— Ciężko was Bóg pokarał, ale wam za to odmienił dusze — mówił — nieszczęście wiele uczy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- • skrzynia biegów, długa – ponieważ jest wiele szybkich partii (łuki, czasami proste), na których to właśnie dużą prędkością można sporo...
- Ware, który mo¿e byæ pojedyncz¹ partycj¹ dyskow¹ podzielon¹ na wiele partycji lo- gicznych...
- Nina Łuszczewska nadzwyczaj wiele czasu poświęcając wychowaniu córek i czytaniu wszystkich prawie rozglośniejszych nowości literackich, mniej się...
- Ossendowskiego, Roericha, a szczególnie The Coming Race Bulwera Lyttona, z której niewątpliwiezaczerpnął wiele faktów na użytek swych opowieści,...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- - Pewnie oczekiwaliśmy zbyt wiele po tej rozmowie, a każdy z nas czegoś innego - wykrztusił w końcu Torin...
- Mimo i w Indiach istnieje wiele programw owiaty dorosych, to jednak dziaaj one na ma skal...
- znalazł i któż zaręczy, czy ją znajdzie? – Prawda jest! Ale gdy Bóg go przez nasze ręce od Bohuna uwolnił i przez tyle niebezpieczeństw, przez...
- - Moim zdaniem - mówił Jan z namysłem - należy dokumentu strzec jak oka w głowie przez te kilka dni, które nas dzielą od wielkiej premiery...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Czy tylko, o Boże! czy tylko żyją jeszcze nasze matki?
Wtedy zamierały w nich serca i bez zwłoki dosiadali koni gnając je bez wytchnienia.
Wielką mieli przed sobą drogę, mijały tygodnie, a oni wciąż jeszcze do znajomych nie dotarli szlaków; nie obawiali się zbójców, Nieborak bowiem znał wszystkie zbójeckie hasła i wiedział, że kruk krukowi oka nie wykolę, a zbójca nie uczyni krzywdy swojemu komilitonowi. Bardziej lękali się dzikiego zwierza, którego wonczas pełno było w lasach; mieli wprawdzie ze sobą broń, zawsze jednak któryś z nich musiał nocą odbywać straż. Kiedy podczas miesięcznych nocy kolej stróżowania przypadła na— Jacka lub Placka, czuli się dziwnie niepewnie i starali się ukryć twarz przed księżycem. Niemiła to była historia z tą kradzieżą księżyca, woleli przeto nie przypominać mu się zbytnio.
Szczęście im sprzyjało, gdyż w ciągu długiej podróży nie zdarzyło im się nic groźnego; czasem tylko koń okulał, czasem Jacek i Placek zlatywali z niego okrężną drogą przez koński łeb, co nie jest zwyczajem dobrych jeźdźców.
Jednego dnia zbliżyli się do wielkiego jeziora; ostrożnie jednak wychynęli z lasu, przestraszyła ich bowiem dziwna na jeziorze wrzawa.
— Co się dzieje na tej wodzie? — zapytał zdumiony Nieborak.
— Ha! — krzyknął Jacek. — To pelikany!
— My znamy to jezioro — zawołał Placek.
— Tak, tak, to to samo — mówił Jacek — omal w nim nie utonęliśmy, kiedy pelikany spadły z nami do wody. Były wtedy dwa tylko, a patrzcie, co się teraz dzieje!
Chmura pelikanów, nie zwracając na nich uwagi, odbywała łowy z niewielkim jednak powodzeniem.
— Może wśród nich są i nasi przyjaciele — rzekł ze wzruszeniem Jacek — dobre to były ptaki, choć dziwnie żarłoczne. Liczną stworzyły rodzinę, a same chyba zdechły z głodu, bo potomstwo ma zdumiewający apetyt.
— Czy znacie już stąd drogę? — zapytał ze wzruszeniem Nieborak.
— Przypominamy sobie, że na zachód od tego jeziora mieszkał czarnoksiężnik, a w przeciwnej stronie, ale bardzo daleko jest wielkie miasto, od którego już blisko do twoich bagien. Nie popasajmy tu jednak zbyt długo, bo im dalej będziemy od czarnoksiężnika, tym lepiej dla nas.
Nagle w lesie ozwał się przeraźliwie smutny bek kozy.
— W nogi! — wrzasnął Jacek.
— To ciotka beczy! — krzyknął z przestrachem Placek. Gnali długo, nie obejrzawszy się nawet. Znowu wędrowali przez wiele dni, aż ujrzeli rzekę srebrzyście wijącą się wśród pól i lasów. Konie poczuwszy wodę zaczęły strzyc uszyma, a i jeźdźcom uczyniło się raźniej, bo im się wydało w przeczystym świetle ranka, że gdzieś na widnokręgu zamajaczyły wieże miasta. Im bardziej zbliżali się do rzeki, tym więcej zaczęli czuć dziwną jakąś woń. Konie stały się niespokojne, a jeźdźcy zatykali nosy.
— Co to może być? — zapytał Nieborak.
— Okropnie to pachnie — rzekł Jacek.
— Ja myślę, że gdzieś w pobliżu leży albo zdechły zając, albo większa jakaś zwierzyna.
— Patrzcie, tam jest most!
— Stamtąd właśnie wiatr przynosi tę woń…
Jacek zaczął się kręcić na siodle, schwycił wiatr w nozdrza i rzekł z największym podziwem:
— Ja znam ten zapach! ,
— I mnie się coś majaczy — mówił Placek, na próżno j starając się sobie coś przypomnieć.
Zbliżyli się do mostu, gdzie u przyczółka stał domek człowieka pobierającego myto.
— Zapach idzie z tego domku — rzekł Nieborak — muszą tam być zdechłe ryby…
Na odgłos tętentu otwarły się drzwi domku i stanął w nich dziwaczny człowiek, bardzo pokraczny, na krzywych nogach, z garbem na plecach, z kilkoma włosami na brodzie. Od niego właśnie biła ta przejmująca woń.
Jacek i Placek przyjrzeli mu się pilnie i zdumienie ich nie miało granic.
Człowieczek zbliżył się do koni, które zaczęły się cofać, parskając z powodu zabójczej woni i rzekł:
— Witam was, dostojni panowie. Raczcie zapłacić myto za przejazd przez most.
— Uczynimy to natychmiast, szlachetny hrabio Mortadello! — rzekł Jacek
Pachnący człowieczek spojrzał na nich zdziwiony.
— Nie wiem, skąd znacie moje piękne nazwisko — rzekł — bo ja nie mam zaszczytu was znać.
— Zanim ujrzeliśmy Waszą Dostojność, poznaliśmy cię po tej twojej pomadzie na piękność!
— Cha! cha! — zaśmiał się hrabia. — Wspaniała to jest i niezrównana pomada. Mniej jednak skuteczna jest na zachowanie piękności, ale inne walne ma zalety, bo na dziesięć mil dookoła zdechły wszystkie muchy i komary, których tu przedtem było w bród.
— Jak to się stało, szlachetny hrabio — pytał Jacek — że potężny namiestnik został dozorcą mostu?
— Rząd się zmienił — odrzekł melancholijnie hrabia Mortadella.
Nieborak przysłuchiwał się tej rozmowie z wesołym zdumieniem.
— Rad bym jednak — rzekł hrabia, pilnie im się przypatrując — dowiedzieć się, z kim mam szczęście i honor wspominania dawnych czasów?
— Nie poznajesz nas, przystojny hrabio? Mortadella przyjrzał się im bacznie i mówił jakby do siebie:
— Gdyby nie te książęce stroje i te rumaki, mógłbym mniemać… Ależ tak! Takich twarzy nie zapomni nikt, kto je raz choćby widział w życiu… Ach! ach! to wy jesteście owi nieporównani szybkobiegacze, którym kazałem dać…
Przerwał zawstydzony, a Jacek na to:
— Dokończ teraz, wspaniały hrabio, bo wtedy nie dokończyłeś.
— Czy pragniecie zemsty? — zapytał hrabia z drżeniem, spojrzawszy na ich miecze.
— O, nie! — zawołał Placek. — Słusznie nam się wtedy należało.
Hrabia odetchnął i zapytał:
— Jakże to się stało, że z dwóch łapserdaków wyrosło… trzech wspaniałych rycerzy?
— Rząd się zmienił — zaśmiał się Jacek.
— Wszystko jest możliwe — rzekł smętnie hrabia. Tymczasem Placek, poszeptawszy na stronie z Nieborakiem, wysupłał kilka dukatów i rzekł:
— Racz przyjąć, nieszczęsny hrabio, tę drobnostkę.