ruszkowi sztuczną szczękę?— Nie wiem — powiedziała Evelyn...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- — Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
- – Zgadzam się – powiedziała nie ociągając się Colette...
- — Tego kuśnierza mogłabyś lepiej pamiętać, skoro zetknęłaś się z nim osobiście — powiedziałam z niezadowoleniem i naganą...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedział Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparł, nie potrafiąc ukryć pobrzmiewającej w jego głosie konsternacji...
- – Powinniśmy się stąd wynosić, nim orki zaczną przetrząsać te ruiny – powiedziała Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Ja też nie.
54
55
TROUTYILLE, ALABAMA
2 czerwca 1917
Kiedy Onzell wzięła od Sipsey bliźnięta, które przed chwilą urodziła, nie mogła uwie-
rzyć własnym oczom. Starszy syn, któremu nadała imię Jasper, był koloru kawy ze śmie-
tanką, a drugi, Artis, był czarny jak węgiel.
Kiedy później zobaczył je Duży George, mało nie umarł ze śmiechu.
Sipsey zajrzała Atrisowi do buzi.
— Patrzaj, George, ten dzieciak ma niebieskie dziąsła. — Pokręciła głową z przeraże-
niem. — Boże, dopomóż.
Ale Duży George, który nie był przesądny, śmiał się aż do rozpuku...
Dziesięć lat później już nie uważał, że to takie śmieszne. Sprawił baty Artisowi za to,
że ten dziabnął swego brata scyzorykiem. Dźgnął go pięć razy w rękę, zanim jakiś star-
szy chłopak go nie odciągnął i nie rzucił na ziemię. Jasper wstał i pognał do kawiarni,
trzymając się za krwawiącą rękę i wołając mamę. Duży George był właśnie z tyłu domu,
robiąc pieczeń, pierwszy zobaczył Jaspera i zaniósł go do lekarza. Doktor Hadley umył
i opatrzył ranę, a kiedy Jasper mu powiedział, że zrobił mu to jego własny brat, Duże-
go George’a ogarnął wstyd. Tej nocy obaj bracia cierpieli ból i nie mogli usnąć. Leże-
li w łóżkach, patrząc przez okno na księżyc w pełni i słuchając nocnych odgłosów żab
i świerszczy. Artis odwrócił się do brata, który w świetle księżyca wydawał się prawie
biały.
— Wiedziałem, że nie trza mi było tego robić... ale to było takie fajne, że normalnie
się nie mogłem opanować.
54
55
„TYGODNIK DOT WEEMS”
(TYGODNIOWY BIULETYN WHISTLE STOP W ALABAMIE)
l lipca 1935
Spotkanie grupy biblijnej
W zeszłym tygodniu, w środę rano odbyło się spotkanie żeńskiej Grupy Bada-
czy Pisma Świętego kościoła baptystów w Whistle Stop. Na spotkaniu tym, które miało
miejsce u pani Vesty Adcock, dyskutowano, jak studiować Pismo Święte i jak można ła-
twiej je zrozumieć. Przedmiotem dyskusji był „Noe i Arka” oraz „Dlaczego Noe wpuścił
na Arkę dwa węże, skoro miał okazję pozbyć się ich raz na zawsze?” Jeżeli ktoś zna wy-
tłumaczenie, prosimy skontaktować się z Vestą.
W sobotę Idgie i Ruth wydały przyjęcie urodzinowe dla swego synka. Wszystkim go-
ściom podobała się zabawa polegająca na przyczepianiu ogona osłu, smakował też tort
i lody, a każdy dostał szklaną lokomotywkę z kolorowymi cukierkami w środku.
Idgie mówi, że w piątek wieczorem wybierają się do kina, więc, jak ktoś chce, może
się do nich przyłączyć.
A jeśli już mowa o przedstawieniach, to któregoś wieczoru, kiedy wróciłam z pocz-
ty, moja druga połowa, Wilbur właśnie się wybierał do Birmingham do kina. Chciał
zdążyć, zanim zmienią ceny biletów, więc tak się śpieszył, że w biegu chwycił płaszcz
i mnie za rękę i wybiegliśmy z domu. A potem, kiedy już siedzieliśmy na miejscu, przez
cały film narzekał, że go strasznie bolą plecy. Kiedy wróciliśmy do domu, okazało się,
że w całym tym pośpiechu zapomniał wyjąć wieszak z płaszcza. Powiedziałam mu, że
następnym razem zapłacimy wyższą cenę za bilet, bo zepsuł mi całą przyjemność, nie-
ustannie wiercąc się w fotelu.
A przy okazji, czy ktoś nie chciałby kupić lekko zużytego męża? Tanio!
Tylko żartowałam, Wilbur.
...Dot Weems.
56
57
DOM SPOKOJNEJ STAROŚCI
ROSE TERRACE
OLD MONTGOMERY HIGHWAY
BIRMINGHAM, ALABAMA
2 lutego 1986
Kiedy Evelyn weszła, jej przyjaciółka powiedziała:
— Och, Evelyn, szkoda, że nie przyszłaś dziesięć minut wcześniej. Zobaczyłabyś moją
sąsiadkę, panią Hartman. Przyniosła mi to. — Pokazała Evelyn małą roślinkę zwaną ję-
zykami teściowej w ceramicznej doniczce koloru białego cocker-spaniela. — A dla pani
Otis przyniosła prześliczną lilię tygrysią. Strasznie chciałam, żebyś poznała panią Hart-
man, od razu byś się w niej zakochała. To jej córka podlewała dla mnie geranium. Opo-
wiedziałam jej o tobie...
Evelyn powiedziała, że szkoda, że jej nie spotkała, i podała pani readgoode różową
babeczkę, którą kupiła tego ranka w piekarni Waitesa. Pani readgoode podziękowała
jej uprzejmie i wzięła się do jedzenia, podziwiając przy okazji rośliny.
— Uwielbiam cocker-spaniele, a ty? Nie ma na świecie weselszego widoku niż coc-
ker-spaniel. Synek Ruth i Idgie miał kiedyś cocker-spaniela, który za każdym razem,
kiedy cię widział, tak kręcił ogonem i uderzał nim o wszystko dookoła, jakby cię nie
było lata całe, choć przecież tylko wyszłaś na chwilę do sklepu. Kotki natomiast zacho-
wują się tak, jakby w ogóle im na tobie nie zależało. Niektórzy ludzie są tacy sami... ucie-
kają, nie pozwalają się kochać. Idgie taka była.
— Naprawdę? — zdziwiła się Evelyn, wgryzając się w babeczkę.
— O, tak, kochana. Kiedy była w szkole średniej, wszystkich doprowadzała do bia-
łej gorączki. Przeważnie w ogóle nie chodziła do szkoły, a jak już się w niej pojawiła, to
zawsze miała na sobie taki znoszony, stary kombinezon po Buddym. Połowę czasu spę-
dzała w lesie z Julianem i znajomkami, polując i łowiąc ryby. Ale, wiesz co? Wszyscy ją
lubili. Chłopcy i dziewczyny, kolorowi i biali — wszyscy chcieli być blisko Idgie. Uśmie-
chała się, jak tylko readgoode’owie potrafili, a kiedy chciała, tak potrafiła człowieka
56
57
rozśmieszyć...! Jak mówiłam, miała ten wdzięk Buddy’ego. Było w niej jednak coś z dzikiego zwierzęcia. Nie pozwalała nikomu się zbliżyć. Kiedy dochodziła do wniosku, że
ktoś ją za bardzo lubi, uciekała do lasu. Łamała serca na prawo i lewo. Sipsey mówiła, że
kiedy mama Idgie była z nią w ciąży, zjadła dzikie ptactwo i dlatego Idgie teraz zacho-
wuje się jak jakiś pohaniec!
Ale kiedy zamieszkała z nami Ruth, Idgie zmieniła się nie do poznania.