– Zgadzam się – powiedziała nie ociągając się Colette...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
- — Tego kuśnierza mogłabyś lepiej pamiętać, skoro zetknęłaś się z nim osobiście — powiedziałam z niezadowoleniem i naganą...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedział Ulath...
- „Tak, Panie — powiedziałem — lecz z całą pewnością cierpienie jest złe”...
- — Oskrzydlamy? — Powiedz mu po prostu, że uderzamy na nich od zachodu...
- — O słodki Jezu… — powiedział pobożnie rozpromieniony młodzieniec...
- W tym miejscu naley przynajmniej par sw powiedzie o sowie "zainteresowania", ktre obecnie w potocznym uyciu stao si terminem wytartym i martwym...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Ja zwykle nie śpię do późna w noc – poinformował ich Williams. – Jeżeli nikt nie wyraża sprzeciwu, z przyjemnością obejmę tę pierwszą, uch, wartę.
– Bardzo dobrze... a ja obejmę drugą – zgłosiła się na Ochotnika Colette. – Ale będziecie musieli zwolnić mojego ojca z tego obowiązku... obawiam się, że to ponad jego siły.
– Ależ moja droga... – zaczął du Kane.
Colette cmoknęła go od niechcenia w czoło.
– Cicho, staruszku. Oprzyj się o mnie.
– Ale twoja matka uważałaby...
Oczy Colette przybrały nagle tak szalony wyraz, że Ethanowi aż dech zaparło. Wyglądała, jak gdyby miała zamiar się rozkrzyczeć, ale zamiast tego powiedziała tonem, który świadczył, że trzyma nerwy na wodzy, chociaż z trudem.
– Nie wspominaj mi teraz o tej kobiecie.
– Ale...
– Nie!
Głosem dała wyraźnie do zrozumienia, o co chodzi. Nie było miejsca na wątpliwości. Ethan miał ochotę delikatnie zadać jej pytanie czy dwa, popatrzył jeszcze raz w te przenikliwe, zielone oczy i zdecydował się nie wtrącać. Zajmij się swoimi sprawami, głupcze! Okręcił się i ułożył twarzą do ognia.
* * *
Wydawało mu się, że dopiero co się przyłożył po swoich dwóch godzinach warty, kiedy nagle coś go obudziło. Leżał twarzą do odległego o pół metra ognia. Przez chwilę, gdzieś bardzo głęboko w jego wnętrzu, coś bardzo prymitywnego skuliło się z przerażenia. Ale dzięki temu szybko się rozbudził. Przekręcił się i znalazł się niemal nos w nos z Williamsem.
Nauczyciel przyłożył palec do warg. Ethan powoli usiadł i zdusił cisnące mu się na usta pytania. Po drugiej stronie żarzącego się ognia widać było Colette du Kane. Miała taki wyraz twarzy, że całkiem odechciało mu się spać. Obgryzała sobie kostki u jednej z rąk. Obok w napięciu klęczał jej ojciec, obejmując ją ramieniem. Skua September, który w blasku ognia wyglądał całkiem jak Hefajstos, stał z boku i wpatrywał się z przejęciem w drzwi. Ostatni promiennik trzymał kurczowo zaciśnięty w prawej pięści. W środku, dzięki temu, że palił się ogień, nie zrobiło się dużo zimniej, ale naciskająca ze wszystkich stron ciemność była niemal namacalna.
Ethan uświadomił sobie, że w maleńkiej kabinie daje się wyczuć coś nowego i nieprzyjemnego. Ludzie nie umieją równie dobrze jak ich psy wywęszyć lęku, ale potrafią rozpoznać go u siebie nawzajem.
– To było podczas warty panny du Kane – wyszeptał nauczyciel cicho. – Obudziła pana Septembra, który uznał, że najlepiej będzie obudzić pozostałych.
Ethan odwrócił się na tyle, by kątem oka dostrzec Walthera, który siedział w swoim kącie i nie mógł opanować drgania rąk.
– Podobno pannie du Kane wydało się, że słyszy, jak coś się porusza na zewnątrz – ciągnął dalej Williams. – I chociaż, jak wyznała, brak jej rozeznania w miejscowych formach życia, nie wydaje jej się, żeby to miał być któryś z waszych tubylców. Oczywiście nie może mieć pewności.
W tym momencie rozległ się dźwięczny łomot, nagły niby zapłon silnika, jak gdyby coś ciężkiego uderzyło w metal. Odgłos dochodził z zewnątrz. September spiął się do skoku. Dobiegający z kąta chichot Walthera działał wszystkim na nerwy. September syknął na niego, żeby się zamknął albo mu kark skręci.
Ethan słyszał, jak gdzieś daleko coś szura i czymś podzwania. Odgłosy brzmiały tak, jak gdyby dzieliło je od nich z tysiąc mil. Niestety, było to mało prawdopodobne. Na dodatek ponad wycie wiatru wyraźnie wybijał się niski, jękliwy dźwięk. Taki odgłos wydają z siebie ludzie wyrwani nagle z koszmarnego snu. To był mocniejszy, to słabszy, jak pracujący na jałowym biegu silnik. Dźwięk był bardzo niski. Chwilami przerywało go basowe pokasływanie. Rozległo się głośne łupnięcie. Potem zapadła cisza. Potężny mężczyzna ani drgnął. Ethan przyglądał mu się. September trwał sprężony do skoku, łowiąc uchem jakieś niewyobrażalne dźwięki.
Wiatr mozolił się nieprzerwanie nad swoją samotną pieśnią, porykiwał nieustannie, monotonnie, a od tego ryku Ethanowi po grzbiecie chodziły zimne dreszcze. Niemal już uwierzył, że na zewnątrz poza wiatrem świszczącym w porozdzieranym metalu niczego więcej nie ma. Może to tylko jakiś wyrwany fotel podskakuje po zniszczonym kadłubie statku.
Podczołgał się powoli do drzwi. Przyłożył ucho w pobliże otwartej szpary, zignorował wiatr, który usiłował mu to ucho odgryźć. Zwracał jednak uwagę, żeby nie dotknąć metalu. Przez ten czas nawet wewnętrzna powierzchnia drzwi zrobiła się potwornie zimna, skóra się mogła do niej przylepić.
Obejrzał się na Septembra i potrząsnął głową na znak, że niczego nowego nie słyszy. September skinął głową raz. Promiennik w jego ręce nawet nie zadrżał.