Moghedien zdawała się chętnie przychodzić z pomocą, a wręcz pragnęła jej udzielać, zwłaszcza od czasu, kiedy Siuan nauczyła je sztuczki z ignorowaniem upału...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- Kiedy robisz to…82… IDE robi to83Skąd się biorą programy84IDE pomaga Ci kodować86Kiedy zmieniasz coś w IDE, zmieniasz...
- Szli w zupełnej ciszy, w milczeniu pokonywali zalaną martwym światłem drogę, a kiedy po forsownym marszu doszli do Hali Pisanej, zatrzymali się bez...
- Kiedy Canan przejął zarządzanie codziennymi operacjami magazynu, Lovejoy jeszcze bardziej skupił swą uwagą na rekrutacji, sprowadzając ostatecznie jeszcze...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Skacz, dziecko, skacz! Od kiedy moja córka Zara umiała już bez pomocy stanąć na stole, na którym zmieniano jej pieluszki, bawię się z nią w...
- nizujących poglądach na temat oczyszczenia i poznania prawdy? Istotnie, kiedy czytamy o tym, co według Pseudo- Dionizego znaczy oczyszczenie napotykamy w...
- Nie masz te,nie masz adnego w tym cudu,Kiedy raz na dno,pod oboki drugiLatajc,musi nadweredzi fugi;Wpadszy w najgbsze na ostatek...
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Najwyraźniej Moghedien okłamała w tej kwestii Nynaeve i Elayne. Przekonana, że Egwene uzna to za jej pierwsze i ostatnie kłamstwo, czołgała się na kolanach, łkając i błagając, szczękając zębami, całując rąbki ich spódnic. Chętna do pomocy czy nie, całe to zdarzenie bardzo potęgowało jej strach. Ledwie dawało się wytrzymać tę nieustającą, przyprawiającą o mdłości histerię. Bransoleta a’dam spoczywała teraz - wbrew jej intencjom - w mieszku Egwene. Dałaby ją Nynaeve - i z chęcią by się jej pozbyła-ale przekazywanie sobie tego przedmiotu na oczach innych prędzej czy później wywołałoby jakiś komentarz.
Zamiast tego powiedziała:
- Nynaeve, najlepiej zrobisz, unikając Mata, dopóki nie ochłonie. - Nie była pewna, czy on rzeczywiście jest zdolny wprowadzić swą pogróżkę w czyn, ale jeśli ktoś mógł go do tego podjudzić, to na pewno Nynaeve była taką osobą. Gdyby tak zaś się stało, nie miałaby już żadnych argumentów, by ją przekonać. - Albo przynajmniej staraj się rozmawiać z nim tylko wtedy, kiedy w pobliżu są jacyś ludzie. W tym, w miarę możliwości, kilku Strażników.
Nynaeve otwarła usta i zaraz szybko je zamknęła; przełknęła ślinę z nieznacznie pobladłymi policzkami. Rozumiała, o czym mówi Egwene.
- Tak, tak, chyba tak będzie najlepiej, Matko.
Sheriam obserwowała zamykające się drzwi z lekkim grymasem, który nadal miała na twarzy, zwracając się do Egwene.
- Doszło do jakiejś wymiany zdań, Matko?
- Tylko do takiej, jakiej można się spodziewać, kiedy starzy przyjaciele spotykają się po dłuższym niewidzeniu. Nynaeve pamięta Mata jako małego hultaja, ale on już nie ma dziesięciu lat i oburza się, kiedy go tak nazywać. - Związane Przysięgą przeciwko kłamstwu Aes Sedai doprowadziły mówienie półprawd, ćwierćprawd i dawanie czegoś do zrozumienia do perfekcji. To była użyteczna sztuka, zdaniem Egwene. Zwłaszcza w rozmowach z Aes Sedai. Trzy Przysięgi nie dawały nikomu przewagi, a już najmniej samym Aes Sedai.
- Trudno czasem pamiętać, że ludzie się zmieniają. - Sheriam bez pytania usiadła na krześle i starannie ułożyła swe spódnice z niebieskiego jedwabiu. - Zakładam, że ten, kto dowodzi Zaprzysięgłymi Smokowi, przysyła młodego Mata z posłaniem od Randa al’Thora? Mam nadzieję, że nie powiedziałaś niczego; co on mógłby potraktować jako obietnicę, Matko. Armia Zaprzysięgłych Smokowi obozująca w odległości niecałych dziesięciu mil od Salidaru stawia nas w delikatnej sytuacji. Nie będzie dobrze, jeśli ich dowódca uzna, że ślubowałyśmy wrócić.
Egwene przyglądała się przez chwilę swej rozmówczyni. Nie istniało nic takiego, co mogłoby zaniepokoić Sheriam. A jeśli nawet, to nie dawała tego po sobie poznać. Sheriam wiedziała całkiem sporo na temat Mata, podobnie jak kilka innych sióstr w Salidarze. Czy można to było wykorzystać do popchnięcia go we właściwym kierunku czy raczej to sprawi, że zacznie wierzgać?
„Mat na później - pomyślała stanowczo - teraz Sheriam”.
- Czy zechciałabyś kogoś poprosić, by przyniósł herbatę, Sheriam? Trochę mi się chce pić.
Wyraz twarzy Sheriam uległ tylko nieznacznej zmianie; w skośnych oczach pojawiło się lekkie napięcie, tak lekkie, że ledwie zakłóciło jej pozorny spokój. Ale Egwene niemalże widziała w nich pytanie, które tamta chciała zadać. Co ona takiego powiedziała Matowi, o czym nie chciała rozmawiać? Jakie obietnice złożyła, że Sheriam będzie musiała ją ratować i to w taki sposób, by nie utracić swojej pozycji na rzecz Romandy albo Lelaine?
Sheriam powiedziała kilka słów do kogoś na zewnątrz, a kiedy ponownie usiadła, Egwene nie pozwoliła jej otworzyć ust Wręcz przeciwnie, zadała jej cios między oczy. Tak to można było nazwać.
- Zaiste, Mat jest dowódcą, Sheriam, i ta armia właśnie stanowi swoiste posłanie. Rand ewidentnie chce, abyśmy wszystkie przybyły do Caemlyn. Padła wzmianka o przysięgach lojalności.
Sheriam gwałtownie uniosła głowę, wytrzeszczywszy oczy. Ale tylko częściowo z wściekłości na taką sugestię. Było w tym widać niewątpliwie domieszkę... no cóż, u każdego z wyjątkiem Aes Sedai Egwene nazwałaby to strachem. Całkiem zrozumiałe, jeśli to rzeczywiście był strach. Skoro ona to obiecała - a pochodziła z tej samej wioski; między innymi dlatego była przydatna w roli Amyrlin, że dorastała razem z Randem - wyplątanie się potem z czegoś takiego byłoby niczym wydostawanie się ze sztolni bez dna. Wieść by się rozeszła, czego by Sheriam nie zrobiła; niektóre z Komnaty zapewne ją obarczyłyby winą, względnie wykorzystałyby to jako pretekst. Romanda i Lelaine nie były jedynymi Opiekunkami, które przestrzegły Egwene przed korzystaniem z rad Sheriam bez uprzedniego skonsultowania się z Komnatą. Prawdę powiedziawszy, tylko Delana tak naprawdę zdawała się w pełni wspierać Sheriam, ale ona też radziła słuchać Romandy i Lelaine, jakby człowiek rzeczywiście mógł kierować się sugestiami trzech osób. I nawet gdyby poradziła sobie jakoś z Komnatą, to jeśli wieści o złożeniu, a następnie wycofaniu obietnicy dotarłyby do Randa, to miałyby z nim potem dziesięć razy trudniejszą przeprawę. Sto razy trudniejszą.
Egwene nie czekała, aż Sheriam otworzy usta, tylko przemówiła jako pierwsza.
- Oczywiście powiedziałam mu, że to niedorzeczność.
- Oczywiście. - W głosie Sheriam nie było już takiej pewności jak przedtem. I bardzo dobrze.
- Ale raczej masz rację. Sytuacja jest delikatna. Co za szkoda. Twoja rada odnośnie traktowania Romandy i Lelaine okazała się przydatna, ale moim zdaniem w tej chwili samo przyspieszenie przygotowań do wyjazdu już nie wystarczy.