Zapewniano mnie, iż nie wszystkie laski mają jednakową moc; siła ich jest proporcjonalna dopredyspozycji użytkownika i zależna od celów, do jakich ma być...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Grobstein Ruth, Wszystko o raku piersi FAKTY, KTÓRE POWINNAÂ ZNAå, I PYTANIA, KTÓRE MO˚ESZ ZADAå 37 • Skoro us∏ysza∏aÊ takà diagnoz´,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Niektórzy mają bardziej
rozwiniętą zdolność niszczenia, inni – uzdrawiania; dużo zależy też od spokoju i zrównoważenia
używającego. Zapewniają mnie, że zdolność do pełnego wykorzystania siły Vril, uzyskuje się
jedynie poprzez naturalne usposobienie, czyli przez dziedzicznie przekazywane umiejętności – i
że czteroletnia dziewczynka, należąca do jednego z odłamów Vril-ya, której po raz pierwszy
włoży się w dłoń laskę Vril, potrafi nią dokonywać cudów, których najbieglejszy mechanik,
urodzony poza tym krajem, nie byłby się w stanie nauczyć w ciągu całego życia ćwiczeń. Nie
wszystkie laski są jednakowo skomplikowane w obsłudze. Te powierzane dzieciom są znacznie
prostsze od noszonych przez mędrców obu płci i tak skonstruowane, żeby odpowiadały
rodzajowi zadań, które dziecko ma do wykonania. Im dziecko młodsze, tym więcej w lasce sił
destruktywnych. W laskach noszonych przez żony i matki siły destruktywne są zazwyczaj
zredukowane, podczas gdy siła uzdrawiająca występuje w nich w pełnym wymiarze. Chętnie
powiedziałbym więcej na temat tego przekaźnika mocy Vril, jego budowa jest jednak w równym
stopniu skomplikowana, jak wspaniałe są efekty jego stosowania”.
Młody człowiek nie może wyjść ze zdumienia, gdy Zee demonstruje mu moc swej metalowej
laski. „Widziałem, jak za pośrednictwem samej laski Vril, stojąc w pewnej odległości, wprawiała w
ruch duże i ciężkie przedmioty. Wydawało się, że wypełnia je inteligencją, dzięki której rozumieją i
wykonują jej rozkazy”.
Także i w tym miejscu można odkryć bezpośredni związek pomiędzy fikcją a prawdą; posiadana
przez Zee zdolność przenoszenia przedmiotów za pośrednictwem, jak się zdaje, sił umysłu,
odpowiada dokładnie udokumentowanym zdolnościom telekinetycznym samego Bulwera Lyttona.
Następną niespodziankę narrator przeżywa, widząc ludzi Vril-ya latających w powietrzu przy
użyciu skrzydeł. Skrzydła te, jak zauważa, można zdejmować; są one bardzo duże – sięgają aż do
kolan.
„Skrzydła mocuje się u ramion lekkimi, lecz mocnymi obręczami stalowymi; gdy się je
rozłoży, ramiona wślizgują się w otwory, tworząc silną powierzchnię nośną. Kiedy ramiona
unoszą się w górę, schowana pod ubraniem konstrukcja z rurek wypełnia się powietrzem na
zasadzie mechanicznej, stopień zaś jej wypełnienia można dowolnie zmniejszać lub zwiększać
odpowiednimi ruchami. Służy to zamortyzowaniu całości, jak gdyby spoczywała na
wypełnionych gazem pęcherzach. Skrzydła wraz z podobnym do balonu aparatem są
naładowane energią Vril, gdy zaś ciało człowieka unosi się w ten sposób w powietrze, zdaje się
w szczególny sposób lżejsze niż było.
Stwierdziłem, że wznoszenie się ponad ziemię jest całkiem łatwe. Gdy rozłożyło się skrzydła,
nie sposób wręcz było się nie unieść. Trudności i niebezpieczeństwa pojawiały się dopiero
później. Nie udało mi się zupełnie opanować sposobu używania zaczepów, mimo że wśród
mojego narodu jestem uważany za bardzo bystrego i sprawnego fizycznie; jestem też
doskonałym pływakiem. Mogłem jedynie podejmować nieporadne i kompromitujące próby lotu.
Byłem sługą skrzydeł, a nie odwrotnie. Znajdowały się poza moją kontrolą. Gdy zaś, dzięki
gwałtownemu wysiłkowi mięśni i – muszę to przyznać – z ową anormalną siłą, jaką posiadamy
w stanach niezwykłego przerażenia, przezwyciężyłem ich obroty i przyciągnąłem je blisko ciała,
utraciłem podtrzymującą mnie w powietrzu zmagazynowaną w nich moc niczym uchodzące z
balonu powietrze i stwierdziłem, że zbliżam się znowu do ziemi. Uratowawszy się dzięki wręcz
spazmatycznej trzepotaninie przed rozbiciem na kawałki, nie uchroniłem się jednak przed
sińcami i szokiem spowodowanym niebezpiecznym upadkiem.
Kontynuowałbym jednak uparcie te próby, gdyby nie rada, a wręcz zakaz Zee; pełna dobrej
woli towarzyszyła moim szamotaniom, aż wreszcie podczas ostatniej próby musiała przyjąć na
siebie mój ciężar, gdy spadłem na jej rozpostarte skrzydła. Uratowała mnie w ten sposób przed
rozbiciem głowy o wierzchołek piramidy, z której wznieśliśmy się wcześniej w górę”.
Opis latania na skrzydłach Vril-ya przypomina w zadziwiający sposób relację z dziwnego
zjawiska powietrznego na pustyni Ułan-Dawan, przekazaną nam przez Mikołaja Roericha. Czy
stworzeniem widzianym przez niego mógł być członek podziemnej rasy, a nie sęp, ptak w tamtych
okolicach nie znany?
Choć naszego narratora bardzo martwi niepowodzenie w lotach, budzą się w nim także innego
rodzaju emocje. „Chciałem teraz bardzo uciec na powierzchnię ziemi, na próżno jednak wysilałem
umysł w poszukiwaniu sposobu ucieczki. Nie pozwalano mi przecież nigdy na samotne wędrówki,
nie mogłem więc nawet udać się do miejsca, przez które wszedłem do podziemi, i zbadać, czy
istnieje możliwość wydostania się z kopalni”.
Usiłując znaleźć rozwiązanie tego problemu, bohater formułuje swoją opinię na temat
prawdziwej natury Vril-ya:
„Doszedłem do wniosku, że lud ten, mimo iż nie tylko należy do rasy ludzkiej, lecz również,