- Wiem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- • obiektywn¹ ignorancj¹ polityczn¹, na przyk³ad brakiem wiedzy politycznej czy politycznych zainteresowañ (osobisty skrypt: „nie wiem, co siê dzieje, ale skoro siê...
- Nawet gdybym miał zamiar powiększyć kompanię, musiałbym wiedzieć znacznie więcej, niż wiem o tobie i twoich sprawach, zanimbym się na coś...
- ruszkowi sztuczną szczękę?— Nie wiem — powiedziała Evelyn...
- - Chodź...
- - Masz racjÄ™...
- Człowiek, który jej płacił, ostrzegał jednak, że jeżeli nie przeżyje orgazmu, nie dostanie drugiej pięćsetki...
- Tłumaczenie szło mu nader łatwo, co jego samego napawało zaskoczeniem...
- Art
- Moghedien zdawała się chętnie przychodzić z pomocą, a wręcz pragnęła jej udzielać, zwłaszcza od czasu, kiedy Siuan nauczyła je sztuczki z ignorowaniem upału...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
I niebezpiecznie. Ledwo zdążyłem odskoczyć, gdy wylałaś mydliny z cebra. Chodź, zobaczymy, ileż to pstrągów wpadło w portki Regana.
- Yarpen?
- HÄ™?
- LubiÄ™ ciÄ™.
- Ja ciebie też, kozo.
- Ale ty jesteÅ› krasnolud. A ja nie.
- A co to ma... Aha. Scoia'tael. Chodzi ci o Wiewiórki, tak? Nie daje ci to spokoju, co?
Ciri wyzwoliła się spod ciężkiego ramienia.
- Tobie też nie daje - powiedziała. - I innym też nie. Przecież widzę.
Krasnolud milczał.
- Yarpen?
- SÅ‚ucham.
- Kto ma słuszność? Wiewiórki czy wy? Geralt chce być... neutralny. Ty służysz królowi Henseltowi, choć jesteś krasnoludem. A rycerz w strażnicy krzyczał, że wszyscy są naszymi wrogami i że wszystkich trzeba... Wszystkich. Nawet dzieci. Dlaczego, Yarpen? Kto ma słuszność?
- Nie wiem - powiedział krasnolud z wysiłkiem. - Nie pojadłem wszystkich rozumów. Robię to, co uważam za dobre. Wiewiórki złapały za broń, poszły do lasu. Ludzi do morza, krzyczą, nie wiedząc, że nawet to chwytne hasełko podpowiedzieli im nilfgaardzcy emisariusze. Nie rozumiejąc, że to hasełko nie jest skierowane do nich, ale właśnie do ludzi, że ma wzbudzić ludzką nienawiść, nie zapał bitewny młodych elfów. Ja to zrozumiałem, dlatego to, co robią Scoia'tael, uważam za zbrodniczą głupotę. Cóż, może za kilka lat okrzykną mnie za to zdrajcą i zaprzedańcem, a ich będą nazywać bohaterami... Nasza historia, historia naszego świata, zna takie przypadki.
Zamilkł, potarmosił brodę. Ciri też milczała.
- Elirena... - mruknął nagle. - Jeśli Elirena była bohaterką, jeśli to, co zrobiła, nazywa się bohaterstwem, to trudno, niech mnie nazywają zdrajcą i tchórzem. Bo ja, Yarpen Zigrin, tchórz, zdrajca i renegat, twierdzę, że nie powinniśmy się nawzajem zabijać. Twierdzę, że musimy żyć. Żyć tak, by później nie musieć nikogo prosić o wybaczenie. Bohaterska Elirena... Ona musiała. Wybaczcie mi, błagała, wybaczcie. Do stu diabłów! Lepiej zginąć niż żyć ze świadomością, że zrobiło się coś, co wymaga wybaczenia.
Znowu zamilkł. Ciri nie zadawała pytań cisnących się jej na wargi. Instynktownie czuła, że nie powinna.
- Musimy żyć obok siebie - podjął Yarpen. - My i wy, ludzie. Bo po prostu nie mamy innego wyjścia. Od dwustu lat o tym wiemy, a od ponad stu pracujemy na to. Chcesz wiedzieć, dlaczego wstąpiłem na służbę do Henselta, dlaczego podjąłem taką decyzję? Nie mogę pozwolić, by praca ta poszła na marne. Sto lat z hakiem próbowaliśmy ułożyć się z ludźmi. Niziołki, gnomy, my, nawet elfy, bo nie mówię o rusałkach, nimfach czy sylfidach, to zawsze były dzikuski, nawet wówczas, gdy was w ogóle tu nie było. Do stu diabłów, trwało to sto lat, ale udało nam się jakoś ułożyć to wspólne życie, życie obok siebie, razem, udało nam się po części przekonać ludzi, że różnimy się od siebie bardzo mało...
- My się w ogóle nie różnimy, Yarpen.
Krasnolud obrócił się gwałtownie.
- Wcale się nie różnimy - powtórzyła Ciri. - Przecież ty myślisz i czujesz tak jak Geralt. I jak... jak ja. Jemy to samo, z jednego kociołka. Pomagasz Triss i ja też. Ty miałeś babkę i ja miałam babkę... Moją babkę zabili Nilfgaardczycy. W Cintrze.
- A moją ludzie - powiedział z wysiłkiem krasnolud. - W Brugge. W czasie pogromu.
* * *
- Jeźdźcy! - zawołał jeden z ludzi Wencka jadący w straży przedniej. - Jeźdźcy od czoła!
Komisarz podkłusował do wozu Yarpena, Geralt zbliżył się z drugiej strony.
- Do tyłu, Ciri - powiedział ostro. - Złaź z kozła i do tyłu. Bądź przy Triss.
- Stamtąd niczego nie widać!
- Nie dyskutuj! - warknął Yarpen. - Jazda do tyłu, ale już! I podaj mi nadziak. Leży pod kożuchem.
- To? - Ciri uniosła ciężki, paskudnie wyglądający przedmiot, przypominający młotek z ostrym, lekko zakrzywionym hakiem na drugim końcu obucha.
- To - potwierdził krasnolud. Wsunął trzonek nadziaka do cholewy, a topór ułożył na kolanach. Wenck, pozornie spokojny, patrzył na gościniec, przysłaniając oczy dłonią.