zapominając o wszystkim krzyknęła triumfalnie: ─ Do licha! Przecież to ja wygrałam...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Grobstein Ruth, Wszystko o raku piersi FAKTY, KTÓRE POWINNAÂ ZNAå, I PYTANIA, KTÓRE MO˚ESZ ZADAå 37 • Skoro us∏ysza∏aÊ takà diagnoz´,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
.. Do licha ciężkiego! Co za szczęście! l nie wiedząc
już, jak wyrazić radość, która ją rozpierała, uścisnęła i ucałowała Ludwisia, którego złapała w
górze, na ramieniu Bordenave'a.
─Trzy minuty i czternaście sekund ─ rzekł Bordenave wkładając zegarek z powrotem do
kieszeni.
Nana ciągle słyszała swoje imię, którego echo rozlegało się po całej równinie. Stała w słoń-
cu, wyprostowana i władcza, ze swymi ognistymi włosami i w sukni biało-błękitnej koloru
nieba, a jej lud ją oklaskiwał. Labordette, ulatniając się, oznajmił jej, że wygrała dwa tysiące
ludwików, gdyż postawił na Nanę jej pięćdziesiąt ludwików. Lecz pieniądze mniej ją wzru-
szały niż to nieoczekiwane zwycięstwo, którego blask robił z niej królową Paryża. Wszystkie
kokoty z jej otoczenia przegrały. Róża Mignon w przystępie wściekłości złamała parasolkę,
Karolina Hèquet, Klarysa, Simona, a nawet Lucy Stewart, nie zważając na syna, głucho prze-
klinały, rozdrażnione szczęściem tej grubej dziewki, natomiast Tricona, która się przeżegnała
w chwili startu i finiszu koni, teraz, zachwycona, że miała nosa, prostowała wysoką figurę i
jako doświadczona matrona błogosławiła Nanę. Tymczasem dokoła landa wzrastał jeszcze
napór tłumu. Rozlegały się dzikie krzyki. Jerzy, zgnieciony, krzyczał dalej załamującym się
głosem. Ponieważ zabrakło szampana, Filip pobiegł do bufetów zabierając z sobą lokajów.
Dwór Nany ciągle się powiększał, jej triumf przyciągał nawet opornych do powozu, który stał
się centralnym punktem trawnika. Nana królowała jak bogini Wenus uwielbiana przez ogar-
niętych szałem poddanych. Bordenaye stojąc za nią rzucał przekleństwa z ojcowskim roz-
czuleniem. Nawet Steiner, na nowo zdobyty, rzucił Simonę i wspinał się na jeden ze stopni
powozu. Gdy przyniesiono szampana i gdy Nana podniosła w górę pełny kielich, zerwały się
takie oklaski, tak głośno powtarzano:
„Nana! Nana! Nana!”, że zdumiony tłum szukał klaczy; już nie wiedziano, czy to zwierzę,
czy kobieta rozpierała ich serca.
Tymczasem nadszedł Mignon pomimo groźnych spojrzeń Róży. Rozbrajała go ta przeklęta
dziewczyna, chciał ją ucałować. A gdy wycałował ją w oba policzki, rzekł po ojcowsku:
─ Przykro mi, że teraz na pewno Róża wyśle list... Zanadto się wścieka.
─ Tym lepiej! To mi jest na rękę! ─ klapnęła Nana. Lecz widząc, że osłupiał, dodała spiesz-
nie: ─ Ależ nie! Co ja mówię?... Naprawdę nie wiem już, co gadam!...Jestem pijana. ─ I rze-
czywiście upojona radością, słońcem i ciągle wychylanym kielichem sama zaczęła siebie po-
dziwiać. ─ Wszyscy do Nany! ─ krzyczała w rosnącym zgiełku, wśród śmiechów i braw,
173
które powoli ogarnęły cały hipodrom. Wyścigi się kończyły, odbywała się teraz gonitwa o
nagrodę Vaublanc. Powozy odjeżdżały jeden za drugim. Wśród kłótni wracało ciągle nazwi-
sko Vandeuvres'a. Teraz już wszystko stało się jasne: Vandeuvres przygotowywał swoje ude-
rzenie od dwóch lat, każąc Greshamowi powstrzymywać Nanę. Wychował Lusignana tylko
dlatego, żeby rozegrać partię klaczy. Ci, co stracili, byli źli, a ci, co wygrali, wzruszali ramio-
nami. Ostatecznie, czy nie było mu wolno? Właściciel ma przecież prawo prowadzić swoją
stajnię, jak uważa za stosowne. Zdarzały się już takie rzeczy! Większość osób była zdania, że
Vandeuvres jest bardzo zręczny, bo za pośrednictwem przyjaciół zebrał wszystko, co mógł
uzyskać za Nanę. To tłumaczyło zresztą nagłą zwyżkę stawki. Mówiono o dwóch tysiącach
ludwików; licząc średnio po trzydzieści, dawało to milion dwieście tysięcy zysku. Tak wyso-
ka cyfra budziła szacunek i wszystko usprawiedliwiała.
Lecz z miejsc członkowskich dochodziły inne, bardzo poważne pogłoski, wypowiadane
szeptem. Mężczyźni, którzy stamtąd wracali, podawali szczegóły. Coraz głośniej mówiono o
strasznym skandalu. Biedny Vandeuvres był skończony: swoją wspaniałą rozgrywkę zepsuł
podłym głupstwem, idiotyczną kradzieżą, każąc Marechalowi, bookmakerowi o podejrzanej
opinii, postawić na swoje konto dwa tysiące ludwików przeciwko Lusignanowi, żeby odbić
sobie głupie tysiąc ludwików, postawionych jawnie: Co świadczyło o lekkim obłędzie w
chwili ostatecznego krachu. Bookmaker uprzedzony, że faworyt nie wygra, zarobił na tym
koniu około sześćdziesięciu tysięcy franków. Labordette w braku dokładnych i szczegóło-
wych instrukcji poszedł właśnie postawić dwieście ludwików na Nanę, a tamten, nie znając
mechanizmu uderzenia, realizował jeszcze stawki po pięćdziesiąt. Ograbiony na sto tysięcy
franków z powodu klaczy i przegrawszy na niej czterdzieści tysięcy, Marechal poczuł, że traci
grunt pod nogami. Nagle wszystko zrozumiał widząc, jak Labordette i hrabia rozmawiają po
wyścigu w sali wagowej. Gdy stwierdził, że został okradziony. wylazła z niego brutalna
wściekłość dawnego stangreta. Zrobił publicznie straszną scenę opowiadając o całej historii