wiadomość dostałem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- * * * — Wiadomość z obozu Charon, towarzyszu admirale — zameldowaÅ‚ porucznik Fraiser i widzÄ…c gest Tourville’a, odczytaÅ‚ jej...
- Poniewa¿ ta regu³a daje nam w rezultacie program wysy³aj¹cy, wiadomoœæ jest przekazywana temu programowi do dostarczenia...
- Tuż przed obiadem Shannon otrzymał wiadomość z Pithead, że Carizan znajduje się w drodze na Jowisza Pięć przez bazę Main na Ganimedesie...
- VIII Urojenia Kelvina Hallidaya Następnego ranka byli w ogrodzie, kiedy przyszła pani Cocker z pilną wiadomością...
- Tak sobie opowiadano o tym zamachu, nie wiadomo jednak, czy by³ato prawda, czy tylko pog³oska rozpuszczona przez Maksymina...
- lękam, siedzieć będę, dopóki od brata nie otrzymam wiadomości, co chce, abym z sobą po- stanowiła...
- Pompejusz również, jak to później stało się wiadome, za radą całego otoczenia, postanowił stoczyć bitwę...
- (wiadoma komu zabieranym) i potem odda³ to zloto na zbudowanie koœcio³a we wsi...
- – Przed dobrymi wiadomoÅ›ciami zamykasz siÄ™ na cztery spusty...
- Toć wiadomo: człowiek minę dostosowuje do swojej rangi...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ponadto sami widzicie, że miasto jest pełne szlachetnych panów ze
wszystkich stron Anglii, a wszyscy gorąco pragną znaleźć kwatery dla siebie i swoich ludzi, zanim dostaną się na statki do Francji. Cóż innego mogłem począć, nie wiedząc, że ktoś z waszego rodu nadjeżdża, niż oddać pokój, który inaczej stałby pusty, kiedy wielu go pragnęło?
- Daj ich tu do mnie! - ryknął sir Giles. - Niech mi się pokażą. Jeśli zdarzy się, że będą pragnęli zaniechać w pokoju tego, co prawnie mi się należy, będą mogli pójść w swoją stronę.
Jeśli nie - ja, sir Giles, po ich trupach dowiodę swego prawa do tej kwatery!
Groźnie podkręcił sobie prawego wąsa.
- Smutkiem przejęłaby mnie podobna dysputa między szlachetnymi panami nad izbą w
moim domu - powiedział karczmarz. - Ponadto, z całym respektem, sir Gilesie, muszę przyznać, że czuję, iż oni mają większe prawa do tego pokoju niż wy - to znaczy w tych okolicznościach...
Przerwał nagle, widząc zbliżającego się Jima.
- Milordzie! - powiedział. - Jestem zasmucony.
- Nie znam tego szlachetnego pana! - rzucił sir Giles piorunując wzrokiem Jima.
Jim poczuł, jak mimo jego szlachetnych intencji kiełkuje w nim ziarenko gniewu. W tym
sir Gilesie było coś tak wojowniczego i ognistego, że zdawał się automatycznie rozgrzewać każdego, kto znalazł się w zasięgu jego głosu czy wzroku.
- Milordzie - jąkał się karczmarz - pozwólcie, że przedstawię sir Gilesa de Mer. Sir
Gilesie, oto szlachetny lord James, baron Malencontri i Riveroak.
- Ha! - rzekł sir Giles kręcąc wąsa i rzucając ogniste spojrzenie na Jima. - Milordzie,
zajmujesz mój pokój!
- Jak wciąż zaznaczam, sir Gilesie - wtrącił się karczmarz - nie jest to wasz pokój. Został
już oddany sir Jamesowi i jego towarzyszowi broni, sir Brianowi Neville-Smythe.
- A gdzież jest ten sir Brian? - dopytywał się sir Giles.
- Chwilowo się oddalił - powiedział karczmarz. - Niemniej powróci wkrótce do pokoju,
który z całą pewnością jest jego i sir Jamesa.
Sir Giles wysunął lewą nogę, lewą dłoń wsparł na biodrze i zawadiacko wysunął szczękę,
przewiercajÄ…c oczami Jima.
- Sir Jamesie - zagrzmiał - kwestionuję twoje prawo do mego pokoju! Wyzywam cię, byś
własnym ciałem bronił swego doń prawa. Wyjdźmy na dziedziniec. Możesz uzbroić się, jak
chcesz. Ja uczynię podobnie albo, zaniechawszy dogodności właściwego mi rynsztunku i oręża, będę się z tobą potykał, jak stoję!
Sprawy istotnie przybrały paskudny obrót. Gdy tylko skończył mówić, sir Giles odwrócił
się i ciężko stąpając wyszedł przez drzwi na dziedziniec. Tam odwrócił się i stał, czekając, aż Jim za nim podaży. Nie widząc innego wyjścia, Jim zrobił to.
Wyszedł na wybrukowany dziedziniec. Zaraz też wyraźnie dostrzegł, jak okrągły i gładki
stał się bruk od ciągłego użytku, a także że jest dość śliski z powodów, w które wolałby raczej nie wnikać. Dzień był jasny i wesoły, niebo tak niebieskie jak morze, a gdzieniegdzie rozsiane były małe kłębuszki białych chmur.
- A niech mnie diabli, panie! - rzucił sir Giles. - Straciłeś głos? Chcesz się poddać i porzucić kwaterę, czy będziesz się ze mną potykał jeden na jednego, z bronią twego wyboru?
Sir Giles, tak jak Jim, miał tylko miecz zwisający u pasa i był bez zbroi. Jim miał przykrą świadomość, jaka byłaby odpowiedź sir Briana - radosna zgoda na walkę. Z drugiej strony
pamięć Jima przypomniała mu w niemiły sposób głos sir Briana, taktownie określający jego władanie tarczą jako nierówne. Jim w ciągu ostatniego roku nabrał nieco wprawy w używaniu broni tego świata i tej epoki, ale prawdę mówiąc sir Brian nie chwalił go zbyt często. Czy miałby jakąś szansę przeciw komuś tak gwałtownemu jak sir Giles, który prawdopodobnie ćwiczony był
w sztuce użycia broni od czasu, gdy zaczął raczkować? Jim sądził, że raczej nie. Musi jednak odpowiedzieć - albo walczyć. Umysł jego pracował szybko.
- Ociągałem się nieco z odpowiedzią, sir Gilesie - wyrzekł w końcu powoli - ponieważ
myślałem nad sposobem wyjaśnienia ci tej sprawy bez ubliżenia takiemu rycerzowi jak ty.
- Ha! - przerwał mu sir Giles i dłoń, którą wcześniej opuścił, zacisnął z powrotem w pięść i oparł na biodrze.
- W istocie rzeczy - ciągnął Jim - podjąłem ślub. Ślubowałem nigdy nie dobywać klingi,
dopóki nie skrzyżuję jej z ostrzem jakiegoś francuskiego miecza.
W chwili gdy wypowiedział te słowa, Jim poczuł, jak słabo i głupio muszą one brzmieć,
zwłaszcza dla tak wojowniczej osoby jak sir Giles. Była to najsłabsza wymówka z możliwych, ale pierwsza, jaką zdołał wymyślić. Przygotował się na to, że tak czy inaczej będzie musiał dobyć