, niż gościć bodaj jedną Aes Sedai.
W ich mniemaniu obecnie przebywały tu cztery. Wygrzebał z sakiewki srebrną
koronę andorańską i dorzucił ją do puli. Carlomin wydał mu kartę powolnym ru-
chem.
Mat odchylił ją ostrożnie paznokciem kciuka i nie pozwolił sobie na więcej
jak na mrugnięcie powieką. Władca Kielichów, Wysoki Lord Łzy. Władcy w da-
nej talii różnili się w zależności od kraju, w którym wykonano karty, przy czym
jego był zawsze przedstawiony jako Władca Kielichów, i to był najwyższy ko-
lor. Ta talia była stara. Widział już nowsze, z twarzą Randa lub podobną do niej na karcie z Władcą Pucharów, łącznie ze sztandarem Smoka. Rand, władca Łzy,
to nadal wydawało się tak absurdalne, że miał ochotę się uszczypnąć. Rand był
pasterzem, znakomitym kompanem do zabawy, kiedy nie robił się przesadnie po-
ważny i odpowiedzialny. Rand, obecnie Smok Odrodzony; to mu przypomniało,
że jest głupi jak baran, tak siedząc tutaj, gdzie Moiraine może go dosięgnąć, kiedy tylko zechce, i czekając, by sprawdzić, co dalej zrobi Rand. Może Thom Merrilin
z nim pojedzie. Albo Perrin. Tylko że Thom najwyraźniej tak się rozgościł w Ka-
mieniu, jakby nigdy nie miał zamiaru wyjechać, a Perrin nigdzie się nie wybierze, dopóki Faile nie kiwnie palcem. Cóż, Mat był gotów podróżować samotnie, gdyby
okazało się to konieczne.
A jednak na środku stołu leżało srebro, przed lordami złoto, i jeśli dostanie
piątego władcę, wówczas nikt z nim nie wygra. Nie, żeby tak naprawdę tego po-
trzebował. Nagle poczuł w umyśle łaskotanie szczęścia. Nie to samo mrowienie
jak przy grze w kości, rzecz jasna, był jednak pewien, że nikt nie pobije czterech władców. Tairenianie całą noc licytowali jak szaleni, złoto, za które można by-
ło kupić dziesięć farm, wielokrotnie wędrowało z jednej strony stołu na drugą,
przechodząc z rąk do rąk.
Niemniej jednak Carlomin wpatrywał się w wachlarz kart w swoim ręku, za-
miast dokupić czwartą, Baren natomiast zachłannie zaciągał się fajką i układał
leżące przed nim monety w stosy, jakby był gotów wepchnąć je zaraz do kieszeni.
Broda Reimona skrywała chmurny wyraz oblicza, a Edorian krzywił się do swych
paznokci. Tylko Estean wyglądał na nieporuszonego, wodził wzrokiem dookoła
stołu, uśmiechając się niepewnie. Być może zapomniał już, co przed chwilą po-
wiedział. Zazwyczaj udawało im się robić dobrą minę w sytuacji, gdy rozmowa
przypadkiem dotknęła tematu Aielów, ale godzina była późna, a wino wcześniej
lało się szeroką strugą.
Mat przetrząsał umysł w poszukiwaniu sposobu na zatrzymanie ich oraz ich
złota przy stole. Jedno spojrzenie na twarze lordów wystarczyło, by wiedzieć, że 50
zwykła zmiana tematu nie wystarczy. Istniała też inna metoda. Jeśli sprawi, że będą się śmiali z Aielów. . .
„Czy warto, by śmiali się również ze mnie?” Gryząc cybuch fajki, usiłował
wymyślić coś lepszego.
Baren wziął w każdą dłoń po kupce złota i zaczął upychać je po kieszeniach.